Wydarzenia

Dealerzy po pracy: Dorota Korczyk


Z wykształcenia dziennikarka, specjalistka ds. PR i kulturoznawczyni. Na co dzień zarządza wspólnie z tatą załogą bielskiego dealerstwa marek KIA i Skoda zatrudniającego prawie 100 osób. A gdy tylko może – zwiedza świat.

Zaczęłam studiować kulturoznawstwo, jednak cały czas marzyłam o studiach dziennikarskich i byciu Moniką Olejnik. W końcu udało mi się dostać na ten kierunek (wówczas najbardziej oblegany) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Podczas studiów bardzo zależało mi na zdobywaniu wiedzy praktycznej, dlatego odbywałam staże w różnych miejscach, m.in. w „Dzienniku Polskim” i Polskiej Agencji Prasowej. Dodatkowo skończyłam studia podyplomowe w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera na kierunku public relations i tam odkryłam pasję, która stała się wkrótce moim zawodem. Po pozytywnym przejściu bezpłatnego stażu zaproponowano mi pracę w krakowskiej agencji reklamowej. Początkowo zajmowałam się mediami tradycyjnymi, później – w związku ze wzrostem popularności i dostępności internetu – zaczęłam pracę w agencji interaktywnej. Byłam odpowiedzialna za obsługę klientów.

 

Planuję każdy dzień

Już podczas studiów, a potem pracy zawodowej w agencji reklamowej, udzielałam się i angażowałam w biznes mojego taty. Najczęściej były to działania marketingowe, m.in. organizowanie eventów. W pewnym momencie zrezygnowałam z etatowej pracy w agencji, aby całkowicie poświęcić się motoryzacji i rodzinnemu biznesowi. Podzieliliśmy się z tatą kompetencjami – on odpowiada za Skodę, a ja za markę KIA. Nasz zespół liczy prawie 100 osób.

W napiętym grafiku trzeba walczyć jak lew o czas dla siebie i na aktywność fizyczną. Sport pomaga oderwać się od spraw z pękających w szwach skrzynek mailowych. Poza tym buduje „krzepę” i uczy wytrwałości. Codziennie wstaję o 5.30, o 6.00 jestem już na sali z „czajnikami”. Od kilku lat trenuję podnoszenie odważników, czyli kettlebells. Ta siłowa aktywność sportowa wywodzi się jeszcze ze starej Rosji. Największą jej zaletą jest czas trwania – w całkiem krótkich sesjach można wypracować siłę tytana. W moim przypadku długie godziny pedałowania na kolarce nie mają racji bytu. Po treningu jadę do pracy, gdzie bez reszty zostaję wciągnięta w wir obowiązków i spotkań. Poranne ćwiczenia to wielki luksus, ale biorąc pod uwagę, że często pracuję do późnej nocy, staram się robić wszystko, by z nich nie rezygnować. Nawet nie śmiem marzyć o sylwetce Ewy Chodakowskiej, ale wierzę, że w zdrowym ciele tkwi power do stawiania czoła codziennym wyzwaniom, tym małym i dużym.

Nic tak nie uczy wytrwałości, jak sport. – Codziennie o 6.00 rano jestem już na sali z „czajnikami” – mówi Dorota Korczyk (zdjęcie z bielskiego klubu IRONia)

 

Podróże kształcą

Moją największą pasją są jednak podróże. Kilka lat temu postanowiłam sobie, że zawsze w listopadzie, czyli miesiącu moich urodzin, odwiedzę jakieś ciekawe miejsce. W 2017 r. zwiedziłam Tajlandię. Dziś świat stoi otworem i nie trzeba ani wielkich pieniędzy, ani wiele czasu. Tanie linie lotnicze oferują niesamowite kierunki wojaży i to w terminach weekendowych.

Najciekawszą wyprawą, jaką dotychczas odbyłam, była podróż do Japonii. Wraz ze znajomymi bardzo szczegółowo opracowaliśmy plan naszej trzytygodniowej wycieczki, dzięki czemu udało nam się zwiedzić ten kraj wzdłuż i wszerz. Dziennie pokonywaliśmy nawet 400 km. Tu również trzeba było wszystko skrzętnie planować. Oprócz bardzo obleganych turystycznie miejsc jak Tokio, Hiroszima, Osaka czy Miyajima (gdzie znajduje się piękna brama tori, należąca do słynnych „japońskich trzech pejzaży”) dotarliśmy również do bardziej niszowych miejsc. Niesamowitą wizytę odbyliśmy w tokijskim hotelu, gdzie nagrywany był jeden z moich ulubionych filmów – „Między słowami” Sofii Coppoli.

Największą pasją Doroty Korczyk są podróże. Na zdjęciu podczas trzytygodniowej wyprawy do Japonii

 

Ogromne wrażenie wywarło na mnie Muzeum Pokoju w Hiroszimie, które pozwala sobie uświadomić skalę tragedii, jaka miała miejsce w 1945 r. Uważam, że każdy powinien je odwiedzić. Powinno być to również obowiązkowe muzeum do zwiedzenia dla współczesnych dyktatorów. Myślę, że to pomogłoby im w zrewidowaniu polityki dotyczącej broni masowego rażenia.

 

Dealer – fajny zawód

Bardzo doceniam moją pracę, bo także dzięki niej mogę sporo podróżować. Czasami dziwi mnie, że dealerzy narzekają na swój biznes i nie doceniają możliwości, jakie mają dzięki jego prowadzeniu. Praca to nie tylko słupki i raporty. Przecież nasza praca jest naprawdę ciekawa! Dzięki niej możemy zwiedzać świat i przede wszystkim poznawać ludzi, na przykład wybitnych menedżerów. Trzeba być otwartym i korzystać z możliwości wymiany doświadczeń. Nawet wśród konkurencyjnych dealerów udało mi się zbudować niesamowite relacje i przyjaźnie, które trwają od lat (m.in. tak poznałam moją najlepszą przyjaciółkę – Martę z Grupy Gezet).

Jakiś czas temu otrzymałam od KIA zaproszenie na służbowy wyjazd do Korei Południowej. Mieszkałam w Seulu w prestiżowej dzielnicy Gangnam (znanej z muzycznego hitu). Oprócz zwiedzania samej stolicy Korei, mieliśmy okazję odwiedzić wszystkie miejsca, które mają związek z produkcją samochodów marki KIA. Od fabryk, w których produkowana jest stal, poprzez magazyny z komponentami i częściami do aut, aż do hal, gdzie montowane są auta. Myślę, że gdyby nie to, że otrzymałam zaproszenie od naszego importera, nigdy nie wybrałabym się akurat do Korei, dlatego powtórzę: naprawdę warto doceniać naszą pracę. Podobnie było z Wyspami Zielonego Przylądka, odwiedzonymi przeze mnie dzięki współpracy z firmą PPG. Biznesowi partnerzy, z którymi współpracujemy, wiedzą, że my-dealerzy zwiedziliśmy już sporą część świata, dlatego organizują wyprawy w coraz bardziej wyszukane miejsca. Bardzo ciekawe są także wyjazdy organizowane przez Skodę przy okazji premier nowych modeli naszego koncernu. Podczas premiery Skody Kodiaq w Hiszpanii mieliśmy okazję testować nowego Kodiaqa w terenie, odbywając jazdy testowe wzdłuż Zatoki Biskajskiej.

Praca pozwala również na eksplorowanie naszego kraju, w którym jest mnóstwo miejsc do odkrycia. Można chociażby organizować eventy dla klientów, a przy okazji samemu zwiedzać Polskę. Nasza firma zorganizowała dla klientów flotowych m.in. zwiedzanie Jury Krakowsko-Częstochowskiej czy regaty wokół Małpiej Wyspy na Jeziorze Rożnowskim. Oczywiście wymagało to od nas sporo zaangażowania, ale efekt był naprawdę świetny. To my kreujemy naszą rzeczywistość. Możemy się ocierać o banał i tylko powtarzać utarte schematy, albo możemy sięgać gwiazd. Chcę „uniezwyczajniać” zwyczajność!