Wydarzenia

Ignacy Morawski: Rządowa tarcza to za mało. Moja propozycja? Gwarantowany dochód dla firm


Ignacy Morawski, szef centrum analiz SpotData, ocenił na swoim BLOGU rządowy program antykryzysowy. Konkluzja? Zdaniem ekonomisty program ma odpowiednią wielkość na początek, ale ostatecznie może okazać się za mały. Zawiera też luki narażające go na niską skuteczność.


Wielkość programu wskazuje, że władze rozpoznają powagę problemu. Ale jednocześnie program wciąż wydaje się w niektórych aspektach niedopracowany. Tarcza Antykryzysowa ma pięć filarów: ochrona miejsc pracy, finansowanie przedsiębiorstw, ochrona zdrowia, ochrona bezpieczeństwa systemu finansowego, program inwestycji publicznych. W dużym uproszczeniu około 70 proc. tego programu to działania wspierające płynność finansową firm, a około 30 proc. – działania wspierające pracowników i firmy poprzez system dotacji, podatków i stymulowanego popytu” – analizuje Morawski.


Potrzebne natychmiastowe wsparcie

Zwraca on uwagę, że w tarczy antykryzysowej brakuje m.in. natychmiastowego wsparcia dla branż, które stanęły w miejscu – transportu, turystyki, części handlu, sportu/rekreacji, organizacji konferencji… „To są branże, które nie tylko stracą przychody niemal całkowicie, ale także nie odrobią tych przychodów w przyszłości. Nie można oczekiwać, że firmy w tych branżach zapłacą podatki i wynagrodzenia za okres, kiedy prawie w ogóle nie działają. Nie zapłacą też wielu innych zobowiązań, a po restarcie nie będą w stanie też ich uregulować. Do pomocy tym branżom potrzebne są innowacyjne narzędzia prawne i finansowe, a nie tylko takie, które były wykorzystywane przy poprzednich kryzysach” – podkreśla analityk.

Obecny kryzys jest bowiem bezprecedensowo szybki – w ciągu tygodnia zatrzymała się ogromna część aktywności gospodarczej, a przez sieć transakcji gospodarczych już płyną potężne zatory płatnicze. Morawski uważa, że złożoność działań antykryzysowych i tempo ich wprowadzania nie przystają do tempa załamania. „To trochę tak, jakby czołgiem gonić samolot”.


Gwarantowany dochód dla poszkodowanych firm

O jakie innowacyjne narzędzia finansowe może chodzić? Propozycja Morawskiego opiera się na pomyśle ekonomistów Gabriela Zucmana i Emmanuela Saeza. Chodzi o dochód gwarantowany dla firm. „Każda firma tracąca przychody mogłaby uzyskać uzupełnienie połowy tej utraty przez okres trzech-czterech miesięcy. Bez żadnych warunków wstępnych, oprócz udokumentowania ubytku przychodów w okresie kwiecień-lipiec. Uzupełnienie mogłoby pokrywać określoną część kosztów, szczególnie kosztów płacowych. Nie trzeba pokrywać całości tych kosztów, ponieważ w okresie zamrożenia gospodarki potrzeby generalnie są mniejsze” – tłumaczy Morawski. Jego zdaniem firmy zyskałyby wówczas pewność, na czym stoją, pracownicy uniknęliby zwolnień, a zatory płatnicze by zmalały.


„Każda firma tracąca przychody mogłaby uzyskać uzupełnienie połowy tej utraty przez okres trzech-czterech miesięcy. Bez żadnych warunków wstępnych, oprócz udokumentowania ubytku przychodów”.


Ile może kosztować pomysł gwarantowanego przychodu dla firm dotkniętych kryzysem? Szef SpotData szacuje, że około 250-300 mld zł. „Kwotę tę można by w połowie podzielić na bezpośrednie dotacje, a w połowie na kredyt gwarantowany przez państwo. Dotacje otrzymałyby firmy mniejsze i nie mające możliwości odrobić strat z okresu lockdownu (głównie usługowe), a kredyt firmy większe i firmy mające możliwość odrobić straty w przyszłości (głównie produkcyjne)” – sugeruje Ignacy Morawski.


Nie unikniemy wysokiego zadłużenia

Liczy się on zarazem z tym, że wdrożenie takiego rozwiązania może doprowadzić kraj do nadmiernego zadłużenia publicznego (nawet na skalę, w której niezbędna może być zmiana konstytucji). O skuteczną alternatywę jednak w jego ocenie trudno. „Załamanie aktywności gospodarczej i tak doprowadzi do ogromnych długów, tyle że w sektorze prywatnym. Od tych długów nie ma ucieczkiniezapłacone faktury, opóźnione kredyty, prolongowane zobowiązania podatkowe, zaciągnięte kredyty obrotowe, to wszystko i tak się pojawi” – uważa Morawski. Wprowadzenie gwarantowanego dochodu ma w praktyce przenieść dużą część tego zadłużenia kryzysowego z sektora prywatnego na sektor publiczny, czyli uwspólnotowić dług.

„Jesteśmy w absolutnie wyjątkowej sytuacji, która wymaga absolutnie wyjątkowej reakcji. Obawiam się, że stosowanie schematów z przeszłości to może być trochę za mało” – podsumowuje ekonomista.