Komentarz

Ausexit

No i stało się. Austria rozpoczęła proces opuszczania Unii Europejskiej. Przynajmniej tej motoryzacyjnej.

22 marca austriacki Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyrok Sądu Kartelowego w Wiedniu z maja 2020 r., stwierdzając już prawomocnie, że Peugeot Austria przez wiele lat nadużywał pozycji monopolistycznej wobec niezależnych dealerów. Co więcej, wskazał, że ogromna cześć modelu wynagradzania dealerów, można by rzec – fundament systemu, jest niezgodna z prawem – tak austriackim, jak i europejskim.

Nie będzie już zatem można – na razie w Austrii – celowo zawyżać celów sprzedażowych po to, aby nie wypłacać bonusów. Nie będzie można (w tym samym celu) tworzyć absurdalnych systemów badania CSI. Formuła „jestem całkowicie usatysfakcjonowany”, którą dealerzy muszą wciskać klientom do głowy na breloczkach, kubeczkach czy zawieszkach, odchodzi w przeszłość. Nie będzie można dofinansowywać strat salonów importerskich, wywołanych ich „atrakcyjnymi” cenami i presją na dealerów niezależnych. Sąd w Wiedniu zakończył też proceder wyliczania stawek gwarancyjnych i marż na części gwarancyjne na poziomie, który nie pokrywa pełnych nakładów dealera. I jeszcze zakazał przerzucania kosztów audytów standardów i badań tajemniczego klienta na sieć. Importerowi to potrzebne, importer płaci.

Nie miejsce i czas, aby rozwijać, co jeszcze zostało zabronione, bo przez najbliższe miesiące dealerska Europa nauczy się tego na pamięć. A dokładnie – przez najbliższe trzy miesiące, bo tyle Peugeot Austria dostał na „uporządkowanie spraw”. Można powiedzieć, że zegar dealerskiego Ausexitu zaczął tykać. Bo albo przez te trzy miesiące zmienią się wszystkie umowy i warunki handlowe Peugeota i marek Stellantisa w całej Europie, albo Austria wypadnie z prawnego obiegu motoryzacyjnej unii. Przecież wszędzie, także w Polsce, Peugeot i inne marki z grupy PSA miały praktycznie takie same umowy dealerskie. U nas też w trzy miesiące wszystko zmienią? Ausexit jak nic.

Zasadniczo takiego obrotu spraw można się było spodziewać, bo przecież już w 2013 r. pod Alpami zaczęły się procesy, które ten Ausexit zwiastowały. Austriacy po wygaśnięciu starego GVO stworzyli sobie własną ustawę federalną, która gwarantowała tamtejszym dealerom większe prawa niż w pozostałej części Europy, przede wszystkim przy ewentualnym wychodzeniu firm z biznesu (austriaccy dealerzy mogą zbywać swoje przedsiębiorstwa wraz z prawami autoryzacyjnymi w ramach jednej sieci bez jakiejkolwiek zgody importera).

…Austriacki wyrok otwiera autostradę do roszczeń o zwrot utraconych marż i bonusów wynikających z niezgodnych z prawem systemów wynagrodzeń…

Co będzie dalej? Tego zasadniczo nikt nie wie. Bo nigdy w historii motoryzacyjnej Unii Europejskiej nie było takiego wyroku. Logika wskazuje na efekt domina. Wiedeński Sąd Najwyższy jasno podkreślił, że podstawą jego orzeczenia jest nie tylko austriackie, ale i europejskie prawo. I co pewnie jeszcze ważniejsze, wyrok odnosi się do wszystkich umów i praktyk biznesowych pomiędzy Peugeot Austria a jego dealerami. Pierwszy kamień został pchnięty. Teraz na gwałt trzeba zmienić umowy w Peugeot Austria. A jak w Peugeocie, to i w Citroenie, a potem w całym austriackim Stellantisie. A jak w austriackim, to i w całej Europie. No chyba, że centrala nowego „galaktycznego sojuszu” zdecyduje na otoczenie Austrii kordonem prawnym. Ale to raczej mało prawdopodobne. Czy na tym koniec? Nie sądzę. Trzeba by być biznesowym idiotą, aby tej okazji nie wykorzystać. Tak więc do zmian ruszą kolejne austriackie sieci i stowarzyszenia dealerskie. I nie tylko austriackie. I ruszą też prawnicy, bo może wreszcie coś na sporach dealerów z importerami zarobią.

W tym miejscu trzeba wymienić i zapamiętać jedno prawnicze nazwisko – Peter Thyri. To on i jego wiedeńska kancelaria przez kilka ostatnich lat uparcie grali o ten wyrok. I nie ma się co oszukiwać – ani austriaccy, ani europejscy dealerzy w ich sukces do końca nie wierzyli. Nawet kiedy rok temu sąd kartelowy pierwszej instancji wydał wyrok niekorzystny dla Peugeot Austria, większość europejskiego środowiska prawników, w tym polskich, dość sceptycznie podchodziła do końcowego sukcesu. Mówili, że po odwołaniu producenci, tak jak zawsze, na pewno wygrają, a ostateczny wyrok będzie za 2 albo i 3 lata. A tu proszę. Nie dość, że szybko (10 miesięcy), to jeszcze pełne zwycięstwo. Co jak co, ale doktor Thyri dostanie niejedną tablicę pamiątkową wmurowaną w ściany austriackich salonów.

Zwłaszcza, że powinno być je, za co fundować. Bo wyrok austriackiego sądu otwiera autostradę do roszczeń odszkodowawczych austriackich dealerów o zwrot utraconych marż i bonusów wynikających z niezgodnych z prawem systemów wynagrodzeń. Ile tego było? Dużo. Co rok zaniżane albo niewypłacane bonusy jakościowe, dziesiątki tysięcy samochodów sprzedanych praktycznie bez marży pod presją „promocji” salonów importerskich, miliony napraw gwarancyjnych, do których trzeba było dopłacić. Jeśli austriaccy dealerzy zawalczą o swoje, sprawy odszkodowawcze pójdą w setki milionów euro. Zakładam, że od wyroku 22 marca w wielu austriackich, niemieckich czy francuskich kancelariach prawnych rozpoczął się proces budowy nowej gałęzi prawniczego biznesu – działów „odszkodowania dealerskie”.

Mam nadzieje, że w polskich też. Tym bardziej że dzień po wiedeńskim wyroku w Warszawie zdarzyła się jeszcze jedna, ważna, acz niespodziewana rzecz…

Skontaktuj się z autorem
Marek Konieczny Linkedin
wydawca miesięcznika "Dealer", partner zarządzający w firmie DCG Dealer Consulting, prezes Związku Dealerów Samochodów
REKLAMA
Zobacz również
Komentarz
Czwarty kwartał inny niż zwykle
Redakcja
1/10/2021
Komentarz
Zadbaj o efektywność
Redakcja
1/10/2021
Komentarz
Wycisnąć, ile się da
Redakcja
29/9/2021
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.