Wydarzenia

Bezgotówkowa likwidacja szkód: będzie rewolucja?


Projektowany w Sejmie zakaz cesji wierzytelności na ASO praktycznie odebrałby serwisom blacharsko-lakierniczym możliwość rozliczenia bezgotówkowego z klientami oraz dochodzenia w ich imieniu odszkodowań przed sądem.

W Sejmie procedowana jest ustawa o świadczeniu usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych wynikających z czynu niedozwolonego (stan na 12 lutego br.). Na końcowym etapie prac przygotowawczych nad projektem w Senacie dopisano do niego artykuł 9, który zakłada, że ubezpieczeni nie będą mogli przenosić wierzytelności (np. odszkodowawczych) z tytułu czynów niedozwolonych na doradcę lub osobę trzecią. Brzmi tajemniczo. Ale najważniejsze: czy ma to jakieś znaczenie dla dealerów samochodów?

Moim zdaniem fundamentalne – i to dla ich dalszego, opłacalnego funkcjonowania. Sformułowanie „lub osobę trzecią” oznacza bowiem pełny zakaz cesji jakiejkolwiek wierzytelności przez ubezpieczonych i dotyczy również możliwości cesji wierzytelności klientów na warsztaty likwidujące szkody komunikacyjne bezgotówkową metodą serwisową, a tym samym – zakaz sprzedaży polis komunikacyjnych opartych na takim modelu.

Jak wskazuje Ogólnopolska Motoryzacyjna Rada Techniczna (OMRT), w której skład wchodzą: Polska Izba Motoryzacji, Związek Dealerów Samochodów, Związek Rzemiosła Polskiego i Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, ustawa ta w znacznym stopniu ograniczać będzie zbiorowe interesy ubezpieczonych w zakresie ubezpieczeń komunikacyjnych. I choć pierwotnym celem procedowanego aktu było uregulowanie działalności kancelarii odszkodowawczych oraz wyeliminowanie nieetycznych praktyk pozyskiwania klientów, efektem wprowadzonego zapisu będzie w praktyce pozbawienie klientów należnych im praw w dochodzeniu swoich roszczeń wobec zakładów ubezpieczeniowych. Sprzeciwiających się rozwiązaniu proponowanemu przez Senat wspiera m.in. Rzecznik Finansowy. Ponadto Sąd Najwyższy wyraził opinię, iż z jednej strony celem proponowanej ustawy jest ochrona osób, które korzystają z usług podmiotów wyspecjalizowanych w dochodzeniu roszczeń odszkodowawczych, a z drugiej jednak strony – przepisy te wkraczają daleko w sferę swobody działalności gospodarczej.

Ochrona konsumenta tylko w teorii

Przedstawiony projekt ustawy w założeniu parlamentarzystów powinien zmierzać do uregulowania rynku firm odszkodowawczych, który według różnych szacunków wart jest nawet 500 mln zł. Źródło zmian stanowią „odnotowane krytyczne głosy odnośnie do jakości świadczonych usług, a także natury etycznej”. Proponowane rozwiązania mają wprowadzić obowiązek zawarcia między klientem a doradcą umowy w formie pisemnej pod rygorem nieważności, ograniczenie wysokości wynagrodzenia doradcy do maksymalnie 20 proc. uzyskanej kwoty czy obowiązku przekazania świadczenia odszkodowawczego bezpośrednio poszkodowanemu (tj. np. bez możliwości wpłaty na konto kancelarii odszkodowawczej). Projekt ustawy wyłącza też możliwość zawarcia umowy o uzyskanie odszkodowania w szpitalach, na cmentarzach czy na przykład w pojazdach medycznych i radiowozach.

Wprowadzony przez Senat znienacka art. 9, ograniczający prawo do cesji wierzytelności, należy uznać jako zbyt duże ograniczenie prawa wierzycieli, które jest kluczowym mechanizmem dla sprawnego obrotu prawnego w gospodarce wolnorynkowej. W branży motoryzacyjnej nie budzi wątpliwości, że klienci ubezpieczalni powinni mieć prawo do przekazania swoich roszczeń na profesjonalny podmiot – choćby stację dealerską, wspartą w działaniu przez wprawione działy prawne – tak jak funkcjonuje to obecnie.

Każdy, kto kiedykolwiek był uczestnikiem wypadku, jest świadomy wygody i skuteczności bezgotówkowego rozliczania się z wypożyczalniami samochodów i warsztatami. Powszechnie wiadomo też o częstotliwości, z jaką występuje zaniżanie odszkodowań ze strony ubezpieczycieli (według różnych badań przyjmuje się, że co najmniej 80-90 proc. wycen nie odpowiada prawidłowej wartości). Do tej pory obroną praw klientów w zakresie praktyki zaniżania wartości odszkodowań zajmowały się głównie warsztaty samochodowe, wykonujące usługę naprawy pojazdu dla klienta. Posiadają one bowiem wiedzę i niezbędne zaplecze pozwalające na prowadzenie równej walki z ubezpieczalniami. Należy w tej sytuacji zaznaczyć, że klient z różnych przyczyn – takich jak brak doświadczenia, czasu czy funduszy – może nie chcieć kierować roszczenia wobec firmy ubezpieczeniowej. Ponadto, mając na uwadze, że kwoty zaniżenia wynoszą nierzadko kilkaset złotych w przypadku jednej naprawy, dochodzenie tak niskich roszczeń na drodze sądowej okazuje się dla tych osób nieopłacalne, a do tego niezwykle czasochłonne. Prowadzenie sporu sądowego, w zależności od województwa, trwa bowiem średnio nawet 2 lata. Natomiast w przypadku gdy poszkodowany dokonuje cesji, ryzyko sporu z ubezpieczycielem bierze na siebie zakład naprawczy, prowadzący w danym okresie kilkanaście czy kilkadziesiąt podobnych spraw i mający pewnie większe doświadczenie w tym obszarze niż Kowalski.

Jak wskazuje OMRT, zamiarem ustawodawcy było ograniczenie możliwości obrotu wierzytelnościami o charakterze osobistym wynikającymi z wypadków. Przy czym trzeba zwrócić uwagę na to, że zapis wyłączający możliwość takich cesji w polskim prawie już istnieje. Stosownie do treści art. 449 Kodeksu cywilnego, roszczenia przewidziane w art. 444-448 kc nie mogą być zbyte, chyba że są już wymagalne i że zostały uznane na piśmie albo przyznane prawomocnym orzeczeniem. Niezrozumiałe staje się tym samym wyłączanie możliwości cesji wszystkich rodzajów roszczeń i na wszystkie osoby trzecie, co stanowiłoby wyraz nadmiernego ograniczenia praw obywateli do dysponowania swoimi prawami majątkowymi.

Skutki dla branży

Gdyby ustawa weszła w życie w obecnym brzmieniu, zakaz cesji wierzytelności może skutecznie utrudnić naprawę pojazdów powypadkowych ze względu na brak możliwości bezgotówkowej likwidacji szkód. Dziś jest ona realizowana w dwojaki sposób. Albo właściciel uszkodzonego auta upoważnia warsztat samochodowy do otrzymania odszkodowania bezpośrednio od ubezpieczyciela, albo dokonuje cesji swojej wierzytelności, cedując wszelkie prawa z tego tytułu na warsztat. Po planowanych zmianach prawnych, w sytuacji gdy klient zdecyduje się wykupić ubezpieczenie bez możliwości bezgotówkowego rozliczenia, według OMRT może wytworzyć się praktyka, w której żaden warsztat nie podejmie się przeprowadzenia naprawy pojazdu klienta bez możliwości bezpośredniego odebrania pieniędzy od osoby odpowiedzialnej. Krótk mówiąc – oznaczałoby to, że klient zostałby zmuszony do tego, żeby najpierw wyłożyć środki na naprawę samodzielnie. Tym samym przez pewien okres klient byłby podwójnie poszkodowany, ponieważ miałby nie tylko ubytek w mieniu w postaci zniszczonego samochodu, ale musiałby jeszcze wyłożyć gotówkę za jego naprawę, a dopiero później mógłby odebrać określoną kwotę – nie zawsze odpowiadającą fakturze za naprawę – od zakładu ubezpieczeń.

Reasumując, wprowadzenie nowej regulacji w takiej formie może spowodować brak prawnej możliwości prowadzenia bezgotówkowych rozliczeń z klientami przez serwisy blacharsko-lakiernicze. Co więcej, zagrożone byłyby także: bezgotówkowe wypożyczanie pojazdów zastępczych z OC sprawcy wypadku, bezgotówkowa pomoc drogowa w zakresie holowania uszkodzonego pojazdu z OC sprawcy oraz możliwość dochodzenia przez serwisy naprawcze dopłat do odszkodowania o ubezpieczyciela na drodze postępowania sądowego – w przypadku użytkowników pojazdów i mienia leasingowanego. Ponadto warsztat w imieniu poszkodowanego nie mógłby już dokonywać zgłoszenia szkody, przeprowadzać oględzin, kontaktować się z ubezpieczycielem ani przejmować na siebie ryzyka rozliczeń i sporów z zakładami ubezpieczeń.

Trzeba również zaznaczyć, że proponowane brzmienie przepisów ustawy
spowodowałoby także brak możliwości zabezpieczenia cesją umów leasingu, w tym leasingu samochodów i dodatkowo uniemożliwiłoby zabezpieczanie umów kredytowych cesją.

Rynek bije na alarm

Ze względu na istotne skutki procedowanej ustawy w postaci zmiany rynku bezpieczeniowego i motoryzacyjnego problem ten wymaga natychmiastowej aktywności zarówno motoryzacyjnych uczestników rynku, jak i konsumentów. Z tego powodu organizacje motoryzacyjne, w tym Stowarzyszenie Prawników Rynku Motoryzacyjnego, kierują swoje stanowiska do przedstawicieli władz ustawodawczych, mają też miejsce pierwsze ogólnopolskie protesty. To pozwala mieć nadzieję, że ustawodawca zrewiduje wkrótce swoje założenia, a przedstawione i uargumentowane stanowiska z zewnątrz weźmie sobie do serca…

TEKST:
Maciej Krotoski

Autor jest adwokatem, partnerem zarządzającym w M. Krotoski Adwokaci i Radcy Prawni sp.k. oraz redaktorem naczelnym portalu www.moto-prawo.pl