Wydarzenia

współpraca:

Dealerski Przegląd Prasy: Za późno na polskiego „elektryka”

Produkcja polskiego samochodu elektrycznego ma ruszyć na przełomie 2022 i 2023 roku – to oficjalne zapowiedzi firmy ElectroMobility Poland. To trochę późno, biorąc pod uwagę, że według rządowego Planu Rozwoju Elektromobilności już dwa lata później – w 2025 roku – po polskich drogach ma jeździć milion samochodów elektrycznych… W co zresztą nikt już raczej nie wierzy. Tymczasem serwis Newseria przytacza badania, że statystyczny Polak za miejskie auto elektryczne gotów jest zapłacić około 60 tys. zł i zadowoli go zasięg na poziomie co najmniej 150 km.

Mercedes-Benz uruchamia w Polsce program sprzedaży certyfikowanych samochodów używanych. Jego nazwa to „Mercedes-Benz Certified – Samochody Używane”. Każdy z pojazdów objętych programem może mieć maksymalnie 6 lat (od daty pierwszej rejestracji) i przebieg do 150 tys. km. Do programu przystąpiło na razie 8 dealerów.

Auta Volvo produkowane od maja będą wyposażone w nowy system umożliwiający komunikację między samochodami. „Pojazdy tej marki będą automatycznie ostrzegały się przed śliską nawierzchnią oraz przed innymi niebezpiecznymi lub nietypowymi sytuacjami na drodze” – pisze Interia.

Newseria: Polskie auto elektryczne. Czy uda się je zbudować?

Na przełomie 2022 i 2023 roku ma ruszyć produkcja polskich samochodów elektrycznych – zapowiada spółka ElectroMobility Poland. „Powstanie całkowicie polskiego samochodu elektrycznego postrzegane jest jako jedna z głównych szans na realizację rządowego Planu Rozwoju Elektromobilności. Zakłada on, że do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć milion aut elektrycznych. Żeby jednak to się udało, auta elektryczne muszą stać się przystępne cenowo, a polski model musi się wstrzelić w najpopularniejsze gusta konsumenckie w kraju” – czytamy w artykule opublikowanym przez serwis Newseria .pl. Tymczasem z badań Kantar TNS wynika, że statystyczny Polak za miejskie auto elektryczne gotów jest zapłacić około 60 tys. zł i zadowoli go zasięg na poziomie co najmniej 150 km. Ważnym aspektem jest to, by było ono produkowane w Polsce i mogło pomieścić 4 osoby. Jak na razie w polskiej sieci dealerskiej nie ma auta cechującego się takimi parametrami. Renault Twizy kosztuje od 33,9 tys. zł, ale to model dwuosobowy. Technicznie założenia te spełniałby dopiero ZOE, ale jego koszt to minimum 133,9 tys. zł.

„Menadżer Floty”: Mercedes-Benz z programem certyfikowanych samochodów używanych

Mercedes-Benz uruchamia w Polsce program sprzedaży certyfikowanych samochodów używanych. Jego nazwa to „Mercedes-Benz Certified – Samochody Używane”. „Każdy z pojazdów objętych programem może mieć maksymalnie 6 lat (od daty pierwszej rejestracji) i przebieg do 150 000 km. Wszystkie certyfikowane używane Mercedesy łączy jedna główna cecha: gwarantowana jakość, w tym skontrolowany stan techniczny i zweryfikowany przebieg wraz z udokumentowaną historią. Przegląd okresowy dla każdego egzemplarza ma ważność minimum 3 miesiące (lub 3000 km). Co więcej, na oferowane samochody obowiązuje minimum 24-miesięczna gwarancja (z możliwością przedłużenia), która w przypadku odsprzedaży przechodzi na nowego właściciela” – czytamy w artykule opublikowanym przez serwis Menadżer Floty.

Pojazdy objęte nowym programem oferuje na razie 8 dealerów Mercedes-Benz w Polsce: Mercedes-Benz Warszawa, Mercedes-Benz Sosnowiec, Auto Idea Białystok, Auto Studio Łódź, Duda-Cars Poznań, MB Motors Poznań, Grupa Wróbel Wrocław, BMG Goworowski Gdynia. – Mercedes-Benz Certified to zharmonizowany i profesjonalny program sprzedaży samochodów używanych wraz z elastycznym programem wymiany aut, scalający pozostałe działy naszej organizacji, tj.: salon samochodów nowych, serwis mechaniczny i blacharski, dział części oraz ubezpieczeń i finansowania. Dlatego zależy nam, aby Mercedes-Benz Certified stał się ekskluzywnym przedsionkiem do zakupu w przyszłości także nowych pojazdów – powiedział Arkadiusz Kilijańczyk, dyrektor sprzedaży samochodów używanych w salonie Auto Idea.

Interia: Za jakie auta płaci się najniższe OC?

Interia analizuje aktualne ceny polis OC. „Średnia cena ubezpieczenia OC w I kwartale 2019 r. wyniosła 692 zł i była o 6,2% niższa niż przed rokiem. Najmniej za polisę płacili właściciele aut elektrycznych. Z najwyższymi składkami musieli liczyć się kierowcy aut o największej pojemności silnika oraz ci, którzy spowodowali jedną lub więcej szkód” – czytamy w artykule.

Najnowszy raport porównywarki RanKING, na którym opiera się Interia, wskazuje, że początek roku przyniósł kolejne obniżki cen OC.

Kierowcy, którzy w I kwartale 2019 r. deklarowali, że z ich ostatniej polisy OC była likwidowana jedna szkoda, płacili za obowiązkowe ubezpieczenie średnio o 51,3 proc. więcej niż osoby z bezszkodową historią OC. Koszt polisy dla sprawców dwóch szkód był już znacznie wyższy. Kierowcy, którzy spowodowali trzy szkody, płacili natomiast za OC aż o 204 proc. więcej od kierowców deklarujących brak szkód.

Samar: Elektryki na kursie kolizyjnym

„Rośnie udział samochodów elektrycznych w wypadkach i kolizjach drogowych. Zdaniem ekspertów DNB Bank Polska taki stan rzeczy może wynikać ze zbyt dużej liczby udogodnień technologicznych, które powodują, że kierowcy tracą czujność” – czytamy w artykule opublikowanym na stronie Instytutu Samar. W Norwegii udział aut elektrycznych w wypadkach i kolizjach drogowych wynosił 34,15 proc. W przypadku hybryd było to 30,58 proc., samochodów napędzanych benzyną 20,75 proc., a aut z silnikiem Diesla – blisko 28 proc. – Ze względu na to, że Norwegia jest modelowym przykładem rozwoju elektromobilności, warto przeanalizować, gdzie leży przyczyna tych zaskakujących danych. Większość samochodów elektrycznych i hybrydowych ma tak dobre przyspieszenie, że może ono sprawiać kłopot wielu kierowcom. Można powiedzieć, że w warunkach miejskich mają one lepsze osiągi niż większość przeciętnych aut spalinowych. Ponadto samochody elektryczne najczęściej spotyka się w miastach, gdzie naturalnie występuje większe ryzyko kolizji – mówi Olga Plewicka, ekspert ds. sektora motoryzacyjnego, DNB Bank Polska.

„Puls Biznesu”: Lotus jak feniks z popiołów

„Słynna brytyjska marka samochodów sportowych i wyścigowych potwierdziła pierwszy nowy model od ponad dekady. Auto będzie napędzane gotówką z Chin” – pisze „Puls Biznesu”. Marka przebywa w rodzaju uśpienia od 2008 roku – ale już wkrótce ma się to zmienić. Zwiastunem zmian ma być obecność Lotusa na targach motoryzacyjnych w Szanghaju. Potwierdzono tam pracę nad nowym modelem, który ma być pierwszym produktem Lotusa napędzanym energią elektryczną. Możliwe to jest dlatego, że Lotus znalazł chińskiego inwestora – dwa lata temu pakiet kontrolny w marce wykupił chiński koncern Geely, właściciel Volvo. „Lotus sprzedał w zeszłym roku na świecie zaledwie 1630 samochodów. Klienci potrzebują nowości w trochę zakurzonej ofercie. Menedżerowie zdają sobie z tego sprawę i w oczekiwaniu na powiew świeżości proponują nową wersję every z dodatkiem „GT410” w nazwie. Auto ma pod maską silnik V6 o pojemności 3,5 litra i mocy 400 koni mechanicznych. Pierwszą setkę na liczniku osiąga po nieco ponad czterech sekundach i rozpędza się do 280 km/h. Dostępne będzie tylko w Chinach w cenie sięgającej 145 tys. USD” – czytamy w artykule.

więcej Puls Biznesu z 18.4 str. 16

Interia: Samochody Volvo będą się komunikować

Nowe rozwiązanie bazuje na chmurze informatycznej gromadzącej dane ze wszystkich aut Volvo, które są z nią połączone. „Przed wprowadzeniem tego rozwiązania w całej Europie, już od 2016 roku było ono testowane w Szwecji i Norwegii. W tych krajach samochody naszej marki ostrzegały się nawzajem przed wystąpieniem śliskiej nawierzchni oraz o włączeniu świateł awaryjnych. Począwszy od nowego roku modelowego 2020, którego produkcja ruszy pod koniec kwietnia, ta funkcja będzie standardem we wszystkich Volvo sprzedawanych w Europie. Będzie można w nią wyposażyć wybrane modele wyprodukowane po 2016 roku, bazujące na platformie SPA i CMA” – czytamy w artykule.

Volvo wzywa do adaptacji podobnych systemów innych producentów aut. Celem projektu ma być podniesienie bezpieczeństwa na drogach. – Więcej aut wpiętych do wspólnego systemu oznacza większą skuteczność jego działania. Dążymy do tego, by pozyskiwać kolejnych partnerów w tym projekcie – powiedziała Malin Ekholm, kierująca Centrum Bezpieczeństwa Volvo Cars.

Wirtualne Media: Hubert Niedzielski szefem PR Volkswagena

Hubert Niedzielski, od 4 lat związany z Volkswagen Group Polska, objął stanowisko kierownika ds. PR marki Volkswagen. Wcześniej funkcję tę pełnił Tomasz Tonder, obecnie dyrektor PR i corporate affairs w firmie – podaje serwis Wirtualne Media. Hubert Niedzielski w Volkswagen Group Polska pracuje od 2015 r. Wcześniej zajmował stanowisko product managera, zaś ostatnio specjalisty ds. komunikacji w zespole PR marki Skoda.