Wydarzenia

Dealerzy po pracy: Bogdan Goworowski


Każda z pasji właściciela pomorskich salonów Mercedes-Benz, smart i Mazda – nurkowanie, tenis i wędkarstwo – wymaga poświęcenia, a przede wszystkim czasu. Oto, jak łączyć efektywne zarządzanie dealerstwem oraz czasem potrzebnym na realizację hobby.

Bogdan Goworowski z żoną przed jedną z wypraw motocyklowych
Bogdan Goworowski z żoną przed jedną z wypraw motocyklowych

Aktywnie spędzam czas, także po godzinach. Pasją, która towarzyszy mi najdłużej, jest tenis. Tę dyscyplinę uprawiam od ponad czterdziestu lat. Początki były ciekawe, ponieważ jako młody człowiek nie miałem zbyt wielu funduszy, które mógłbym wydać na wynajęcie kortu. Poza tym w moim rodzinnym mieście, Gdańsku, dostępne były tylko cztery profesjonalne korty. Potrafiliśmy sobie z tym jednak radzić – chodziliśmy na asfaltowe boiska, gdzie zamiast siatki, rozciągaliśmy sznurek. Moim kompanem w latach młodości był Jarek Kurski, z którym uczęszczaliśmy do tej samej szkoły podstawowej, a potem do liceum. Obecnie nie spotykamy się zbyt często, ale można powiedzieć, że to właśnie z nim rozwijaliśmy naszą miłość do tenisa.

 

Od tenisa zaczynam dzień

Obecnie gram w tenisa kilka razy w tygodniu. Najczęściej zaczynam mecz o 7 rano, aby chwilę po 9 być w salonie. Bardzo często i chętnie wybieram się również na wszelkiego rodzaju turnieje tenisowe. W najbliższym czasie planuję pojawić się na meczach rozgrywanych podczas French Open, a także na finale Wimbledonu. Jako że tenis to także dyscyplina sportu, którą sponsoruje nasza firma, mam możliwości otrzymania biletów na prestiżowe turnieje wielkoszlemowe. Jeśli nie mogę oglądać najważniejszych meczów na żywo, razem z żoną oglądamy transmisje w telewizji. Zdecydowanie bardziej niż tenis żeński lubimy ten w wykonaniu mężczyzn – jest bardziej dynamiczny i ciekawszy. Moja żona jest bardzo aktywnym kibicem – oczywiście moim, ale też innego tenisisty – Rodgera Federera. Ja, trochę dla przekory, kibicuję Rafaelowi Nadalowi. Bardzo lubię w nim jego otwartość na ludzi i to, że nigdy się nie poddaje.

Mam wielkie szczęście, że moje pasje podziela żona. Dzięki temu mogę spędzać z nią czas, a przy okazji pielęgnować swoje zainteresowania. Oprócz tenisa, dużo czasu poświęcam wędkowaniu i nurkowaniu. Jeśli chodzi o wędkarstwo, w pewnym momencie spokojne łowienie ryb nad jeziorem przestało mi wystarczać i zacząłem rozwijać tę pasję w stronę wyczynowego sportu. Od kilku lat, jeśli tylko mam możliwość, wybieram się na połów sumów na rzece Ebro lub na połowy tuńczyków w różne ciekawe miejsca świata. Największym okazem, jaki udało mi się do tej pory złowić, był sum, który miał 217 centymetrów i ważył 76 kilogramów! Oczywiście takiej bestii nie da się wyciągnąć w pojedynkę, dlatego niezbędne było wsparcie kolegów.

 

Od wędkowania do nurkowania

Nurkowanie to z kolei hobby, które zrodziło się z wędkowania. Choć niektórzy mogą nie widzieć powiązań między tymi dyscyplinami, ja często myślałem podczas połowów o tym, że bardzo chciałbym zobaczyć ten podwodny świat. I sprawdzić, jak zachowują się ryby w swoim naturalnym środowisku. Pierwsze przygody z nurkowaniem odbywałem w polskich jeziorach i w Bałtyku. Muszę przyznać, że jeśli ktoś zacznie naukę nurkowania w Polsce, to później poradzi sobie w każdych okolicznościach. Bo choć nasze krajowe akweny są często mniejsze od jezior czy mórz popularnych wśród nurków, to są naprawdę trudne. Kiedy już opanowałem sztukę nurkowania i zupełnie się w niej zakochałem, zaczęliśmy z żoną organizować wyjazdy w bardziej egzotyczne miejsca. Miałem możliwość nurkować na Malediwach, Seszelach, Galapagos, w RPA, Mozambiku i Egipcie. Ten ostatni polecam wszystkim nurkującym, którzy narzekają na brak czasu. Lot do Egiptu trwa stosunkowo krótko, a rafy koralowe w Morzu Czerwonym są naprawdę zjawiskowe i co ważne, nie są jeszcze zniszczone. Wspaniała jest też podwodna fauna – często można trafić na niespotykane gatunki ryb tropikalnych. Niestety, ze względów zdrowotnych, przez ponad dwa lata nie mogłem nurkować, ale już niebawem wracam pod wodę. Bardzo mnie to cieszy i już teraz przygotowuję się do kolejnej wyprawy. Myślę, że do tego, aby w pełni doświadczyć uroku i zalet nurkowania na danym terenie, najlepsze jest tzw. safari nurkowe, czyli wypłynięcie łodzią na dany akwen i codzienne kilkugodzinne nurkowanie. Oczywiście, bardzo ważne jest, aby do takich wypraw mieć odpowiednią, zgraną ekipę. Przebywanie na ograniczonej powierzchni, jaką daje łódka, z towarzystwem, którego się nie lubi, może okazać się kiepskim pomysłem.

 

Wspaniałe podróże

Jeśli miałbym wskazać hobby, które jest dla mnie najważniejsze, byłoby mi bardzo ciężko. W tenisa gram na co dzień i jest to sport, który sprawia mi bardzo dużo radości. Pozwala zachować odpowiednią sprawność fizyczną, ale też umożliwia odpoczynek i zwiedzanie ciekawych miejsc, gdy wybieramy się na jakiś turniej. Wędkowanie to także sport, w którym, podobnie jak w tenisie, jest element rywalizacji – o to, kto złowi najciekawszy okaz. Poza tym to świetna zabawa. Jest zresztą jeszcze jedna pasja, o której nie  wspominałem – od wielu lat razem z moją żoną jesteśmy wielkimi miłośnikami motocykli Harley-Davidson. Cenię tę markę za tradycję i legendę. Poza tym motocykl daje mi możliwość zwiedzania Europy i dostrzegania jej piękna z innej perspektywy. Jeśli tylko pozwala nam na to czas, wsiadamy na nasze motocykle i wybieramy się w krótsze bądź dłuższe podróże, które dostarczają nam wiele satysfakcji. Jednak to chyba nurkowanie jest najciekawszą formą odpoczynku – pozwala na odcięcie się od wszystkiego, co dzieje się na zewnątrz, ale też na pielęgnowanie relacji towarzyskich z osobami, z którymi spędza się czas na łodzi pomiędzy kolejnymi zejściami do wody.

Bogdan Goworowski z żoną i znajomymi podczas wyjazdu na Kaszuby
Właściciel firmy BMG Goworowski podróżuje motocyklami marki Harley-Davidson z żoną i znajomymi. Tutaj podczas wyjazdu na Kaszuby

 

Wyjazdem, którego nie zapomnę do końca życia, było safari nurkowe na Galapagos, gdzie przyroda jest fascynująca zarówno pod, jak i nad wodą. Niesamowita była możliwość zobaczenia ostatniego żółwia słoniowatego z podgatunku Chelonoidis nigra abingdoni – George’a, który zmarł w 2012 r. Ten gatunek zamieszkiwał wyspę Pinta, jednak pomimo usilnych starań nie udało się go ocalić. Świetnym doświadczeniem było także obserwowanie świata podwodnego, który w Oceanie Spokojnym jest niezwykle różnorodny. Miałem okazję zobaczyć maleńkie, kilkunastocentymetrowe pingwiny czy ogromne rekiny. To właśnie na Wyspach Żółwich udało mi się zobaczyć rekina wielorybiego. Choć jest on ogromny, a spotkanie z nim oko w oko może wydawać się groźne, wiedzieliśmy, że to gatunek, który żywi się planktonem. Dużo niebezpieczniejsze są same wody okalające Galapagos – silne prądy utrudniają trzymanie się w grupie, dlatego są dużym wyzwaniem dla nurków i aby nie stało się nic złego, trzeba mieć naprawdę spore doświadczenie. Drugi niezapomniany wyjazd to ten do RPA i Mozambiku, gdzie podwodna przyroda jest naprawdę niesamowita!

 

Bogdan Goworowski podczas wyprawy na Seszele
Najlepsze wyprawy to takie, podczas których mogę łączyć wędkarstwo z nurkowaniem – przekonuje Bogdan Goworowski. Na zdjęciu podczas wyprawy na Seszele.

 

Ludzie i technologie

Każda z moich pasji wymaga sporo czasu. Mam na to świetną receptę – mało śpię. Od zawsze było tak, że 5-6 godzin to dla mnie optymalna dawka. Poza tym nie znoszę marnotrawienia czasu, staram się wykorzystywać każdą chwilę maksymalnie. Jest też jeszcze jedna rzecz, która w dzisiejszych czasach bardzo pomaga znaleźć czas na hobby, a jednocześnie odpowiednio zarządzać firmą – technologie. Obecnie nie ma już znaczenia, czy jest się w Polsce, czy na innym kontynencie. W każdej chwili można skontaktować się z pracownikami i na bieżąco załatwiać sprawy. Poza tym co wieczór otrzymuję e-maila z raportem na temat wyników poszczególnych działów. Jeśli zauważę coś intrygującego – kontaktuję się bezpośrednio z osobą odpowiedzialną za dany obszar. Bardzo pomagają także wspaniali ludzie, z którymi pracuję. Wielu z nich jest w mojej firmie od samego początku. Kadra zarządzająca, ze względu na ogromne doświadczenie i wieloletnią współpracę, rozumie się ze mną tak dobrze, że w większości spraw nie musimy się nawet spotykać, bo każdy wie, za co jest odpowiedzialny. Do tego każda osoba z zarządu ma świadomość, co zrobi inna. Nie ma więc miejsca na niespodzianki. Bardzo dobrze sobie to wszystko poukładaliśmy. Myślę więc, że to właśnie ludzie i technologie są najlepszą receptą na znalezienie czasu na swoje pasje.