Reguła „Made in Europe” już od jakiegoś czasu jest jednym z ważniejszych tematów poruszanych przez branżę motoryzacyjną, a lokalni producenci coraz głośniej domagają się od Brukseli konkretnych działań w tym zakresie. 12 czerwca grupy Volkswagen, Renault oraz Stellantis wystosowały wspólny list do Parlamentu Europejskiego, w którym apelują o wdrożenie nowych przepisów. Jakich?
Zdaniem autorów listu 70 proc. nowych samochodów sprzedawanych na terenie UE powinno mieć przynajmniej w 70 proc. europejskie pochodzenie, poprzez które należałoby rozumieć prace inżynieryjne, pełny łańcuch produkcji pojazdu oraz wytwarzanie części.
W apelu do PE przedstawiciele sektora wskazują, że branża stoi przed „niespotykanym dotąd wyzwaniem w zakresie swojej konkurencyjności ze względu na znaczne luki technologiczne w obszarach strategicznych, silną globalną presję konkurencyjną oraz stale wysokie koszty energii, produkcji i regulacji”.
Plany wzmocnienia produkcji w regionie nie przeszły bez echa wśród zagranicznych graczy. Podczas kongresu Automotive News Europe dyrektor zarządzający Toyota Europe Yoshihiro Nakata zasugerował, by kraje takie jak Japonia, Wielka Brytania czy Turcja były traktowane tak jak kraje UE w kontekście nowych propozycji.
Na zaostrzenie zasad dotyczących lokalizacji produkcji szykują się także chińscy producenci, którzy badają różne sposoby pozwalające skutecznie wytwarzać na miejscu. BYD, które planuje otworzyć zakład na Węgrzech przed końcem roku, szuka już miejsca pod kolejną fabrykę. Przedstawiciele marki wskazują jednak, że preferowanym rozwiązaniem byłoby przejęcie istniejącego już zakładu, bo w obecnych warunkach inwestycja greenfield wymagałaby zbyt wiele czasu.
Plany budowy pierwszego europejskiego zakładu ogłosił w czerwcu także SAIC (do którego należy marka MG) – fabryka producenta ma powstać w hiszpańskiej Galicji, a jej moce produkcyjne wyniosą 120 tys. aut rocznie.
Wielu innych producentów szuka z kolei możliwości ulokowania własnej produkcji w fabrykach firm już na Starym Kontynencie obecnych, korzystając z faktu, że wiele placówek nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości. Na takie rozwiązania stawiają (bądź je rozważają) m.in. Chery, Geely czy Leapmotor, choć lista chętnych jest znacznie dłuższa.
Nie wiadomo jednak, czy postulaty europejskich producentów znajdą odzwierciedlenie w przyszłych regulacjach. Do tego czasu branża musi uzbroić się w cierpliwość.


