Wydarzenia

Dealerzy po pracy: Michał Bochiński


Kariera Michała Bochińskiego w branży motoryzacyjnej trwa już ponad 25 lat. Od początku związana jest z salonem Ford Euro-Car Gdynia. Niewiele młodsza jest jednak jego pasja – hodowla koni pełnej krwi angielskiej.

Michał Bochiński podczas dekoracji po wygraniu przez Zieloną Herbatkę nagrody Krasne

Moja historia zawodowego związku z motoryzacją, a konkretnie z dealerstwem, trwa 26 lat. Można powiedzieć, że to jedyna praca, jaką wykonuję przez całe dorosłe życie. W firmie Euro-Car pracuję od 1993 r. (z wyłączeniem dwuletniej pracy w Ford Polska). Przyszedłem wtedy do nowo powstałego dealerstwa i zacząłem pracę w charakterze sprzedawcy. Obecnie jestem w spółce dyrektorem handlowym, członkiem zarządu i prokurentem.

Konie nie tylko mechaniczne

Z moją pasją, czyli hodowlą koni, jest podobnie jak z pracą: od lat ta sama. Wszystko zaczęło się dzięki mojej żonie, która od dzieciństwa interesowała się końmi. To właśnie ona zaraziła mnie miłością do tych zwierząt. Kilkanaście lat temu kupiliśmy na Kaszubach gospodarstwo, które z czasem przekształciliśmy w ośrodek hodowlany i treningowy. Poniekąd było to spełnienie marzeń żony, natomiast przeprowadzka na wieś i codzienne obcowanie z końmi sprawiło, że zacząłem zajmować się hodowlą na poważnie. Obecnie to ja jestem dużo bardziej zaangażowany w konie niż żona. Zajmuję się ich profesjonalną hodowlą, jestem również właścicielem koni wyścigowych, które startują w gonitwach płaskich lub przeszkodowych.

Rasa, którą się zajmuję, to konie pełnej krwi angielskiej. Są to zwierzęta smukłe, długonożne, charakteryzuje je odpowiednia masa mięśniowa i tzw. suchość tkanki. Równie ważna jak parametry anatomiczne jest psychika konia, czego przejawem jest „serce do ścigania”. Rasa angielska hodowana jest pod kątem tzw. dzielności wyścigowej już od kilkuset lat. Ogiery i klacze dobiera się w celu doskonalenia prędkości i wytrzymałości – bądź jednego i drugiego – ponieważ to właśnie połączenie tych cech jest u tych koni najbardziej pożądane.

Konie pełnej krwi angielskiej żyją około 20 lat. Oprócz aspektu sportowego i hodowli, posiadaniu koni towarzyszy biznes związany z obrotem końmi, przeprowadzany głównie w formie aukcyjnej. Sztuka polega na wyczuciu odpowiedniego momentu na sprzedaż (u szczytu formy i wyników) oraz wyłuskiwaniu okazji do zakupu. Stąd niezbędna jest dobra znajomość rodowodów oraz intuicja. Dlatego rzadkością jest, aby koń spędzał całe życie w rękach jednego właściciela czy hodowcy. Ja hoduję w oparciu o własne matki stadne oraz kupuję konie na aukcjach – głównie w Irlandii, gdzie znajduje się najsilniejsza hodowla na świecie. Przeznaczeniem moich koni są starty w wyścigach. W związku z tym najczęściej są one ze mną przez pierwsze 4-5 lat życia. Dalsze losy koni wyścigowych są różne. Jeśli są wyjątkowymi wyścigowcami, mogą być wdrożone do hodowli i reprodukcji. Inne trafiają m.in. do rekreacji, sportu lub do szkółek jazdy. Nasze polskie konie są bardzo chętnie kupowane przez nabywców z Azji, choćby z Kazachstanu, gdzie biorą udział w wyścigach także w starszym wieku. Należy pamiętać, że liczba koni, które biegają na wyścigach w Polsce, jest dość mała. Mówimy tu raczej o setkach, a nie o tysiącach. Dlatego takie zwierzę zawsze znajduje nabywcę.

Długa droga do sukcesu

Praca z koniem wyścigowym jest trudna, ale daje mnóstwo satysfakcji. Cykl przygotowawczy zwierzęcia, które ma predyspozycje, by być koniem wyścigowym, to zawiła i skomplikowana droga. Wszystko zaczyna się w głowie hodowcy, który dobiera ogiera do klaczy pod kątem cech, które chciałby uzyskać. Bierze on pod uwagę pochodzenie zwierzęcia, jego karierę, a także eksterier, czyli wygląd zewnętrzny i cechy budowy. Klacz jest źrebna przez 11 miesięcy, a gdy urodzi się źrebak, następuje kolejny etap, czyli półtoraroczny okres odchowu. Przez pół roku źrebak jest przy matce, potem następuje stopniowe „odsadzanie” i zwierzę rozpoczyna najbardziej beztroski rok życia w gronie swoich rówieśników. Na tym etapie najważniejsze są odpowiednie żywienie, zapewnienie ruchu, obsługi kowala oraz szczepień.

Przez pierwsze sześć miesięcy życia źrebak pozostaje pod opieką matki. Na zdjęciu klaczka po ogierze Silvaner

Po półtora roku koń trafia do ośrodka treningowego. Wtedy zaczyna się – wymagająca wyczucia i podejścia ze strony trenera praca z koniem. Przyzwyczaja się go do siodła, następnie jeździec zaczyna dosiadać konia, zwracać uwagę na jego predyspozycje, cechy i wytrzymałość. Ogromną rolę odgrywa tu trener. Można to porównać do sytuacji 5-letniego dziecka, które trafia do klubu sportowego. Najistotniejsze, aby przyzwyczaić, zaciekawić i odkryć w podopiecznym wszystkie talenty. Ten okres trwa około 8 miesięcy. Hodowcy czynią starania, aby konie rodziły się na przełomie pierwszego i drugiego kwartału danego roku – po to, by okres odchowu i przygotowania do pierwszego startu był jak najdłuższy, a koń jak najbardziej dojrzały. Cykl ten zwykle kończy się na przełomie czerwca i lipca. Właśnie wtedy następuje pierwszy start, a tym samym rozpoczyna się etap, w którym koń wchodzi w rytm sportowy i startowy. Wtedy praca trenera polega na znalezieniu optymalnego dystansu dla konia, a także prawidłowego dobrania jeźdźca. Podobnie jak u ludzi, także wśród koni są sprinterzy, którzy preferują krótkie dystanse i sztejery – czyli konie długodystansowe.

Dwuletni koń zwykle startuje kilka razy w sezonie i już wtedy można zaobserwować, czy wykazuje talent do ścigania. Jeśli rokuje, pozostaje w ośrodku treningowym. Jeżeli koń jako 2-latek wykazywał zdolności sprinterskie, to zapisujemy go do gonitw, w których może się wykazywać szybkością. Jeżeli ma cechy długodystansowca, to szukamy dłuższych gonitw. Kalendarz wyścigowy rozpisany jest na cały sezon – od kwietnia do listopada. Dystanse gonitw wahają się od 1000 do 3200 metrów. Dystans klasyczny to 2400 m (1,5 mili). Najbardziej popularne dystanse sprinterskie mają od 1300 do 1600 m. Co ciekawe, prędkość, jaką rozwija koń podczas
gonitwy, to ponad 60 km/h. Kluczowy dla konia wyścigowego jest sezon, w którym ma on 3 lata. Wtedy ma szansę wystartować w najważniejszych wyścigach, takich jak Nagrody Strzegomia, Iwna, Derby, Wielka Warszawska czy Krasne oraz Oaks. Rezultaty osiągnięte w takich gonitwach decydują o karierze, wartości oraz potencjale hodowlanym konia.

Zielona Herbatka

Zajmowałem się ponad 30 końmi. Byłem ich właścicielem lub współwłaścicielem, czasem także dzierżawcą. Konia dzierżawi się od hodowcy na sezon, utrzymuje się go w treningu, a benefity z sukcesów, na przykład wygranych wyścigów, spływają częściowo na dzierżawiącego, a częściowo na dzierżawcę. Większość moich koni osiągała wyniki średnie lub dobre. Ale mam lub miałem też kilka koni zupełnie wyjątkowych. Najlepszym z nich jest Zielona Herbatka, która wygrała dla mnie niemal wszystko, co mogła w Polsce wygrać, m.in. prestiżową gonitwę Oaks, czyli najważniejszy wyścig dla klaczy rozgrywany w sezonie wyścigowym. Wygrała też gonitwę Krasne – drugi najważniejszy wyścig dla klaczy, była druga w Nagrodzie Prezesa Totalizatora Sportowego oraz trzecia w Derby. Dzięki swoim osiągnięciom została skierowana do hodowli. W tej chwili jest szczęśliwą mamusią źrebaka o imieniu Zimbardo.

Konie to niezwykle mądre i piękne zwierzęta. Zachwycająca jest ich chęć do walki – mówi Michał Bochiński. Na zdjęciu ogierek Zimbardo i Zielona Herbatka

Właściciele koni wyścigowych sami raczej nie dosiadają koni w gonitwach. Wynika to przede wszystkim z ograniczeń wagowych – średnia waga dżokeja to zaledwie pięćdziesiąt kilka kilogramów. Żeby więc móc dosiadać konie wyścigowe, trzeba być osobą o bardzo małych gabarytach. Ja jeździłem konno przez wiele lat, ale czysto rekreacyjnie. Było to zresztą dość dawno, moją jazdę musiałem przerwać ze względu na kontuzję.

Konie to wyjątkowe zwierzęta. Obcowanie z nimi, podziwianie ich piękna, mądrości, a szczególnie rywalizacji, jest fantastycznym przeżyciem. Może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale konie lubią walczyć i mają świadomość, że ich wyścigi to właśnie walka. Gdy wyhoduje się konia, który osiąga wybitne rezultaty, czuje się ogromną satysfakcję. A smaku mojej pasji dodaje jeszcze fakt, że pozwala ona na uczestniczenie w bardzo prestiżowych wydarzeniach, do tego w tak niezwykłych miejscach jak choćby Tor Służewiec.

Jakie są moje marzenia związane z hodowaniem koni? Chciałbym, aby potomstwo Zielonej Herbatki zdobyło co najmniej tyle tytułów, co matka…. A prawdziwym spełnieniem marzenia ze snu byłby udany start w prestiżowej gonitwie na szczeblu europejskim, jak choćby Nagroda Łuku Triumfalnego rozgrywana corocznie w Paryżu.

Michał Bochiński jest dyrektorem handlowym, członkiem zarządu i prokurentem w gdyńskim dealerstwie Forda, firmie Euro-Car.