Wydarzenia

Dealerzy po pracy: Martin Chiniewicz


Martin Chiniewicz od prawie trzech lat zarządza warszawskim dealerstwem Opla, firmą Nexteam. Nie przeszkadza mu to jednak w tym, by nadal realizować swoją największą pasję – siatkówkę plażową.

Sport jest obecny w naszej rodzinie praktycznie od zawsze. Pamiętam, że kiedy w dzieciństwie wyjeżdżałem z rodzicami i bratem nad morze, zawsze zabieraliśmy ze sobą piłkę do siatkówki plażowej i nią odbijaliśmy. W szkole chodziłem na wszystkie możliwe zajęcia sportowe. Grałem w piłkę nożną, bo – jak chyba każdy mały chłopiec – chciałem zostać piłkarzem. Były też zajęcia z koszykówki, szermierki, tenisa stołowego, ziemnego, no i oczywiście siatkówki.

 

Martin Chiniewicz i Michał Korycki podczas wygranego turnieju eliminacji Mistrzostw Polski Plaża Open w Rybniku

 

Trafiony wybór

W pewnym momencie doszliśmy z rodzicami do wniosku, że należałoby wybrać jedną dyscyplinę, której uprawianie sprawiałoby mi przyjemność oraz w której miałbym szansę osiągać sukcesy. Wahałem się pomiędzy tenisem oraz siatkówką, ostatecznie decydując się na tą drugą dyscyplinę sportu. Najpierw grałem na hali. Swój pierwszy profesjonalny trening odbyłem w wieku 12 lat w Międzyszkolnym Ośrodku Sportowym Wola Warszawa. Na samym początku drużynę tworzyło tylko kilku chłopaków, ponieważ nasz rocznik – 1991 – dopiero się tworzył. Później grupa szybko rozszerzyła się do ponad 40 osób, przez co warunki do treningów nie były zbyt komfortowe. Wystarczyło jednak kilka miesięcy, aby sytuacja znów się ustabilizowała – po początkowym entuzjazmie sporo osób po prostu się „wykruszyło”.

Trenując „halówkę”, grałem na większości pozycji, najczęściej jako środkowy bloku. Przeszkadzało mi jednak to, że w tym sporcie, ze względu na większą liczbę zawodników na boisku, nie w każdej akcji mogłem mieć kontakt z piłką, szczególnie grając na pozycji środkowego. Lubię, kiedy mam wpływ na to, co dzieje się podczas meczu oraz generalnie na to, co mnie otacza. To był jeden z powodów, dla których mocniej zainteresowałem się siatkówką plażową. Choć to bardzo młoda dyscyplina (jako konkurencja olimpijska po raz pierwszy pojawiła się na Igrzyskach Olimpijskich w 1996 r. w Atlancie), postanowiłem poświęcić się jej i okazało się, że była to trafiona zmiana. Plażówka jest dużo bardziej wymagająca, a odpowiedzialność spoczywa tylko na dwóch zawodnikach, co mi osobiście bardzo odpowiada. W kategoriach młodzieżowych szło mi całkiem dobrze, razem z partnerem trenowaliśmy najczęściej pięć dni w tygodniu, a w zawodach na szczeblu wojewódzkim zawsze zajmowaliśmy miejsca w pierwszej szóstce. Największym moim sukcesem w kategoriach młodzieżowych było jednak 3. miejsce w Mistrzostwach Polski Kadetów w 2008 r., które odbyły się w malowniczym miasteczku – Kamieniu Krajeńskim.

 

Własne boisko

W liceum miałem dużo mniej czasu na treningi i turnieje, ponieważ chciałem jak najlepiej przygotować się do matury, aby dostać się na studia. Do tego przytrafiło się także kilka kontuzji, które nie pomagały. Kiedy rozpocząłem studia w Szkole Głównej Handlowej, grałem raczej rekreacyjnie. Do mniej więcej trzeciego roku studiów bardziej skupiałem się na nauce i korzystaniu z tzw. studenckiego życia. Któregoś razu otrzymałem propozycję wzięcia udziału w Akademickich Mistrzostwach Polski w siatkówce plażowej. Z moim ówczesnym partnerem – Maciejem Kałużą – zajęliśmy 6. miejsce w kraju wśród studentów. To właśnie wtedy Maciek wpadł na pomysł, żeby zająć się tą dyscypliną na poważnie. Byłem już trochę zmęczony intensywnym studenckim życiem i pomyślałem, że warto spróbować czegoś naprawdę wymagającego. Od momentu rozpoczęcia profesjonalnych treningów postanowiliśmy wprowadzić dość rygorystyczne zasady dbania o siebie: odpowiednia dieta, właściwa ilość snu, banicja od alkoholu. Wynajęliśmy trenera przygotowania motorycznego. Poprosiliśmy też o pomoc mojego kolegę, byłego reprezentanta Polski w siatkówce plażowej Norberta Okunia, aby opiekował się nami podczas treningów taktyczno-technicznych.

 

Martin Chiniewicz wraz z komentatorem sportowym Piotrem Dębowskim

 

W Warszawie nawet w okresie letnim jest spory problem ze znalezieniem dobrze przygotowanego boiska. Dlatego razem z mamą wpadliśmy na pomysł, żeby wybudować własne. Obok naszego salonu i w niedużej odległości od mojego mieszkania mieliśmy działkę, która nie była przez nas użytkowana. Wynająłem koparkę, zamówiłem piasek i słupki. I tak, za zaledwie kilka tysięcy złotych powstało boisko, z którego możemy korzystać, kiedy tylko pogoda na to pozwala. W okresie zimowym także trenujemy. Jeszcze kilka lat temu najlepsza infrastruktura do gry „pod dachem z piaskiem” była w Łodzi, ponieważ miała tam siedzibę Szkoła Mistrzostwa Sportowego Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Niedawno została przeniesiona do Spały, gdzie znajduje się jeden z najnowocześniejszych obiektów tego typu na świecie. Hala posiada odpowiednią wentylację, a nawet podgrzewany piasek, jednak ze względu na treningi reprezentacji Polski oraz odległość Spały od Warszawy, korzystanie z tego ośrodka jest niemal niemożliwe, dlatego trenujemy na boisku stawianym każdej jesieni w Warszawie. Chociaż nie daje ono takich warunków jak spalska odpowiedniczka, to cieszymy się, że mamy możliwość podtrzymywania kontaktu z piłką prawie przez cały rok.

W Polsce siatkówka plażowa zyskuje coraz więcej zwolenników, choć jestem pewien, że nigdy nie będzie tak popularna jak odmiana halowa. Przede wszystkim w rozgrywkach nie ma możliwości zarobienia podobnych pieniędzy, a to z uwagi na brak dużych sponsorów. Jeśli ktoś gra zupełnie amatorsko lub nawet półzawodowo i chce wziąć udział w turnieju dla przyjemności, za wszystko musi zapłacić z prywatnych środków. W naszym przypadku przez pierwsze lata odbywało się to dokładnie w ten sposób. W końcu na początku 2018 roku doszliśmy do wniosku, że nasz poziom sportowy jest na tyle wysoki, że powinien on nam gwarantować pozyskanie chociaż jednego sponsora. Szukaliśmy głównie wśród znajomych, a także wśród wieloletnich klientów salonu Nexteam, którzy prowadzą własne biznesy. Jako że dbam o dobre relacje z nimi, po prostu dzwoniłem i pytałem. Właśnie w taki sposób udało się nam pozyskać głównego sponsora naszego teamu – firmę Makarony Polskie, która od kilku lat kupuje od nas samochody. W turniejach można także zdobyć nagrody finansowe, więc jeśli pójdzie nam dobrze, to może się okazać, że będzie to pierwszy sezon, do którego nie dołożymy. A skoro jesteśmy przy naszym dealerstwie, to jako ciekawostkę dodam, że siatkówka plażowa jest bardzo popularnym sportem na Łotwie. Jaki ma to związek z motoryzacją? Mało kto wie, ale jeden z pierwszych profesjonalnych kompleksów do treningów tej dyscypliny na Łotwie został stworzony w dawnym… salonie dealerskim.

 

Wyjątkowe turnieje

Porównując siatkówkę plażową do halowej, w tej pierwszej dużo ważniejsza jest technika gry i wszechstronne przygotowanie. Sędziowie też są dużo bardziej rygorystyczni, chociażby jeśli chodzi o czystość odbicia palcami. Do tego dochodzi kondycja i przygotowanie motoryczne. Bo można mieć świetną technikę, ale gdy na zewnątrz jest 40°C i nie ma wiatru, to już po dwóch czy trzech akcjach zawodników bez dobrego przygotowania łapie zadyszka, która nie pozwala na granie na sto procent. Statystyki mówią, że podczas jednego meczu siatkówki plażowej zawodnik może stracić na wadze do 2,5 kilograma!

Turnieje siatkówki plażowej odbywają się w wielu ciekawych miejscach. Na zdjęciu zawody rozgrywane na Rynku Wielkim w Zamościu

 

Dla mnie ten sport to odskocznia od codziennego zarządzania firmą. Dzięki treningom mogę się wyżyć i wyrzucić z siebie złe emocje. Poza tym to także możliwość zwiedzania Polski oraz coraz częściej Europy – w trakcie sezonu, który trwa 2-3 miesiące, praktycznie co tydzień gramy w innym mieście. Z turniejami wiąże się nieskończona liczba ciekawych przygód. Jakiś czas temu byliśmy z moją dziewczyną, która przez wiele lat grała w Ekstraklasie, na turnieju w Kozienicach. Podszedł do niej starszy pan, który wręczył upominek i powiedział, że od lat jej kibicuje. W zamian zaprosiliśmy go na obiad. Powiedział wtedy, że jeśli bylibyśmy kiedykolwiek w okolicy i potrzebowali noclegu – jego drzwi są dla nas otwarte. Jako że nie mieliśmy jeszcze zarezerwowanego noclegu, zapytaliśmy, czy już dziś moglibyśmy skorzystać z tej propozycji. A ten bardzo chętnie udostępnił nam swoje mieszkanie… Takie sytuacje są niezwykle miłe i bardzo budujące. Inną zaletą podróżowania po turniejach Mistrzostw Polski jest to, że zawody odbywają się w naprawdę fascynujących miejscach. W Toruniu czy w Zamościu boiska rozkładane są na czas rozgrywek na starym rynku. Wychodzimy więc na mecz i mamy widok na piękne historyczne miejsca, gwarantujące jednocześnie liczną publiczność, która jest dla grających niezmiernie ważna.

Dotychczas naszym największym osiągnięciem było zajęcie 5. miejsca w Pucharze Świata w węgierskim Siofok w sierpniu 2018 r. W zawodach z cyklu eliminacji Mistrzostw Polski 4-krotnie stawaliśmy na podium, a raz wygraliśmy nawet taki turniej – w Rybniku w lipcu tego roku. Dzięki osiąganym wynikom otrzymaliśmy nominację do występu w Pucharach Świata i reprezentowaliśmy Polskę, co jest dla mnie osobiście bardzo dużym zaszczytem. Wznawiając moją karierę, nawet nie marzyłem o czymś takim! Obecnie skupiamy się na trwającym sezonie, i już teraz mogę powiedzieć, że jest on bez wątpienia najlepszym w naszej karierze. Mam nadzieję, że w każdych kolejnych zawodach będzie jeszcze lepiej. Gdyby, któryś z czytelników miesięcznika „Dealer” chciał być na bieżąco z naszymi wynikami, zapraszam do polubienia i obserwowania naszego fanpage’a na Facebooku – „Chiniewicz/Korycki Beachvolleyball team”. A gdy już znudzę się siatkówką plażową, zajmę się moim innym hobby – gotowaniem.