Wydarzenia

Dealerzy po pracy: Paweł Zaborowski


Kiedy dziesięć lat temu rozmawialiśmy z Pawłem Zaborowskim, jego największą pasją był kitesurfing. Dzisiaj warszawski dealer Nissana i Opla co prawda nadal uprawia latem sporty wodne, ale już w nieco innym wydaniu. A zimą stawia na narciarstwo.

Latem warszawski dealer stawia na sporty wodne, m.in. kitesurfing oraz sup

Od najmłodszych lat interesowałem się sportami wodnymi. Jeszcze w podstawówce uprawiałem żeglarstwo nad Zalewem Zegrzyńskim. Najpierw było to żeglarstwo typowo rekreacyjne, później zamieniłem je na wyczynowe. Byłem także członkiem klubu żeglarskiego, gdzie czynnie działałem. Na początku lat 90. w Polsce popularny zaczął być windsurfing, który oczywiście zacząłem uprawiać. Po kilku latach, kiedy deska z żaglem nie była już tak emocjonująca, pojawił się nowy sport – kitesurfing. Można powiedzieć, że wraz z ekipą, z którą do tej pory uprawiamy sporty wodne, byliśmy swego rodzaju pionierami w tej dyscyplinie. Mimo że ta dyscyplina ma wiele wspólnego z windsurfingiem, to z technicznego punktu widzenia bardziej przypomina snowboard – deskę prowadzi się po krawędzi wody (jak snowboard po śniegu), a nie płasko. Standardowe wyposażenie obejmuje latawiec, deskę z mocowaniami do włożenia stopy, a sterowanie odbywa się ze pomocą baru. Kite jest przyczepiony linkami do trapezu, czyli specjalnego pasa, którym oplata się surfer. W Polsce jedynym miejscem, w którym warunki atmosferyczne sprzyjają uprawianiu kite’a, jest Zatoka Pucka. Niestety, przyjeżdża tam bardzo wielu pasjonatów tego sportu i jest po prostu tłok. Poza tym aura w naszym kraju pozwala uprawiać takie sporty tylko przez kilka miesięcy w roku.

 

Od kitesurfingu do supa

Brak sprzyjających warunków do uprawiania kite’a w Polsce był jednym z powodów, przez który postanowiliśmy ze wspólnikiem zainwestować w hotel w Brazylii. W tamtym czasie sporo podróżowaliśmy, między innymi do Ameryki Południowej. W Brazylii ceny nieruchomości nie były wygórowane, a my bardzo chcieliśmy mieć „nasze” miejsce do uprawiana sportów wodnych, do którego możemy przyjechać w każdej chwili, a które przy okazji będzie na siebie zarabiało. Przez kilka dobrych lat wyjeżdżałem do Brazylii nawet 2-3 razy w roku, aby móc oddawać się swojej pasji. Co ciekawe, choć nadal prowadzimy w Brazylii hotel, to mój ulubiony sport wodny jest już inny.

Ludzie potrzebują zmian i najczęściej po boomie na jakąś dyscyplinę, pojawia się inna. Tak było też z kitesurfingiem, który powoli staje się mniej popularny, a coraz więcej osób próbuje swoich sił w supie (stand up paddling), który w naszych warunkach ma być pewnego rodzaju imitacją klasycznego surfingu. Sam również postanowiłem spróbować i muszę przyznać, że to naprawdę ciekawy sport i – co najważniejsze – można go uprawiać na różnych akwenach: na rzece, morzu czy na jeziorze. Można więc pływać choćby po Wiśle i z takiej perspektywy oglądać Warszawę. Choć oczywiście najbardziej ekscytujące są miejsca, gdzie jest odpowiednia fala.

Sprzęt do supa składa się z długiej, wypornej deski oraz wiosła, dzięki któremu surfer może poruszać się po akwenie. Pierwsze treningi na supie najlepiej przeprowadzać w akwenach, w których praktycznie nie ma fal. Dzięki temu można opanować sprzęt, a przede wszystkim poćwiczyć balansowanie ciałem. Kiedy opanuje się podstawy, można spokojnie wyruszać na głębsze wody. W Polsce, podobnie jak przy kitesurfingu, najlepszym miejscem do uprawiana supa w nieco bardziej profesjonalnym wydaniu jest Zatoka Pucka.

Każdemu polecam sporty wodne – bez względu na to, czy jest to windsurfing, kitesurfing czy sup – każdy daje naprawdę mnóstwo pozytywnej energii. Należy jednak pamiętać, że wybór miejsca, w którym chce się uprawiać daną dyscyplinę, należy – ze względów bezpieczeństwa – dostosować do obecnej formy, a przede wszystkim umiejętności.

 

Inspirujące biografie

Jako że nasze dzieci – sześcioletnie bliźniaki – rozpoczęły w tym roku swoją przygodę z windsurfingiem, polskie morze jest w sezonie letnim moim drugim domem. Nie chciałem być instruktorem dla naszych dzieci, ponieważ uważam, że rodzice nie powinni trenować swoich pociech. Lepiej zostawić to profesjonalistom, którzy do nauki nowego sportu podchodzą mniej emocjonalnie. Bliźniaki trenują obecnie w Sopockim Klubie Żeglarskim i mimo iż jest to ich pierwszy sezon, idzie im naprawdę dobrze. Rodzina spędza w Trójmieście praktycznie całe wakacje, a ja – kiedy tylko czas mi na to pozwala – wsiadam w pociąg i do nich dołączam. Wybieram pociąg, ponieważ to duża oszczędność czasu – korki w drodze do Trójmiasta potrafią być w sezonie naprawdę ogromne, a poza tym mam czas na słuchanie muzyki i czytanie książek. Ostatnio przeczytałem sporo biografii, przede wszystkim sportowców, trenerów i biznesmenów. Ciekawe jest to, że praktycznie w każdym przypadku okazuje się, że są to zwyczajni ludzie, którzy dzięki swojej pasji, pracy i wielkiej determinacji osiągają ogromne sukcesy. Nie będę ukrywał – biografie często inspirują mnie do nowych
działań.

Dzięki temu, że nasza rodzina jest bardzo aktywna, bliźniaki – oprócz windsurfingu – trenują też tenis i pływanie. Starszy syn także uprawia kilka różnych dyscyplin, mamy już nawet w planach podróże, które będą połączeniem zwiedzania ciekawych miejsc i możliwości uprawiania sportu. W najbliższych latach chcielibyśmy zwiedzić Alaskę, Syberię, Kanadę, Nową Zelandię i Chile. To ostatnie państwo prawdopodobnie uda nam się odwiedzić już w przyszłe wakacje. Jest ono bardzo interesujące nie tylko pod kątem krajobrazu, kultury i kuchni, ale także dlatego, że kiedy w Polsce jest środek lata, tam można spokojnie uprawiać narciarstwo.

 

Narty z ekipą Golden Boys

W młodości bardzo intensywnie trenowałem narciarstwo. Później, przez ponad 10 lat, jeździłem na snowboardzie. W 2010 r. razem ze znajomymi postanowiliśmy założyć amatorską grupę sportową Golden Boys. Wspólnie trenujemy i bierzemy udział w zawodach w kraju i za granicą. Jest to naprawę świetna przygoda! Trzeba sobie też szczerze powiedzieć, że bardzo często zawody amatorskie, w których bierzemy udział, są zorganizowane zdecydowanie lepiej niż te profesjonalne. Aby utrzymać odpowiednią kondycję, trenujemy przez cały rok. Kiedy jestem w Warszawie cztery-pięć razy w tygodniu chodzę na crossfit, czyli bardzo intensywny trening siłowy i kondycyjny. Rozpoczynamy najczęściej około 7 rano, po ćwiczeniach jest czas na stretching, czyli rozciąganie, i około 9 mogę zająć się pracą w salonie.

Paweł Zaborowski z grupą narciarską Golden Boys
Największą pasją Pawła Zaborowskiego są sporty zimowe. Na zdjęciu z, założoną z przyjaciółmi, amatorską grupą narciarską Golden Boys

 

Aby jak najlepiej przygotować się do zawodów, od września do grudnia co najmniej cztery razy wyjeżdżamy na lodowiec, gdzie trenujemy narciarstwo. W styczniu zaczynają się turnieje, które trwają do kwietnia. Są to zawody cykliczne, organizowane w miejscowościach górskich, między innymi w Wiśle, Zakopanem czy Istebnej. Bierzemy w nich udział indywidualnie, najczęściej w konkurencjach takich jak slalom gigant i slalom specjalny. Każdy zawodnik ma do wykonania po dwa przejazdy, a jego wyniki zapisywane są w klasyfikacji generalnej. Następnie odbywają się zawody finałowe, a potem wręczenie nagród.

Cieszę się, że mam czas na swoje pasje. Choć nie zawsze tak było. Kiedy przejąłem zarządzanie dealerstwem, wiele rzeczy musiałem robić sam. Ciężka praca oraz zatrudnienie odpowiednich ludzi pozwala mi teraz z czystym sumieniem poświęcać więcej czasu na hobby. Oczywiście praca nadal sprawia mi ogromną radość, ale jestem bardzo zadowolony, że mogę wyjechać – czasem nawet na kilka czy kilkanaście dni – i wiem, że w firmie nie wydarzy się nic złego, bo w każdym dziale pracują odpowiedni ludzie. Poza tym bardzo ważnym elementem, który pozwala mi na oddawanie się swoim zainteresowaniom, jest po prostu krótszy sen. Zapewniam, że każdy kto narzeka na brak czasu, powinien po prostu mniej spać. Wystarczy zacząć ustawiać budzik o godzinę wcześniej niż zwykle i zacząć robić to, na co ma się ochotę.