Wydarzenia

Mustang Szafrańskiego napędził sprzedaż


Firma Germaz pomogła spełnić blogerowi Michałowi Szafrańskiemu samochodowe marzenie. I szybko okazało się, że korzyścią dla dealera nie była w tym przypadku sprzedaż jednego, mocno „zrabatowanego” auta.

Michała Szafrańskiego wielu czytelnikom pewnie nie trzeba przedstawiać. Jego blog „Jak oszczędzać pieniądze”, na którym opisuje, jak efektywnie zarządzać domowym budżetem, powiększyć swoje oszczędności czy też w jaki sposób umiejętnie dokonywać kosztowniejszych zakupów, jest jednym z najbardziej popularnych blogów w Polsce, a jego książka „Finansowy ninja”, będąca przewodnikiem po finansach osobistych, stała się prawdziwym bestsellerem. W jednym z artykułów na blogu, który ukazał się w połowie września, Michał Szafrański opisał, jak spełnił swoje motoryzacyjne marzenie, którym okazał się zakup nowego Forda Mustanga GT. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie okoliczności całej historii i rezultaty, jakie przyniosła. No to po kolei.

Michał Szafrański i Artur Witkiewicz z salonu Germaz podczas wydania Forda Mustanga GT. Dealer przygotował nawet specjalne naklejki pod tablice rejestracyjne nawiązujące do książki blogera


Zagajenie na blogu

Wszystko zaczęło się ponad rok temu, w sierpniu 2017 r., kiedy w jednym z newsletterów wysłanych do swoich czytelników Szafrański zdradził, że chciałby jeździć Fordem Mustangiem. Wiadomość tę otrzymał m.in. Artur Witkiewicz, zastępca kierownika sprzedaży w salonie Germaz w Zielonej Górze. – Jestem fanem Michała Szafrańskiego, więc kiedy przeczytałem maila z informacją o Fordzie Mustangu, nie mogłem przejść obok niej obojętnie. Zaproponowałem Michałowi, że gdy będzie w pobliżu, możemy zorganizować dla niego jazdę testową takim autem – opowiada Witkiewicz. Michał Szafrański podziękował za propozycję, dodając, że powróci z tematem za jakiś czas. Tak też było. Kilka miesięcy później bloger skontaktował się ze swoim czytelnikiem. Nie chodziło jednak o jazdę testową. Szafrański zdradził, że coraz mocniej „przymierza się do Mustanga” i w związku z tym podpytuje o cennik. To zapoczątkowało mailowe rozmowy z przedstawicielem dealera na temat ceny auta (no i rabatu, na który mógłby liczyć u zielonogórskiego dealera).

Katalogowa cena samochodu, którym zainteresowany był Szafrański (czyli Forda Mustanga GT z dodatkowym wyposażeniem i gwarancją na 5 lat) wynosiła 226 900 zł. Jak oficjalnie relacjonował bloger, dealerzy proponowali mu maksymalnie 6 tys. zł rabatu, podczas gdy Germaz zaoferował niemal… czterokrotnie większą obniżkę, czyli rabat w wysokości 22,1 tys. zł. Oferta salonu Forda w Zielonej Górze była nie do przebicia, dlatego Michał Szafrański zdecydował się na zamówienie swojego wymarzonego rumaka właśnie u tego dealera (tym bardziej, że jak wcześniej zaznaczał, chętnie kupiłby auto u swojego czytelnika).

Pod specjalnym nadzorem

Pech chciał, że produkcja i dostawa auta opóźniły się o kilka miesięcy (planowany termin dostawy samochodu do dealera wyznaczony był na przełom maja i czerwca; faktycznie auto znalazło się w salonie w Zielonej Górze pod koniec sierpnia). Dla Germazu sytuacja była nie do przeskoczenia. – Bardzo zależało mi na tej transakcji. Niestety i w takich przypadkach zawsze może przydarzyć się coś niespodziewanego, na co nie ma się wpływu. Myślę jednak, że udało nam się wyjść z całej sytuacji z twarzą – zaznacza Artur Witkiewicz. Załoga starała się, aby mimo opóźnień, cała obsługa odbywała się na jak najwyższym poziomie. Dlatego na bieżąco informowała Michała Szafrańskiego choćby o tym, na jakim etapie jest realizacja zamówienia. – Otrzymaliśmy od Ford Polska numer statku którym płynął wyczekiwany Mustang. Do tego znaleźliśmy stronę internetową, na której Michał mógł śledzić na żywo, gdzie w danym momencie znajduje się statek z jego samochodem na pokładzie – opowiada zastępca kierownika sprzedaży w zielonogórskim salonie firmy Germaz.

Samochód Michała Szafrańskiego dotarł do salonu w Zielonej Górze z opóźnieniem. Dzięki
staraniom dealera bloger mógł śledzić w internecie trasę statku, który transportował auto

Gdy zaś auto dotarło już do salonu, dealer zadbał, aby odbiór wymarzonego i wyczekiwanego samochodu był dla nowego posiadacza Mustanga pamiętnym doświadczeniem. – Przygotowaliśmy Michałowi fotoksiążkę ze zdjęciami, które zrobiliśmy, by udokumentować stan auta, to, że jest w pełni kompletne i nic się z nim nie stało podczas transportu. Stwierdziliśmy, że będzie to świetna pamiątka. Zrobiliśmy także specjalne naklejki pod tablice rejestracyjne nawiązujące do tytułu książki, którą napisał Michał. Całość wyszła naprawdę na wysokim poziomie – zaznacza Artur Witkiewicz.

Ciąg dalszy nastąpi(ł)

To jednak nie koniec historii. Szafrański przygodę z zakupem Forda Mustanga opisał szczegółowo na swoim blogu: począwszy od tego, dlaczego zdecydował się na to auto (wcześniej myślał o Tesli), poprzez to, jak dojrzewał do decyzji o zakupie samochodu, aż po kulisy rozmów z dealerem i całą realizację zamówienia. W swoim wpisie nie krył zadowolenia z jakości obsługi w salonie Germaz. „Jeśli ktoś z czytających ten artykuł będzie planował zakup Forda, to zachęcam do kontaktu z Arturem. Serio polecam. Sprawdził się w naprawdę trudnych warunkach i wyszedł z tego cało. Dla jasności: nikt mi nie zapłacił za promocję salonu Germaz czy Artura – po prostu rewanżuję się w ten sposób za świetną obsługę. No i w końcu to Czytelnik mojego bloga, który nie tylko wykazał w odpowiednim momencie inicjatywę, ale zadbał także, bym wydał jak najmniej 🙂 Polecam!” – napisał Szafrański.

Opowieść o zakupie Forda Mustanga i autorskie zarekomendowanie zastępcy kierownika sprzedaży w salonie Germaz w Zielonej Górze sprawiły, że w ciągu niespełna półtora miesiąca od ukazania się wpisu dealer sprzedał 9 samochodów – w tym aż 7 Fordów Mustangów – klientom, którzy potwierdzili, że do zakupu auta w salonie Germaz „zainspirował” ich wpis na blogu Michała Szafrańskiego. Suma tych transakcji to blisko 1,7 mln zł. Co ciekawe, klienci, którzy powoływali się na wpis, nie oczekiwali od dealera tak wysokich rabatów, jaki otrzymał bloger. – Zdawali sobie sprawę, że Michał Szafrański, jest rozpoznawalną osobą, której bardzo chcieliśmy sprzedać samochód, a kluczowa w przypadku sukcesu transakcji i nawiązania relacji z takim klientem była cena – wyjaśnia Artur Witkiewicz. Okazało się zatem, że z jednej strony czytelnik pomógł Michałowi Szafrańskiemu kupić wymarzone auto („Czytelnicy pomagają w zakupie” – brzmiał jeden ze śródtytułów we wpisie na blogu), a z drugiej bloger „nakręcił” dealerowi sprzedaż co najmniej kilku drogich samochodów.

Michał Szafrański zaznacza, że nigdy wcześniej nie publikował na blogu artykułu przedstawiającego zakup tak kosztownego produktu, więc jego czytelnicy nie mieli wcześniej szansy do takiej inspiracji. – Oczywiście spodziewałem się, że w miarę upływu czasu znajdą się osoby, które zdecydują się skontaktować z Arturem z salonu Germaz, ale nie spodziewałem się, że nastąpi to tak szybko i że zamówionych zostanie aż tyle Fordów Mustangów. Ten przykład pokazuje, jak duża jest siła rekomendacji osoby, która zgromadziła wokół siebie duże audytorium i która cieszy się dużym zaufaniem – zwraca uwagę bloger.

Spokój w cenie

Opisana historia po raz kolejny pokazuje, jak ważna jest szybka i umiejętna reakcja na konkretną potrzebę klienta, choćby tę… wyartykułowaną na popularnym blogu. – W dobie internetu jakość obsługi klienta i podejmowanie wszelkich możliwych starań, zmierzających ku temu, aby klient był w pełni zadowolony, niesie za sobą korzyść, nawet jeśli nie zawsze na taką skalę jak teraz. Co do tego nie mam najmniejszej wątpliwości – ocenia Artur Witkiewicz.

Dealer uwiecznił przybycie do salonu Mustanga na fotografiach, a następnie umieścił zdjęcia
w albumie, który podarował Szafrańskiemu

A jakie znaczenie ma jakość obsługi dla Michała Szafrańskiego, znanego z oszczędnego podejścia do wydatków? – Jako klient zawsze szukam tzw. dobrego dealu. Składa się na niego wiele czynników. Cena jest najbardziej widocznym z nich, ale jako osoba płacąca jednostkowo dużą kwotę zależy mi również na tym, aby prowizję z obsługi zamówienia – jakakolwiek by ona nie była – otrzymała osoba, która na nią zasługuje. Dlatego wysoko cenię jakość obsługi i jeśli nie mam przekonania, że najlepsza cenowo oferta spełni moje inne wymagania, to gotowy jestem zapłacić więcej, oczywiście w granicach rozsądku – zdradza bloger. Dzieje się tak choćby wtedy, gdy zna już sprzedawcę i korzystał z jego usług, bo – jak przyznaje – po prostu ceni sobie święty spokój. – W przypadku zakupu Forda Mustanga było o tyle łatwiej, że Artur, przedstawiciel handlowy Germaz, był wcześniej czytelnikiem mojego bloga i po prostu zależało mu na tym, abym chciał zamówić to auto właśnie u niego. Cieszę się, że po naszej transakcji, nawet jeśli zarobił na niej mniej, szybko miał szansę uzyskać dodatkowe korzyści zw

Kolejni zainspirowani?

Prawdopodobnie sprzedażowe echa, będące efektem współpracy zielonogórskiego salonu ze znanym blogerem, będą jeszcze rozbrzmiewać w salonie dealera. Michał Szafrański zapowiedział już, że wkrótce opublikuje wpis, w którym wyjaśni, dlaczego zdecydował się na zakup Forda Mustanga, korzystając z leasingu operacyjnego. Jego kolejny artykuł może być zatem następnym zakupowym bodźcem dla nowej grupy czytelników. Sam Szafrański przekonuje, że powody, dla których on zdecydował się finansować zakup leasingiem operacyjnym, powinny być dla każdego przedsiębiorcy dość jasne. – Tylko korzystając z leasingu, byłem w stanie uzyskać maksymalne korzyści podatkowe związane z zakupem auta o wartości około 170 tys. zł netto. W 2018 r. w całości można kwalifikować raty leasingowe jako koszt uzyskania przychodu, a nie – tak jak przy zakupie za gotówki – tylko do wartości 20 tys. euro – zauważa Michał Szafrański. I dodaje, że zależało mu także na wpłacie dużego wkładu własnego, który od razu w całości trafia w koszty – inaczej niż to ma miejsce przy zakupie za gotówkę, kiedy to auto trzeba amortyzować i pomimo pozbycia się dużej gotówki, korzyści podatkowe „odzyskuje się” stopniowo. – Przy tym koszt leasingu na trzy lata nie jest duży i korzyści rekompensują koszty. Mówiąc krótko: pomimo, że stać mnie na nabycie auta za gotówkę, to nie jest optymalna forma finansowania tego typu zakupu dla przedsiębiorcy – podsumowuje Szafrański.

Wnioski? Nasuwają się same. Powtarzana jak mantra najwyższa jakość obsługi klienta nie może być jedynie pustym sloganem czy zestawem czynności opierającym się wyłącznie o stałe schematy, lecz być w stu procentach prawdziwa, szyta na miarę konkretnego klienta, a niekiedy także trochę spontaniczna. To szczególnie ważne wtedy, gdy podczas rozmów czy samej transakcji wydarzą się nieprzewidziane okoliczności… Warto również pamiętać o kluczowej w pracy dealerów własnej inicjatywie. Bo jak potwierdza kazus firmy Germaz, nawet luźna propozycja jazdy testowej potrafi zaowocować sprzedażą auta. I to nie jednego.