Komentarz

KPO. Może jednak nie brać?

W „Dealerze” rzadko o „twardej” polityce. Ale tym razem mus. Nowa władza, nowa ekipa, nowe pomysły. I od razu problem dla dealerów. Krajowy Plan Odbudowy.

Mityczne 160 miliardów złotych. Jedna z tych rzeczy, przez które zmieniła się władza. Ale przede wszystkim dość powszechna nadzieja na kolejne koło zamachowe rozwoju Polski na najbliższe lata. Dokładnie to, co lubią dealerzy, traktowani zawsze jako papierek lakmusowy stanu gospodarki. Czyli co, z KPO będzie nam lepiej i łatwiej? Chyba nie na pewno.

Bo w natłoku wyborczej propagandy wszyscy trochę zapomnieli, że poza praworządnością, Unia do wypłaty środków z KPO żąda jeszcze wdrożenia tzw. kamieni milowych. Różnych, także motoryzacyjnych. Wprawdzie raz na jakiś czas w prasie ekonomicznej i motoryzacyjnej pojawiały się sensacyjne wieści, co też szokującego się tam znajduje i co wdrożenie tych zmian będzie znaczyć dla kondycji polskiego rynku sprzedaży aut, ale w szumie wyborczej wojny mało kto potraktował to naprawdę poważnie. Jedni lekceważyli, jedni mówili po moim trupie, a jeszcze inni zakładali, że żadnego KPO nie będzie.

Ale teraz wygląda na to, że nie dość, że trzeba się dokładnie w te dokumenty wczytać, to jeszcze przewidzieć ich konsekwencje. I do tych konsekwencji się przygotować. Przynajmniej na własnym dealerskim podwórku.

Oto bowiem jednym z motoryzacyjnych kamieni milowych, na które zgodziła się Polska, jest wprowadzenie nowych podatków dla posiadaczy aut spalinowych. Nie starych aut, tylko wszystkich. Polska zobowiązała się w tym zakresie do dwóch rzeczy. Po pierwsze do wprowadzenia do roku 2024 opłaty rejestracyjnej dla samochodów spalinowych (kamień milowy o kryptonimie E4G), a po drugie – do stworzenia do roku 2026 stałego i permanentnego podatku od posiadania pojazdu emitującego spaliny (kryptonim E3G). Zapisy są nieco enigmatyczne, ale większość analityków zakłada, że oznaczają one w zasadzie jedną daninę, czyli najpierw – już w przyszłym roku – specjalną, jednorazową opłatę przy pierwszej rejestracji nowego lub używanego auta spalinowego, która później, od 2026 r., przekształci się w stały, coroczny podatek powiązany z poziomem „emisji dwutlenku węgla oraz azotu”.

To chyba dobrze? Bo wygląda na to, że polscy dealerzy doczekają się wreszcie spełnienia marzeń ostatniego dwudziestolecia o ustawowym wykurzeniu z rynku piętnastoletnich niemieckich złomów. Wszystkie dotychczasowe próby uzależnienia choćby wysokości akcyzy od wieku i emisji czy wprowadzenia progresywnego podatku ekologicznego zawsze kończyły się przecież u nas politycznym fiaskiem. Bo zawsze politycy, którzy aktualnie rządzili, czy to było SLD, PO czy PiS, z dużą dozą rozsądku zakładali, że taka zmiana uderzająca po kieszeni miliony Polaków jeżdżących starymi samochodami zmiecie ich ze sceny w najbliższych wyborach. A teraz się uda? Może i tak, tylko wygląda na to, że będzie to klasyczna ilustracja powiedzenia „uważaj, o czym marzysz”, bo celem i skutkiem uzgodnionych z Brukselą podatkowych zmian nie ma być odnowienie spalinowego parku samochodowego, tylko gwałtowna i brutalna próba zastąpienia go parkiem aut elektrycznych, która może skończyć się dla rynku sprzedaży aut biznesową katastrofą, bo auta spalinowe – nowe i używane – jeszcze bardziej zdrożeją, a elektryczne ani nie będą tańsze, ani bardziej pożądane przez klientów. Bo, jak setki już razy udowadniano, w perspektywie najbliższych dziesięciu lat powszechna motoryzacyjna elektryfikacja w Polsce to absolutne mrzonki.

Pogodzili się z tym nawet dogmatycznie elektromobilni Chińczycy i takie marki jak MG czy Omoda, które za kilka tygodni zadebiutują w Polsce, chcą zdobywać nasz rynek samochodami spalinowymi. A polscy importerzy i dealerzy z entuzjazmem się do tego projektu przygotowują. Nie czytali „kamieni milowych” KPO czy jak? Pewnie nie, a nawet jeśli, to z pewnością w ich realizację nie wierzyli. Bo przecież stary rząd te „kamienie milowe” zaakceptował, ale nie za bardzo chciał je realizować, a nawet czasem protestował przeciw temu, co sam podpisał. Niestety dla nowej koalicji mogą to być jedne z niewielu obietnic PiS-u, które z entuzjazmem zrealizuje, osłabiając na długie lata popyt na samochody.

Zwłaszcza że te podatki to nie wszystko. Bo w dokumentach podpisanych przez polski rząd znajdziemy jeszcze taki kamień jak E16G, według którego na 1400 kilometrach autostrad i dróg ekspresowych mają być pobierane opłaty, i to już w tym roku (nie do końca wiadomo, od jakich aut). A w kolejnym – ustawowy obowiązek stref niskoemisyjnego transportu z zakazami lub ograniczeniami wjazdu do centrów miast. We wszystkich miastach powyżej 100 tys. mieszkańców, czyli w prawie 40 aglomeracjach zamieszkanych przez jakieś 10 milionów ludzi. Sprzedaż aut spalinowych od tego nie urośnie, „elektryki” na pewno strat nie zasypią.

Tusk właśnie lata do Brukseli załatwiać środki z KPO. Przygniatająca większość dealerów pewnie głosowała właśnie na niego. A może by jednak tych pieniędzy w ogóle nie brać?

Skontaktuj się z autorem
Marek Konieczny Linkedin
wydawca miesięcznika "Dealer", partner zarządzający w firmie DCG Dealer Consulting, prezes Związku Dealerów Samochodów
REKLAMA
Zobacz również
Komentarz
Kto zapłaci za deprecjację aut na prąd?
Redakcja
28/3/2024
Komentarz
Sprzedaż idzie w górę
Redakcja
27/3/2024
Komentarz
Trudny żywot używanych „elektryków”
Redakcja
4/3/2024
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.