Wydarzenia

Dealerzy po pracy: Piotr Chudy


Prezes zarządu w firmie Dobrzański pierwsze zdjęcia wykonywał już jako dziecko. Po długiej przerwie postanowił wrócić do swojej pasji. I udało mu się ją połączyć z… jazdą na motocyklu.

Fotografowaniem interesowałem się już jako dziecko. Pamiętam, że moje pierwsze zdjęcia wykonywałem Vilią – aparatem radzieckiej produkcji. Następnie przyszedł czas na bardziej zaawansowany sprzęt, m.in. model Zenith 12. Później… wszystko się skończyło, ponieważ pojawiły się tzw. małpki, masowo produkowane m.in. przez firmę Kodak. Wtedy mój zapał do fotografii zmalał. „Małpki” były na tyle zautomatyzowane, że nie trzeba było w nich nic ustawiać, a zdjęcie i tak wychodziło – „jakieś”. Te unowocześnienia nie przypadły mi do gustu. Po dość długiej przerwie w fotografowaniu mój kolega, który też robi zdjęcia, pokazał mi pierwszą cyfrową lustrzankę Canona, był to prawdopodobnie model D30. Pamiętam, że pomyślałem wtedy, że gdybym miał kiedyś wrócić do zdjęć, to na pewno byłaby to fotografia cyfrowa.


Najważniejsze są umiejętności

Bitwa z myślami, czy wskrzesić dziecięcą pasję, trwała dość długo. Ale coraz częściej zdarzało mi się czytać na temat sprzętów, które są obecnie dostępne na rynku, aż w końcu zacząłem je testować i zastanawiać się nad tym, który kupić. Pierwszym „dorosłym” aparatem był Pentax. Dość długo z niego korzystałem, ale cały czas brakowało mi możliwości używania matrycy odpowiadającej wielkością klatce filmu fotograficznego, tzw. pełnej klatki. W którymś momencie zacząłem testować sprzęt marki Canon, który w swojej ofercie posiadał aparaty z matrycą 24×36 mm, i… tak już zostało. Choć z perspektywy czasu uważam, że sam aparat nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Przecież nikt nie jest w stanie – patrząc na zdjęcie – określić, jakim sprzętem zostało zrobione. Zdjęcie może być zrobione lepiej lub gorzej. W zależności od użytego aparatu czy obiektywu trudniej lub łatwiej można uzyskać określone efekty, ale ostatecznie najważniejsze są umiejętności fotografa – i to, czy udaje mu się uchwycić „ten” moment i pokazać go jako interesujący.

Wschód słońca w górach na półwyspie Synaj. Jak przyznaje autor zdjęcia, wrażenia iście marsjańskie


Moje dorosłe zainteresowanie fotografią rozpoczęło się w 2007 r. Przez dość długi czas rozwijałem je, uczestnicząc w różnych kursach i szkoleniach. Wtedy też wypracowałem sobie swój styl, choć nadal ciężko mi określić, jakim fotografem jestem. Nie specjalizuję się w konkretnej dziedzinie, nie mam ulubionych tematów. Po prostu lubię robić zdjęcia, nawet komórką. Swoją drogą, osobliwy jest fakt, że kupując telefon, najważniejsze są dla mnie parametry jego aparatu. Dlaczego? Ponieważ zawsze uważałem, że najlepszy aparat to ten, który mam w odpowiednim momencie pod ręką. Posiadam 2 aparaty pełnoklatkowe, 8 obiektywów, drona, lampy, statywy, wyzwalacze itp. Ala nie pozwalam sobie na sprzętowe „przedobrzenie”. Mam wiele zdjęć, które zostały zrobione telefonem i uważam, że są naprawdę dobre.

Cieszę się, że żyjemy w czasach, kiedy wiele rzeczy dostępnych jest za darmo albo za niewielkie pieniądze. Oczywiście dobry sprzęt kosztuje, ale nie musimy płacić choćby za niektóre aplikacje pomagające opracować zdjęcia czy różne rozwiązania pozwalające przechowywać prace „w chmurze”. Możemy wykonywać miliony fotografii, a później wybierać te najlepsze. Kto dziś pamięta, że kiedyś klisza w aparacie miała możliwość wykonania tylko 24 lub 36? Do dziś używam analogowego aparatu, którym wykonuję zdjęcia. To zaskakujące, że wtedy jestem w stanie sfotografować scenę jednym, dwoma zdjęciami. Aparatem cyfrowym wykonałbym na pewno dziesiątki ujęć, na bieżąco podglądając efekty i je korygując.


Unikaty na papierze

Uważam, że jeśli fotograf nie założy, że po każdej „sesji” wybiera najlepsze zdjęcia, to wszystkie fotografie będą zajmowały miejsce jedynie na komputerze.

Osobiście zmuszam się do tego, żeby po każdym wyjeździe czy sesji wybrać zdjęcia, które chcę pozostawić, a wszystkie inne wyrzucić. Inaczej nie miałoby to sensu. Po wyselekcjonowaniu najlepszych fotografii, drukuję je, ponieważ dopiero wtedy zdjęcia stają się unikalne. Gdybym zostawił je tylko na dysku, to po kilku dniach czy tygodniach znowu coś bym w nich zmieniał i poprawiał.

Piotr Chudy chętnie fotografuje również ludzi i ich emocje. Na zdjęciu walka dzieci w stylu muay thai


Od jakiegoś czasu postanowiłem skupić się na realizacji własnego projektu fotograficznego związanego z fotografowaniem… właściwie to pozostawię to póki co w tajemnicy. Praca nad projektem jest bardziej mobilizująca, łatwiej ustalić cele i harmonogram. Pomaga to również w ujednoliceniu stylu. A na końcu pozostaje konkretny efekt. Mam nadzieję, że już w przyszłym roku wystartuję – i że uda mi się zaangażować innych fotografujących, ponieważ bez nich pomysł się nie uda. Ale mam też przekonanie, że efekt może być bardzo interesujący.


Motocyklem łatwiej

Kiedyś robiłem zdjęcia głównie przy okazji, przypadkowe. Teraz planuję tematy, mocuję się z bardziej wymagającymi obiektami… Robię na przykład zdjęcia budynków. To o tyle trudne, że – po pierwsze – potrzebny jest do tego specjalny obiektyw tilt-shift albo dron – w przeciwnym wypadku budynki tracą proporcje, albo się „przewracają”. Po drugie – najciekawsze – obiekty są najczęściej ukryte i trzeba nie lada determinacji, aby je znaleźć i do nich dotrzeć. Tutaj z pomocą przychodzi motocykl, dzięki któremu mogę dotrzeć w miejsca, w które nie można dojechać autem, a na wycieczkę rowerową jest za daleko.

Dzięki motocyklowi mogę dotrzeć w miejsca, w które nie można dojechać autem, a na rower jest za daleko – mówi prezes firmy Dobrzański. Na zdjęciu motocykl przygotowany przez Dobrzański Team Customs


Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że mimo iż mieszkam w Małopolsce, to jeszcze nie poznałem wielu tutejszych atrakcji. I znów bardzo przydatny okazał się motocykl, dzięki któremu odwiedziłem miejsca, o których nie miałem pojęcia. Duże wrażenie zrobiło na mnie na przykład 4-metrowe krzesło wykonane przez Tadeusza Kantora, które znajduje się obok jego posiadłości w miejscowości Hucisko, nieopodal Wieliczki. Z kolei w okolicach Starego Sącza jest fantastyczny okrągły taras widokowy. Dzięki motocyklowi dojeżdżam do miejsc, w których mogę znaleźć mnóstwo inspiracji.

Obecnie użytkuję motocykl BMW R nineT Scrambler. Bardzo go lubię, ponieważ to prosty jednoślad – bez zbędnych elektronicznych udogodnień takich jak choćby regulacja zawieszenia. Takimi motocyklami jeździło się, kiedy byłem młodszy. Lubię w nim jego styl, to, że nadaje się do codziennego użytkowania. Pewnie nie zrzuciłby mnie z siebie nawet, gdybym wsiadł na niego po pracy w garniturze. Z drugiej strony nie wybrałbym się takim motocyklem na rajd. Wtedy postawiłbym na któryś z modeli BMW GS. Bardzo lubię jeździć modelami GS, ale – z drugiej strony – który kierowca motocykla ich nie lubi…

Na wycieczki w okolice Krakowa wybieram się najczęściej sam. To zawsze dobry moment na przemyślenia, skoncentrowanie się i wyciszenie. Zwykle czas na takie wyjazdy znajduję w weekendy. Wyjeżdżam o świcie i jestem w domu, kiedy domownicy dopiero zaczynają się budzić. Jeżdżę też rowerem, jednak to motocykl daje większe możliwości. Według mnie różnica pomiędzy rowerem a motocyklem jest taka jak – by nawiązać do aktualnych wyzwań branży motoryzacyjnej – między… elektrykiem a hybrydą plug-in.

PIOTR CHUDY
prezes zarządu firmy Dobrzański, posiadającej salony BMW oraz MINI w Krakowie i Rzeszowie


>> Czytaj także: W motoryzacji od stu lat. Sylwetka BMW Dobrzański