Wydarzenia

AMS Chróścicki. Na razie wygrywamy


Najstarszy dealer z Siedlec inwestuje i co parę lat poszerza zakres swoich usług. Robi to na tyle dobrze, że AMS Chróścicki sprzedaje obecnie cztery razy więcej aut niż w czasach, gdy stery w firmie trzymał „szef” Marian Chróścicki – ojciec obecnego prezesa Adama Chróścickiego.

Adam Chróścicki przyznaje, że przejęcie zarządzania dealerstwem w wieku niespełna 30 lat było dla niego nie lada wyzwaniem. – Ale ojciec zawsze we mnie wierzył i mam nadzieję, że się nie przeliczył – mówi po latach

Mariana Chróścickiego, założyciela AMS Chróścicki, ciągnęło do samochodów od zawsze. Dużą rolę w rozwoju jego motoryzacyjnych zainteresowań odegrał wujek Stanisław Dzięciołowski, u którego nabierał pierwszych szlifów jako mechanik samochodowy (co ciekawe, firma Dzięciołowski przeszła przez lata podobną drogę – o czym za chwilę – jak AMS Chróścicki, ponieważ również w Jeleniej Górze rodzinny biznes ojca jest kontynuowany przez syna, Ryszarda, która zarządza dziś autoryzowaną stacją Renault i Dacii). W 1979 r. Marian Chróścicki wspólnie ze swoim ojcem (też Marianem) zbudował w Węgrowie warsztat naprawczy pod nazwą Auto Moto Service (stąd obecna nazwa firmy – AMS Chróścicki). – Na tamte czasy był to naprawdę nowoczesny serwis, z kilkoma stanowiskami mechanicznymi. Biznes szedł na tyle dobrze, że z czasem tata z dziadkiem powiększyli obiekt o blacharnię-lakiernię, dzięki czemu mogli realizować pełny zakres usług warsztatowych – wspomina początki działalności „dealerskiej” ojca Adam Chróścicki.

Chróścicki „senior” postanowił iść za ciosem („senior”, choć jego syn – podobnie jak pracownicy dealerstwa – nie mówi o tacie inaczej niż „szef”; taki przydomek przyjął się lata temu, „w czasach gdy w ASO nie było jeszcze prezesów”, i niezależnie od coraz rzadszej obecności „szefa” w firmie obowiązuje do dziś). Możliwości rozwoju biznesu szukał – jak wielu innych przedsiębiorców – na Targach Poznańskich. Tam spotkał przedstawicieli Renault Deutschland (polskiego importera, choćby prywatnego, jeszcze wówczas nie było), a potem… wydarzenia potoczyły się już szybko. Zaraz po powrocie do Węgrowa zapadła decyzja o podpisaniu umowy z niemieckim oddziałem i rozpoczęciu sprzedaży samochodów Renault.

 

Głęboka woda

To wówczas podjęto także decyzję o stopniowym przenoszeniu biznesu do – dających większe możliwości sprzedażowe – Siedlec. Najpierw otworzono niewielki salon w centrum miasta, następnie przeniesiono siedzibę na ul. Brzeską, gdzie firma funkcjonuje do dzisiaj. – Byliśmy pierwszym dealerem w Siedlcach. A precyzyjniej – subdealerem, ponieważ początkowo podlegaliśmy strukturalnie pod firmę Kiljańczyk. Dobrze pamiętam, jak jeździliśmy z ojcem po samochody do Warszawy. Jednak już w 1994 r. zostaliśmy pełnoprawnym, autoryzowanym koncesjonerem Renault – opowiada Adam Chróścicki, w latach 90.
wprowadzany do biznesu syn, a dziś prezes zarządu AMS Chróścicki sp. z o.o.

Wtedy Adam Chróścicki – jak sam przyznaje – bardziej w firmie „bywał”, niż pracował na pełny etat. – Obserwowałem rozwój dealerstwa z perspektywy syna, szkoły itd. I bardzo interesowałem się samochodami. Moim niespełnionym marzeniem pozostaje Renault 19 w sedanie, z 16-zaworowym silnikiem o pojemności 1.6 litra. Jeździłem za to czarną, „zagazowaną” Laguną z 2-litrowym „motorem”. To było wspaniałe auto, nawet brak klimatyzacji nie był dla mnie problemem! – mówi. Początek stałej obecności w firmie Adam Chróścicki datuje na okres kończenia studiów, czyli od 2000 r. W 2004 r., gdy dealerstwo przekształciło się w spółkę z o.o., został jego prezesem. W tym samym czasie firma pozyskała również koncesję Dacii.

Gdy dokonywało się przekazanie biznesu drugiemu pokoleniu, Adam Chróścicki miał niespełna 30 lat. Czy nie było to dla niego zbyt szybkie rzucenie na głęboką wodę? – Może trochę. Natomiast ojciec we mnie wierzył i mam nadzieję, że się nie przeliczył. Jedno czego żałuję, to to, że nie szedłem drogą od samego dołu. Oczywiście od lat przyjeżdżałem do firmy, „liznąłem” nieco doświadczenia jako osoba przyjmująca samochody, trochę popracowałem w serwisie. Ale nie przebrnąłem po kolei przez wszystkie szczeble firmy i zarządzania. Uważam, że by mi to pomogło, szczególnie na początku. Jeśli mój trzyletni syn chciałby kiedyś przejąć moje obowiązki, na pewno zacznie od najniższego stanowiska – deklaruje prezes AMS Chróścicki.

 

Uchowaj od korporacji

Zanim to wszystko nastąpiło, firma musiała jednak zbudować obiekt. Pierwsze lata działalności na Brzeskiej to bowiem sprzedaż aut głównie „pod chmurką” bądź przy wykorzystaniu mocno „tymczasowej” infrastruktury. Oficjalne otwarcie siedleckiego obiektu nastąpiło w kwietniu 1997 r., sam salon sprzedaży otworzono dwa lata później.

Zbiegło się to w czasie z rokiem 1999, do tej pory zdecydowanie najlepszym sprzedażowo na polskim rynku. Także kolejne lata nie były złe. Aż do 2004 r., kiedy to niekontrolowany import samochodów używanych po wejściu Polski do UE spowodował spadki u zdecydowanej większości dealerów nad Wisłą. Także w firmie AMS Chróścicki. – To był trudny okres. Tym bardziej, że sam wszystkiego się jeszcze uczyłem. Skromny był też nasz wolumen, ponieważ w ciągu roku sprzedawaliśmy około 160 samochodów. Co tu dużo mówić – pojawiło się zwątpienie – mówi Adam Chróścicki. Od razu dodaje jednak, że nie pozostało mu – jak i całej załodze – nic innego, jak zacisnąć zęby i działać. I… jakoś poszło. Sytuację poprawiła też bez wątpienia wspomniana autoryzacja marki Dacia, której sprzedaż systematycznie rosła. Półtorej dekady później, w 2017 r., firma sprzedała już ponad 700 aut. – Grzechem byłoby tu nie pochwalić działu handlowego, na czele którego od lat stoi Jarosław Turyk. Co ciekawe, pracę w spółce rozpoczął on od stanowiska laboranta, następnie przeszedł przez wszystkie szczeble kariery, aż stał się jednym z filarów firmy – podkreśla Chróścicki.

Taki wynik powinien budzić tym większe uznanie, iż AMS Chróścicki działa w niespełna 80-tysięcznych Siedlcach (co istotne – posiadających autoryzację niemal wszystkich marek wolumenowych). Dla Adama Chróścickiego funkcjonowanie w małym mieście to atut. – Przyznam szczerze, że nie przepadam za dużymi aglomeracjami i – co niestety często idzie w parze – z prowadzeniem firmy w stylu korporacyjnym. Nasz biznes jest inny. Działamy jak firma rodzinna, chociaż z rodziny Chróścickich pracuję w niej aktualnie tylko ja. Żona rozwija własny biznes, siostra pracuje w Warszawie. Natomiast dla mnie rodziną są wszyscy ludzie, którzy tworzą tę firmę, w ten sposób staram się ich traktować – tłumaczy Chróścicki.

Oczywiście autoryzowane dealerstwo w Siedlcach ma też swoje ograniczenia. Choćby mała liczba flot, szczególnie w segmencie „osobówek”. – Niemal cała nasza lokalna sprzedaż koncentruje się na klientach indywidualnych. Wyjątkiem są miejscowe firmy przewozowe, które raz na jakiś czas kupują od nas jednorazowo po 4-5 Masterów. To w zasadzie jedyne floty, jakie obsługujemy, a co za tym idzie – bardzo o nie dbamy. Jeszcze nie tak dawno mieliśmy jedno stanowisko do obsługi Masterów. Dzisiaj mamy już trzy, w tym dwa w nowoczesnym budynku blacharni. W ten sposób staramy się szybko reagować na potrzeby klientów. Bo wiemy, że firmy nie mogą czekać – twierdzi szef AMS Chróścicki. Dodaje on jednak, że sprzedaż dealerstwa nie ogranicza się do rynku siedleckiego. – Nowoczesne narzędzia dotarcia do klienta, a także dobry stok dealerski, sprawiają, że po auto do Siedlec przyjeżdżają klienci nawet z dalszych części kraju – przekonuje Chróścicki.

 

Blacharnia z potencjałem

O kompleksową obsługę klienta firma AMS Chróścicki dbała niemal od zarania, jeszcze w latach 80., gdy do serwisu mechanicznego „dołożono” część blacharsko- lakierniczą. Jednak lokalizacja siedlecka przez długi czas koncentrowała się na mechanice, cięższe naprawy powypadkowe zlecając właśnie zasłużonemu zakładowi w Węgrowie (dziś warsztat stanowi już organizacyjnie i prawnie zupełnie odrębny podmiot). Zmieniło się to dopiero kilka miesięcy temu, gdy w maju tego roku zakończyła się budowa własnej blacharni-lakierni przy ul. Brzeskiej. – To inwestycja, którą chcieliśmy zrealizować już wcześniej, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Choćby to, że trzy lata wcześniej skończyliśmy inną wymagającą budowę, czyli własną stację kontroli pojazdów, zlokalizowaną w osobnym budynku, znajdującym się tuż obok salonu sprzedaży. Blacharnia ma ponad 800 m2 i przy odpowiedniej organizacji pracy jest w stanie realizować ponad 100 zleceń miesięcznie – ocenia Adam Chróścicki. Na razie warsztat wystartował spokojnie. Także ze względów kadrowych: jednym z wyzwań dla osób zarządzających staje się obecnie pozyskanie jeszcze jednego blacharza, a także lakiernika.
– Już po tych paru miesiącach widzę, że blacharnia-lakiernia powinna być najbardziej zyskownym działem dealerstwa. Niby jesteśmy dopiero w fazie rozruchu, ale już zastanawiam się, czy nie należało zbudować tej blacharni nieco większej – dodaje Chróścicki.

O tym, że dealer ma wobec serwisu blacharsko-lakierniczego konkretne wymagania, świadczy też fakt, że pieczę nad nim sprawuje bezpośrednio wiceprezes firmy Jarosław Milewski, który na co dzień odpowiada za istotną część zarządzania operacyjnego dealerstwa. Teraz jego głównym zadaniem jest „rozpędzenie” nowego działu, który od początku określany jest w firmie jako „dziecko” wiceprezesa. – Jarek to mój najbardziej zaufany człowiek. I świetny menedżer. W zarządzaniu wskaźnikowym, w oparciu o dane i statystyki, jest zdecydowanie lepszy ode mnie. Dzięki temu mogę się bardziej skupić na obowiązkach właścicielskich czy inwestycjach. Bo o „słupki” jestem spokojny – mówi Adam Chróścicki.

W serwisie blacharsko-lakierniczym znalazła także swoją nową lokalizację myjnia (wcześniej działająca w miejscu obecnej SKP) oraz recepcja wyjazdowa, służąca do wydawania samochodów klientom. Jedyny dział z prawdziwego zdarzenia, którego firmie brakuje, to salon sprzedaży aut używanych (aktualnie dealer sprzedaje głównie niewielkie ilości aut odebranych od klientów). Adam Chróścicki widzi jednak ten „niedostatek” i zapowiada, że będzie chciał to zmienić. – Naszym problemem zaczyna być niestety brak miejsca na działce. Jeśli tworzylibyśmy odrębny dział samochodów używanych, to potrzebny byłby dodatkowy plac. I mam już nawet pomysł, jak to zorganizować. Pamiętajmy jednak, że jesteśmy świeżo po kosztownej inwestycji w blacharnię. Chcemy sobie dać chwilę na złapanie oddechu – tłumaczy dealer.

 

Serwis z kobietą na czele

Intensywny rozwój dealerstwa powoduje, że w naturalny sposób rozrasta się jego załoga. – Parę lat temu pracowało u nas 27 osób. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ostatnio doliczyłem się ponad 50 – uśmiecha się Adam Chróścicki. A już na poważnie dopowiada, że przy takiej skali działania – i w tej branży, gdzie dealer pozostaje również przedstawicielem dużego koncernu – trzeba się z tym liczyć. – W każdym z działów potrzebuję raczej dodatkowych rąk do pracy, niż narzekam na przerost zatrudnienia. Samych mechaników zatrudniam obecnie ośmiu i każdy z nich naprawdę ma co robić. Podobnie jest w salonie, SKP, myjni czy w dziale blacharskim. Coraz więcej zadań do „obrabiania” ma też dział obsługi klienta. A nie muszę mówić, jak ciężko teraz o dobrego pracownika – tłumaczy prezes AMS Chróścicki. Nawet do utrzymania czystości pomieszczeń w budynkach firma potrzebuje dzisiaj na stałe dwóch osób.

Bardzo istotną rolę w załodze firmy AMS Chróścicki odgrywa płeć piękna. Szefową, a nie szefa, posiada serwis mechaniczny. Z kolei w dziale obsługi klienta pracują wyłącznie kobiety

 

Jako ciekawostkę warto dodać, że szefem serwisu mechanicznego w firmie Chróścicki jest kobieta – Katarzyna Orzyłowska-Bojar. I jak zapewnia Adam Chróścicki, radzi sobie ona z męską załogą wzorowo. – Swój autorytet buduje nie tylko osobowością, ale wiedzą i wieloletnim doświadczeniem, bo do firmy przyjmował ją jeszcze mój ojciec. Uważam, że to jeden z najlepszych szefów serwisu w sieci Renault – przekonuje dealer. Z kolei w biurze obsługi klienta pracują wyłącznie kobiety. – I sprawdzają się tak dobrze, że na pewno nie będę tego zmieniał. Uważam, że co do zasady kobiety mają zdecydowanie lepszą podzielność uwagi niż mężczyźni, mogą robić więcej rzeczy na raz – choćby rozmawiać przez telefon i wypełniać „papiery”. W tej pracy to akurat bardzo przydatna cecha – ocenia Chróścicki. Jego zdaniem dział obsługi klienta to zresztą dość specyficzne miejsce, w którym nie każdy się odnajdzie, natomiast znaczenie tej komórki jest dla dealerstwa po prostu nie do przecenienia. – To praca z ludźmi, nie zawsze łatwa i przyjemna. Trzeba mieć do tego odpowiednie cechy osobowościowe. I zwyczajnie to lubić. Jakiś czas temu mieliśmy przypadek, gdy zatrudniliśmy w biurze młodego chłopaka. Wyraźnie tam nie pasował. Zamiast go zwalniać, postanowiłem dać szansę w dziale „elektryczno-montażowym”. Facet się odnalazł! Zamiast męczyć się w biurze obsługi, został świetnym pracownikiem technicznym – opowiada dealer.

 

Własną drogą

Jak wyglądają najbliższe plany dealera? Nie są one raczej związane z dodatkową marką, głównie z uwagi na to, że wszystkie marki wolumenowe – właściwie poza Nissanem – już w Siedlcach są. – Brakuje marek premium, ale też choćby Mazdy, która do premium aspiruje. Pytanie, czy rynek siedlecki jest dzisiaj dla któregoś z tych brandów wystarczająco atrakcyjny. Moim zdaniem chyba nie – uważa Adam Chróścicki. Dane rejestracyjne zdają się potwierdzać tę ocenę. W 2017 r. w dawnym województwie siedleckim zarejestrowano niespełna 3,5 tys. nowych aut osobowych i dostawczych do 3,5 t. Dla porównania w niewiele większym pod względem ludnościowym „starym” kaliskim (gdzie są już obecnie wszystkie cztery główne marki premium), liczba rejestracji sięgnęła w tym czasie ponad 6,5 tys. aut.

Główny cel na najbliższe miesiące to przede wszystkim „zwiększanie” mocy przerobowej i potencjału nowo otwartej blacharni-lakierni. Jeśli chodzi o mniejsze inwestycje, firma chce niebawem otworzyć dział call center (biuro pod ten dział zostało już praktycznie przygotowane), a w nieco dalszej perspektywie pojawia się na horyzoncie chęć uruchomienia profesjonalnego działu „używek”. Bardzo ambitny jest za to cel sprzedażowy AMS Chróścicki na 2018 rok: zdecydowane „złamanie” granicy 800 nowych samochodów.

Adam Chróścicki chce iść w biznesie dealerskim własną drogą. I rozwijać model firmy rodzinnej, którą każdy pracownik ma traktować jak swoją. Stąd bierze się też odwaga w dawaniu załodze sporej autonomii w tym co robi, a także zauważalna niechęć do korporacyjnego stylu zarządzania. – Duże znaczenie w tym, do czego doszliśmy, ma właśnie sposób, w jaki podchodzimy do prowadzenia tego interesu. To, że jestem cały czas na miejscu. I że nie siedzę w gabinecie, tylko wszędzie mnie pełno. Wiem, co dzieje się na każdym podnośniku i przy każdym biurku, ale zgadza się – dopóki idzie dobrze, staram się nie wtrącać – mówi dealer. A po chwili dodaje coś jeszcze. Coś, bez czego – jak sam podkreśla – nie udałoby się nic. – Mam szczęście do ludzi. Po prostu. Bo na końcu to ludzie decydują o sukcesie albo porażce. My na razie wygrywamy – podsumowuje Chróśckicki.

 

 

AMS Chróścicki

Najstarszy dealer samochodowy w Siedlcach. Od 1991 r. związany z marką Renault, zaś od 2004 r. również z Dacią. Początki firmy sięgają 1979 r., kiedy Marian Chróścicki (wspólnie ze swoim ojcem) otworzył nieduży warsztat mechaniczny w Węgrowie (serwis – już jako odrębny podmiot – działa do dziś). Od 2004 r. prezesem AMS Chróścicki jest jego syn Adam. Obecnie dealerstwo realizuje pełną obsługę posprzedażną (z uruchomioną w 2018 r. blacharnią-lakiernią), a także SKP. W 2017 r. dealer sprzedał ponad 700 nowych samochodów.