Wydarzenia

współpraca:

Dealerski Przegląd Prasy: Jaka będzie przyszłość aut na prąd?

W dzisiejszym Przeglądzie Prasy wiele miejsca zajmują informacje dotyczące elektromobilności. Wirtualny Nowy Przemysł pisze, że jak dotąd niewiele firm decyduje się na „elektryki”. Z raportu „Barometr Elektromobilności 2018” opublikowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych wynika, że 17 proc. Polaków rozważa zakup samochodu elektrycznego w ciągu najbliższych trzech lat. To o blisko 5 proc. więcej niż w 2017 roku. Jednocześnie w artykule czytamy, że tylko 4 proc. badanych firm planuje zakup auta elektrycznego, a 6 proc. – hybrydy.

O rozwoju elektromobilności rozmawiali też uczestnicy panelu dyskusyjnego, który odbył się w warszawskim Volkswagen Home. Jak zauważył dyrektor marki Volkswagen w Polsce Łukasz Zadworny, w ostatnich 12 miesiącach cena pojazdów elektrycznych uległa drastycznej zmianie. „Już dzisiaj można powiedzieć, że koszty utrzymania takiego samochodu są o około 30 proc. niższe niż w przypadku modeli z silnikiem spalinowym” – mówił Zadworny.

Tymczasem „Rzeczpospolita” pisze, że zgodnie z lipcowym rozporządzeniem Ministra Energii każdy punkt ładowania aut elektrycznych musi zostać formalnie dopuszczony do eksploatacji i przebadany przez Urząd Dozoru Technicznego. Za użytkowanie go bez odpowiedniej zgody grozi wysoka grzywna.

Wirtualny Nowy Przemysł: Niewiele firm wybiera pojazdy elektryczne

Z raportu „Barometr Elektromobilności 2018” opublikowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych wynika, że 17 proc. Polaków rozważa zakup samochodu elektrycznego w ciągu najbliższych trzech lat. To o blisko 5 p. proc. więcej niż w 2017 roku. Jednocześnie w artykule czytamy, że tylko 4 proc. badanych firm planuje zakup auta elektrycznego, a 6 proc. – hybrydy.„Leasing Index potwierdza, że na rynku brakuje narzędzi, które wspierałyby rozwój elektromobilności. 41 proc. małych przedsiębiorstw zainteresowanych zakupem ekologicznego sprzętu lub pojazdu stwierdza, że prawdopodobnie skorzystałaby z leasingu. Zdecydowanie takie prawdopodobieństwo określa 22 proc. firm zamierzających dokonać zakupu ekologicznego sprzętu lub pojazdu” – relacjonuje Wirtualny Nowy Przemysł. – Wniosek jest prosty: chcielibyśmy jeździć autami elektrycznymi, ale w firmach, które nie mogą kierować się emocjami, a dbałością o swój rozwój, jest to wciąż za drogie. Wyniki badań PSPA wskazują, że na popularyzację elektromobilności wpłynąłby spadek cen o ok. 35-48 proc. To nierealne: produkcja takich aut stałaby się bowiem nieopłacalna – zaznacza Tomasz Jąder, prezes zarządu Santander Leasing.

Interia, Wirtualny Nowy Przemysł: „Elektryki” będą dostępne dla każdego?

W warszawskim Volkswagen Home odbył się panel dyskusyjny dotyczący elektromobilności. Interia informuje, że zaproszeni eksperci poruszyli problemy wpływu motoryzacji na środowisko oraz tego, na ile jesteśmy w stanie go zmniejszyć. W panelu dyskusyjnym wzięli udział dr inż. Anna Skarbek-Żabkin, współzałożycielka Forum Elektromobilności, Maciej Mazur, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych oraz Łukasz Zadworny, dyrektor marki Volkswagen. Według ekspertów obecnych na panelu, pojazd elektryczny, biorąc pod uwagę cały cykl produkcyjny i eksploatacyjny, będzie odpowiadał za 25 proc. mniej emisji CO2, niż takie samo auto z silnikiem Diesla.

Auta elektryczne wciąż są znacznie droższe od spalinowych. Jak jednak zauważył dyrektor marki Volkswagen w Polsce Łukasz Zadworny, „w ostatnich 12 miesiącach cena pojazdów elektrycznych uległa drastycznej zmianie”. „Już dzisiaj można powiedzieć, że koszty utrzymania takiego samochodu są o około 30 proc. niższe, niż w przypadku modeli z silnikiem spalinowym. Jeśli do tego dodamy kwestię obniżenia kosztów technologii w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a także możliwość ładowania baterii w domu w nocy, kiedy taryfa za prąd jest niższa, samochody elektryczne naprawdę będą dostępne dla każdego” – mówił Zadworny.

interia.plwnp.pl

„Rzeczpospolita”: Ładowarki do badania

Zgodnie z nowym rozporządzeniem Ministra Energii szybkie ładowarki przed rozpoczęciem pracy muszą zostać przebadane przez Urząd Dozoru Technicznego – informuje „Rzeczpospolita”. Za użytkowanie punktu ładowania bez odpowiedniej zgody grozi wysoka grzywna. Zanim stacja będzie mogła formalnie ruszyć, należy zgłosić wniosek do odpowiedniego urzędu w celu dokonania oględzin aparatury. Maciej Zagrobelny, rzecznik prasowy Urzędu Dozoru Technicznego wyjaśnia, że badanie techniczne należy obowiązkowo przeprowadzić nie tylko przed oddaniem urządzenia do eksploatacji, ale po każdej naprawie, modernizacji czy zmianie miejsca zainstalowania. „Według informacji podanych przez portal wysokienapięcie. pl, na dzień dobry UDT zainkasuje 854,30 zł. Na tyle wycenione zostało dokonanie badań urządzenia ładującego. Warto pamiętać, że jest ono obowiązkowe dla każdej ładowarki. Dotyczy to również małych punktów przy sklepach, hotelach, parkingach czy w garażach. Co więcej, przy jej naprawie czy modernizacji trzeba każdorazowo wezwać urzędnika z UDT. To ciągnie za sobą kolejne koszty – około 170 zł za godzinę (maksymalny czas, jakim można obciążyć właściciela to pięć godzin). Za to brak odpowiedniej pieczątki może grozić grzywną nawet do 100 tys. zł” – czytamy w dzienniku.

Dziennik informuje dalej, że zgodnie z rozporządzeniem Ministra Energii z 15 lipca 2019 r. wnioski dotyczące badań punktów ładowania można składać do UDT od 30 lipca 2019 roku. – Jeśli się okaże, że przesłana dokumentacja jest niekompletna lub na etapie weryfikacji załączników zostaną stwierdzone niezgodności, wnioskujący zostaje poinformowany o konieczności uzupełnienia dokumentów. Kluczowym momentem, który wpływa na czas oczekiwania na badanie jest zatem złożenie kompletnego wniosku wraz z dokumentacją – dodaje Zagrobelny. Jeśli chodzi o punkty ładowania, których budowa została rozpoczęta przed wprowadzeniem rozporządzenia, to – jak czytamy w artykule – w ciągu 12 miesięcy od dnia wejścia w życie rozporządzenia trzeba dostosować je do wymagań określonych w ustawie oraz w rozporządzeniu, a także złożyć do UDT wniosek o przeprowadzenie badania zezwalającego na ich dalszą eksploatację.

Automotive News: Producenci mają problem z WLTP

Od 1 września wszystkie nowe samochody osobowe sprzedawane w Europie muszą zostać ponownie certyfikowane zgodnie ze zaktualizowanymi parametrami procedury WLTP. Według badania Automobilwoche, o którym pisze Automotive News, niektóre marki, takie jak Volkswagen, Audi i Nissan, mogą nie być w pełni gotowe na wprowadzenie nowych testów. „Z nielicznymi wyjątkami, wszystkie kombinacje przekładni silnikowych będą [certyfikowane] zgodnie z nową normą emisji spalin Euro 6d-TEMP EVAP-ISC. Pozostałe zostaną wprowadzone w następnych tygodniach” – poinformował Volkswagen w oświadczeniu. W artykule czytamy, że dział pojazdów użytkowych VW jest mniej przygotowany na zmiany. Tylko 33 procent wariantów przekładni silnikowych uzyskało certyfikat na początku tego miesiąca. „Będą tymczasowe ograniczenia” – powiedział rzecznik firmy. Oczekuje się, że będą one obejmować VW Craftera, który nie będzie dostępny we wszystkich konfiguracjach do 2020 roku – informuje Automotive News.

Serwis wskazuje, że dealerzy ucierpieli w tym roku z powodu opóźnień w dostawach nowych pojazdów. – Od miesięcy odczuwamy zakłócenia. Nie można było oferować ważnych modeli objętościowych lub były one [dostępne] tylko w bardzo ograniczonej podaży. Klienci, którzy w rezultacie migrowali do innych marek, zostali utraceni na lata – powiedział Timm Moll, szef Grupy Moll, która specjalizuje się w sprzedaży modeli Grupy VW. Na początku tego roku VW poinformował, że nie może wykluczyć tymczasowych „wąskich gardeł” podaży w drugiej połowie 2019 r.

Newseria: Auta z Wielkiej Brytanii z wyższym ubezpieczeniem

Newseria pisze, że połowa aut sprowadzanych z zagranicy do Polski pochodzi z Niemiec. 10 proc. importu stanowią auta z Wielkiej Brytanii, w tym tzw. angliki, czyli z kierownicą po prawej stronie. Ubezpieczenie w Polsce takich pojazdów może być znacznie droższe niż standardowych. Wyższa składka ubezpieczenia OC czy AC wynika z faktu, że ubezpieczyciele uwzględniają większe ryzyko związane z prowadzeniem auta z kierownicą po prawej stronie i naliczają wyższe składki. – Gorzej czujemy gabaryty samochodu, czujemy się mniej komfortowo, a z perspektywy ubezpieczyciela w przypadku stłuczki kwoty odszkodowań są po prostu dużo większe, co znajduje niestety swoje odzwierciedlenie w składkach. Jak wynika z naszego porównania, osoba, która nie miała żadnej historii szkodowej, może ubezpieczyć 10-letni samochód klasy średniej za 790 zł. Dokładnie to samo ubezpieczenie OC dla „anglika” kosztowałoby ponad 2 tys. zł – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Popielski, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Porówneo. pl.

Wirtualny Nowy Przemysł: Brexit uderzy w motoryzację

Wirtualny Nowy Przemysł analizuje, że brexit, szczególnie ten bez umowy, może bardzo mocno wpłynąć na motoryzację. Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych wskazuje, że odkąd Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem z Unii Europejskiej, strony dążą do ustalenia zasad brexitu. Na niepewną przyszłość reagują kolejni producenci aut. Honda zapowiedziała zamknięcie swojej fabryki w Wielkiej Brytanii, podobnie jak Ford. Drastycznie ograniczane są także nowe inwestycje i zapowiadane zwolnienia. – Jeżeli dojdzie do twardego brexitu, a jest to obecnie wysoce prawdopodobne, to odbije się to niekorzystnie na całym europejskim przemyśle motoryzacyjnym i nie jest żadnym pocieszeniem, że bardziej jednak odczują go Brytyjczycy, którzy stracą dostęp do jednolitego rynku – zaznacza Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. W dalszej części artykułu czytamy, że opóźnienia na granicach spowodowane brakiem porozumienia i wpływające na dostawy „just in time” według danych brytyjskiego motoryzacyjnego stowarzyszenia SMMT będą samą motoryzację w Wielkiej Brytanii kosztowały 70 milionów funtów dziennie.