Rok drobnych korekt


Mimo wzrostów sprzedaży łączna liczba salonów na koniec 2017 r. była mniejsza niż rok wcześniej. To między innymi efekt „zniknięcia” salonów Lancii. Wśród marek, które zwiększały swoje struktury, przodowała Dacia i niemal cały segment premium.

Ubiegłoroczne podsumowanie zaczęliśmy od informacji, że po trwającej kilka lat redukcji łączna liczba salonów dealerskich w Polsce zwiększyła się. Przewidywaliśmy, że dodatni trend może utrzymać się dłużej. Tak się jednak nie stało. W 2017 r. salony częściej zamykano niż otwierano. Na koniec ubiegłego roku struktury sprzedażowe liczyły 1327 punktów wobec 1347 dostępnych na koniec 2016 r. Oznacza to roczny spadek o 1,5 proc.

Już chyba nikogo nie zaskakuje, że poszczególne sieci dealerskie w obszarze sprzedaży tworzy coraz mniej podmiotów. Na koniec 2016 r. było ich 1015, na koniec roku ubiegłego roku – 974 (-4 proc. r/r), choć w tym miejscu należy zaznaczyć, tradycyjnie zresztą, że dealerstwa wielomarkowe występują w zestawieniu kilkukrotnie, a rzeczywista liczba podmiotów sprzedających samochody na naszym rynku jest znacznie niższa. Postępująca konsolidacja jest jednak niezaprzeczalnym faktem.

 

Kto uszczuplił, kto zagęścił?

W przypadku zdecydowanej większości sieci zmiany były kosmetyczne. Bo choć struktury sprzedażowe 13 marek w ostatnim roku się zmniejszyły, to aż w 9 przypadkach z map znikał zaledwie 1 punkt. O rewolucji możemy mówić właściwie jedynie w przypadku Lancii. Marka z Grupy FCA zaprzestała sprzedaży na większości europejskich rynków, przez co liczba salonów w naszym kraju radykalnie zmniejszyła się z 24 do 0. Drugą w kolejności marką, której sieć sprzedaży uszczupliła się o największą liczbę punktów, jest Mitsubishi. Liczba salonów zmniejszyła się tam z 40 do 36. Wiele wskazuje jednak, że za kilka tygodni sieć Mitsubishi zostanie jeszcze bardziej przetrzebiona – okresy wypowiedzenia z pism, które importer japońskiej marki, firma MMC Car Poland, wysłał w 2017 r. części swoich dealerów, powoli dobiegają końca. O 3 punkty skurczyła się sieć sprzedażowa marki Opel. W ostatnich 12 miesiącach z mapy zniknęły punkty firmy Jerzy Bogacki ze Szczecina oraz dwie lokalizacje firmy Trax – w Zgierzu i Skierniewicach. Opel nadal dysponuje jednak najbardziej rozbudowaną strukturą sprzedażową w kraju – liczy ona aż 91 punktów (we wszystkich prowadzona jest również obsługa posprzedażna).

Liczba salonów w 10 markach nie uległa zmianie. Do tego grona można zaliczyć zarówno sieci o niezbyt rozbudowanej strukturze – jak Jaguar i Land Rover, Lexus czy Smart – ale także te należące do największych na naszym rynku. Mowa tu chociażby o Fiacie, Hyundaiu, Peugeocie, Renault, Skodzie czy Toyocie. Brak zmian ilościowych nie oznacza jednak, że w ubiegłym roku nie dochodziło do korekt jeśli chodzi o konfigurację firm, tworzących niektóre sieci. Toyota dokonała roszad w swojej reprezentacji w Krakowie i Poznaniu. W Krakowie pojawił się też nowy dealer Hyundaia. Reprezentacja koreańskiej marki uszczupliła się z kolei o 1 punkt we Wrocławiu, a także – pod względem obsługi posprzedażnej – o 3 punkty na terenie województw wielkopolskiego i łódzkiego. Działo się również we Fiacie. Samochodów osobowych tej marki nie sprzedają już firmy: AHT, Autex, Bołtowicz, Gazopol, Auto Duet, Darimex czy Prima Auto. Z kolei przedstawicielem Fiata w Tarnowie jest obecnie spółka Auto Spektrum 2, która zajęła miejsce Auto Centrum Tarnów.

Najmniej liczną grupę stanowią marki, które w ubiegłym roku powiększyły swoje struktury sprzedażowe. Takich brandów było łącznie 8. Największy skok obserwowaliśmy w Dacii. Autoryzacje sprzedażowe tej marki otrzymało aż 10 punktów w 5 województwach: łódzkim (Nowy Kawęczyn k/Skierniewic i Piotrków Trybunalski), wielkopolskim (Gniezno, Konin i Piła), opolskim (Nysa), dolnośląskim (Jelenia Góra i Lubań) oraz śląskim (Gliwice i Tarnowskie Góry).

Poza tym swoje struktury powiększały głównie marki premium. Najwięcej salonów przybyło BMW. Bawarska marka pojawiła się w Opolu (za sprawą firmy AC Sikora) i Kaliszu (Premium Arena JTB), a także zwiększyła swoją obecność w aglomeracji poznańskiej – obiekt w Swadzimiu otworzyła firma Inchcape Motor Polska. W tej ostatniej lokalizacji powstało też dealerstwo marki MINI – była to zresztą jedyna zmiana w sieci tego brandu. Zagęściła się też mapa dealerska Volvo. Pod koniec 2017 r. marka ta – niejako śladami BMW – zagościła w Kaliszu. Za tamtejsze dealerstwo – prowadzone jak na razie w salonie tymczasowym – odpowiada Auto Grupa Lis. W styczniu ubiegłego roku firma Autogaleria otworzyła salon Volvo w Płocku. Wcześniej w tej lokalizacji funkcjonowało jedynie ASO szwedzkiej marki. Ciekawie było również w Audi. Po wielu latach współpracy z niemiecką marką rozstała się firma Bełtowski z Krakowa. W rezultacie jedynym dealerem na tym terenie pozostaje spółka Auto Special. Zwiększyła się za to reprezentacja Audi w Łodzi (za sprawą Grupy Krotoski-Cichy) oraz w Warszawie (Porsche Inter Auto). Dość spokojnie było w Mercedesie. O największej zmianie można mówić w przypadku Nowego Sącza, gdzie autoryzowany serwis należący do Sobiesław Zasada Automotive zmienił się w punkt, w którym prowadzona jest również sprzedaż. Warto odnotować także zmianę we Wrocławiu, gdzie Grupa Wróbel przeprowadziła się z salonem Mercedesa z ulicy Klecińskiej na Graniczną, oraz w Lublinie, gdzie reprezentantem Mercedesa została firma Nobile Motors, w miejsce spółki Lenartowicz.

 

Jak sprzedaż, to i serwis

Niezmiennie najpopularniejszym modelem funkcjonowania dealerstwa na rynku jest oczywiście skupienie w jednym miejscu zarówno struktur sprzedażowych, jak i posprzedażnych. Na koniec 2017 r. w Polsce funkcjonowało jedynie 18 punktów, w których prowadzona była wyłącznie sprzedaż – o 1 mniej niż przed rokiem. Stanowi to zaledwie 1,4 proc. dealerskich struktur sprzedażowych w naszym kraju. Warto jednak mieć świadomość, że dane te nie uwzględniają części pop-up store’ów czy punktów wystawowych, które nie są traktowane jako normalne miejsca sprzedaży. Takie formaty funkcjonują między innymi w markach Jaguar i Land Rover czy Mercedes.

W porównaniu z 2016 r. dało się za to zauważyć wzrost liczby punktów, w których prowadzona jest wyłącznie obsługa posprzedażna. Na koniec ubiegłego roku było ich 303 (+7,4 proc. r/r). W największym stopniu za ten wzrost odpowiada jednak wspomniana już Lancia, która zaprzestała sprzedaży samochodów na naszym rynku. W rezultacie spora część dotychczasowych salonów Lancii zaczęła funkcjonować wyłącznie jako ASO włoskiej marki. Gdyby w analizach pominąć Lancię, okazałoby się, że na rynku funkcjonuje 279 autoryzowanych serwisów, zaledwie o 4 więcej niż rok wcześniej.

 

Salony sprzedają więcej

Jako że sumaryczna liczba dealerskich punktów sprzedażowych nie wzrosła, a rynek zanotował spore wzrosty, to konsekwencją musiał być wzrost średniej sprzedaży na salon. Statystyczne dealerstwo w Polsce sprzedało w 2017 r. 391 samochody, o 18 proc. więcej niż rok wcześniej. Warto zauważyć, że coraz mniejsza jest dysproporcja w sprzedaży salonów marek popularnych w stosunku do brandów premium. W ubiegłym roku z salonu marek premium wyjechało średnio 328 aut, popularnych – 404 aut, czyli o 23 proc. więcej. Rok temu ta różnica wynosiła 30 proc., dwa lata temu – aż 40. O tym, jaki skok zanotowały salony marek z wyższej półki, niech świadczy fakt, że w 2017 r. ich sprzedaż była wyższa niż statystycznego salonu marki wolumenowej w 2015 r. Tymczasem jeszcze niedawno mówiło się, że do przetrwania na rynku dealerowi marki premium wystarczy roczny wolumen na poziomie 100 sztuk, a dwukrotnie większa sprzedaż powinna już zagwarantować obiektowi pokaźny zysk.

Czołówka marek, które mogą pochwalić się najwyższą sprzedażą na salon, nie zaskakuje. Prym wiedzie Toyota. Ze statystycznego salonu tej marki w ubiegłym roku wyjechały 884 samochody. Druga pod tym względem jest sieć Volkswagena, z wynikiem 792 aut na salon (bierzemy pod uwagę wyłącznie samochody osobowe). W trzeciej Skodzie średnia sprzedaż to 771 samochodów. Na przeciwległym biegunie znajdują się trzy marki japońskie. W Mitsubishi średnia sprzedaż na salon wyniosła 100 samochodów, w przypadku Hondy było to 176 aut, Suzuki – 185. Należy zauważyć, że w przypadku Mitsubishi i Suzuki wskaźnik ten może w przyszłym roku wzrosnąć. Kierownictwo obu marek może jednak do tego dojść innymi drogami. Mitsubishi – poprzez redukcję sieci, Suzuki – poprzez „wymianę” kilku dealerów. Takie posunięcie zapowiedział pod koniec ubiegłego roku nowy prezes Suzuki Motor Poland, Piotr Dulnik, który chce doprowadzić do tego, by statystyczny dealer sprzedawał średnio 200 samochodów.

W zestawieniu po raz pierwszy uwzględniono sieć marki SsangYong. Na koniec 2017 r. tworzyło ją 21 punktów z pełną autoryzacją, 2 salony oraz 8 serwisów. W stosunku do stanu na koniec 2016 r. zarówno liczba salonów, jak i serwisów powiększyła się. Wśród dealerów koreańskiej marki są firmy o uznanej pozycji na rynku i rozbudowanych strukturach, jak Auto Spektrum, Auto Wache czy RM Filipowicz, ale też firmy, dla których SsangYong jest jedynym punktem styku z autoryzowanym kanałem dystrybucji. Podmioty z tej drugiej grupy często operują na niewielkich rynkach, jak Agatówka, Ksawerów, Radlin czy Reda. Niezależnie od wielkości firmy oraz rynku dealerzy SsangYonga wciąż nie mogą liczyć na pokaźne wolumeny sprzedaży. Statystycznie w 2017 r. było to niespełna 20 pojazdów na salon. Trudno się dziwić, skoro ogólnopolski wolumen tej marki to mniej niż 500 pojazdów.

 

W 2018 r. będzie podobnie?

Chociaż rok dopiero niedawno się rozpoczął, już można usłyszeć sporo mniej lub bardziej potwierdzonych zapowiedzi dotyczących zmian w sieciach. W większości przypadków dojdzie jednak prawdopodobnie do niewielkich korekt, polegających głównie na wymianie reprezentantów na danym obszarze. Dlatego liczba punktów sprzedaży na koniec roku 2018 wyniesie zapewne między 1320 a 1340. Jeśli zaś chodzi o liczbę firm prowadzących sprzedaż, to najpewniej rok 2018 będzie kolejnym, który upłynie pod znakiem konsolidacji. I choć w tym roku nie będzie brakowało ciekawych posunięć, w ramach których czołowi polscy dealerzy wzbogacą się o autoryzacje marek, z którymi dotychczas nie współpracowali, to mimo wszystko liczba firm tworzących poszczególne sieci za niespełna 12 miesięcy z pewnością nie powróci do ponad tysiąca, jak to miało miejsce w poprzednich latach.