Ubiegły miesiąc potwierdził to, z czego zdaje sobie sprawę większość przedstawicieli branży – polski rynek nowych aut pewnie zmierza w stronę wolumenowego rekordu, a jedynym znakiem zapytania jest dziś skala wzrostów.
W lipcu nie zawiódł ani segment pojazdów osobowych, który poprawił wynik o 11,8 proc. do 56 tys. szt., ani dostawczaki – 6,2 tys. pojazdów to o 12 proc. więcej niż przed rokiem. Gorzej radzą sobie natomiast samochody w pełni elektryczne, bo udział w rynku na poziomie 4,2 proc. stanowi krok w tył w stosunku do czerwca (5,1 proc.).
Branżowym liderem w zeszłym miesiącu została Toyota. Japoński producent zarejestrował 7,3 tys. aut osobowych (-7,12 proc.), utrzymując bezpieczną (choć malejącą) przewagę nad Skodą (5,9 tys.; +9,25 proc.). Dobrze radził sobie Volkswagen, który zanotował największy wzrost w TOP10, dostarczając niemal 4,8 tys. osobówek (+22,71 proc.).
Do wolumenów osiąganych przez lipcowych „medalistów” nie zbliżył się żaden z konkurentów, a granicę 3 tys. szt. przekroczyły wyłącznie Kia (3,1 tys.; +17,4 proc.) oraz BMW (3 tys.; +7,55 proc.). Producent z Bawarii powiększył dystans nad głównymi rywalami, którzy w lipcu zgodnie zanotowali spadki – Mercedes o 7,13 proc. (do 2,6 tys. szt.), zaś Audi – aż o 10,36 proc. (do 2,2 tys. szt.). W rezultacie marka premium należąca do Grupy Volkswagen musiała uznać wyższość nie tylko Hyundaia (2,4 tys.; +20,72 proc.), ale także Dacii (2,4 tys.; +17,29 proc.). Czołową dziesiątkę uzupełniło Volvo (1,7 tys.; +6,41 proc.), które musi jednak bronić się przed atakami brandów z niższych pozycji.
Z rekordowych wyników uzyskanych przez branżę w lipcu nie może cieszyć się Ford, który w zeszłym miesiącu zanotował kolejny spadek – tym razem przeszło 20-proc. (1,2 tys.). Niemal 80-proc. załamanie zaliczyła ponadto Tesla – 47 pojazdów dostarczonych w lipcu mogłoby się wydawać zawstydzającym wynikiem, nie jest jednak tajemnicą, że specyficzny system dostaw producenta sprawia, że cząstkowe rezultaty Tesli często bywają niemiarodajne – dość powiedzieć, że w czerwcu firma notowała wysokie wzrosty.
Dość nieoczekiwanie duże problemy w analizowanym okresie miały także Nissan (367 szt.; -38,63 proc.), Citroën (641 szt.; -35,77 proc.) oraz Opel (757 szt.; -17,54 proc.). Słabe wyniki Citroëna i Opla rekompensowały jednak w Grupie Stellantis potężne wzrosty Peugeota (1,3 tys.; +65 proc.), Fiata (438 szt.; +34,36 proc.) oraz Jeepa (308 szt.; +41,28 proc.). Dynamikę rozwoju z poprzednich miesięcy utrzymała Mazda (739 szt.; +75,95 proc.), która wraca do normalności po roku 2025.
Największymi wygranymi w ubiegłym miesiącu były jednak ponownie chińskie marki, które w lipcu odpowiadały już za 15,5 proc. rejestracji nowych samochodów. W sumie w dwudziestce najpopularniejszych marek znalazło się aż sześciu przedstawicieli Państwa Środka: MG (1,6 tys.; +15,68 proc.), BYD (1,3 tys.; +109,2 proc.), Chery (1,1 tys.; +3713 proc.), Omoda (1,1 tys.; +55,08 proc.), BAIC (1 tys.; +77,66 proc.) oraz Jaecoo (996 szt.; +107,1 proc.). 20-proc. miesięczny udział chińskich producentów przed końcem roku? Nie można wykluczyć.



