Wydarzenia

współpraca:

Dealerski Przegląd Prasy: Dealerów Suzuki czekają zmiany

Dzisiejszy „Dealerski Przegląd Prasy” zaczynamy od wywiadu, jaki „Puls Biznesu” przeprowadził z Piotrem Dulnikiem, nowym prezesem Suzuki Motor Poland, który opowiada o planach zmian dotyczących również sieci dealerskiej. – Co prawda nie przewiduję zmniejszenia sieci, ale z obecnych 52 punktów dealerskich chcę wymienić cztery, może pięć. (…) Wymienimy tych dealerów, którzy nie gwarantują nam sukcesu. Nie mogę pozwalać na to, że gdy rynek rośnie i zmienia się gama modelowa, niektórzy dealerzy pozostają mało efektywni i nie wykorzystują tego potencjału. Sieć dealerską czekają też zmiany wizualne. Chcemy zunifikować nasze salony w całej Polsce pod względem architektonicznym – zapowiada nowy szef Suzuki Motor Poland.

„Dziennik Gazeta Prawna” informuje, że najprawdopodobniej wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności znów się opóźni. Wszystko za sprawą sektora bankowego, który alarmuje, że część banków potrzebuje więcej czasu na wdrożenie zmian. – Kompromisowym rozwiązaniem wydaje się być 1 lipca przyszłego roku i najprawdopodobniej taka właśnie poprawka do ustawy zostanie zgłoszona w Senacie. Ostateczna decyzja zapadnie w najbliższych dniach – twierdzi informator „DGP” z Ministerstwa Finansów.

Tymczasem „Rzeczpospolita” donosi o problemach na linii Grupa PSA – General Motors po sprzedaży Opla. W artykule czytamy, że PSA uważa, że GM przedstawił jej fałszywy obraz sprawy emisji spalin Opla.  „Francuska grupa poinformowała GM, że ocenia na ponad 500 mln euro sumę jaką Amerykanie powinni jej zwrócić i zamierza wszcząć postępowanie prawne ubiegania się o te pieniądze” – pisze dziennik.
 

„Puls Biznesu”: Idą zmiany w Suzuki

„Puls Biznesu” publikuje wywiad z Piotrem Dulnikiem, nowym prezesem Suzuki Motor Poland. Dziennik zauważa, że przedstawicielstwa japońskich firm motoryzacyjnych rzadko są zarządzane przez lokalnych menedżerów. – Pomysł przekazania zarządu lokalnym menedżerom pojawił się w Suzuki mniej więcej dwa lata temu. Zmiana została zaproponowana przez ówczesnego szefa firmy, pana Osamu Suzuki. Zauważył, że chociaż Japończycy oddelegowani na inne rynki szybko uczą się języków i doskonale rozumieją, co się do nich mówi, to nie do końca rozumieją ludzi. Od tamtej pory idea zmian zaczęła kiełkować – mówi Dulnik. I tłumaczy, że jednym z argumentów przemawiających za zmianą w Polsce były wyniki sprzedaży i szybkość ich wzrostu. – W 2013 r. sprzedaliśmy 5,8 tys. samochodów, a w 2018 r. prognozujemy przekroczenie 10 tys. Polska jest dziś w czołówce europejskiej sprzedaży koncernu. Pod uwagę brano również rentowność. Ważne były także wyniki wewnętrznych audytów, przeprowadzanych przez Suzuki we wszystkich oddziałach. A tu mamy się czym pochwalić – uzyskaliśmy jeden z najlepszych wyników na świecie. Myślę, że uwzględniono również udział rynkowy. Do Suzuki należy 2 proc. polskiego rynku, podczas gdy średnia europejska do 1,2 proc. Poza Polską stanowiska prezesów pozwolono objąć lokalnym menedżerom jeszcze tylko w Austrii, Hiszpanii i we Włoszech – wskazuje rozmówca dziennika. Zapowiada jednocześnie, że planuje zmiany organizacyjne. – Nie zamierzam zmniejszać zespołu. Chcę, żeby nasza kadra była bardziej zmotywowana i jeszcze lepiej przygotowana merytorycznie. Plan na przyszły rok zakłada sprzedaż ponad 10 tys. samochodów. By go zrealizować, potrzebuję wsparcia zespołu. Zamierzam inwestować w szkolenia. Pojawią się też nowe stanowiska, m.in. wsparcie dla dyrektora HR i nowy dyrektor do spraw sprzedaży – mówi Dulnik.

Zmiany sięgną też sieci dealerskiej Suzuki. – Co prawda nie przewiduję zmniejszenia sieci, ale z obecnych 52 punktów dealerskich chcę wymienić cztery, może pięć. Średnio na dealera przypada rocznie sprzedaż 175 aut. To niezły wynik, ale chciałbym doprowadzić do tego, by średnia przekroczyła 200 samochodów. Poza tym teraz spory jest rozstrzał wyników. Najlepszy dealer sprzedaje 600, najsłabszy 50 aut rocznie. I choć rentowność na dealera jest zadawalająca, to potrzebujemy większego obrotu. Wymienimy tych dealerów, którzy nie gwarantują nam sukcesu. Nie mogę pozwalać na to, że gdy rynek rośnie i zmienia się gama modelowa, niektórzy dealerzy pozostają mało efektywni i nie wykorzystują tego potencjału. Sieć dealerską czekają też zmiany wizualne. Chcemy zunifikować nasze salony w całej Polsce pod względem architektonicznym – mówi Dulnik.

ComplexPR: Co kupują floty?

ComplexPR informuje, że zgodnie z danymi, które zebrał Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego w raporcie za pierwsze trzy kwartały 2017 roku, liczba rejestracji nowych pojazdów na firmy wzrosła rok do roku o 20,7 proc. – nabywcy indywidualni wygenerowali w tym czasie wzrost na poziomie 10,5 proc. – Marki z segmentu premium cieszą się na naszym rynku rosnącym zainteresowaniem. W ciągu pierwszych trzech kwartałów liczba rejestracji samochodów luksusowych wzrosła o 24,1 proc. Klienci wybierają najczęściej małe i średnie SUV-y, które odnotowały wzrost zainteresowania o ponad 20 proc. – wyjaśnia Piotr Kurpiński, kierownik salonu Lexus-Żerań. Podkreśla on, że w segmencie premium większość samochodów kupowanych jest na firmę, a w prawie stu procentach przypadków klienci wspomagają się finansowaniem bankowym. – Najczęściej jest to klasyczny leasing, a w ostatnim czasie coraz większą popularnością cieszy się wynajem długoterminowy. Co ciekawe, ta ostania forma staje się również coraz ważniejszą formą finansowania nie tylko w przypadku aut służbowych, ale i o wiele tańszych prywatnych. Popularność tego rozwiązania jest prosta do wytłumaczenia. Można użytkować samochód, płacąc za usługę miesięczny abonament, coś na wzór abonamentu telefonicznego. Co więcej, w przypadku wyboru topowej wersji tej usługi użytkownik musi dbać tylko o zakup paliwa i płynu do spryskiwaczy – mówi Piotr Kurpiński.

ComplexPR  informuje też o sytuacji w Europie. Według danych płynących z rynku europejskiego, liczba rejestracji samochodów z ekologicznymi napędami wyniosła we wrześniu ponad 1,2 mln. Oznacza to wzrost rok do roku o 5,6 proc. W 2017 roku zarejestrowano łącznie prawie 13,2 mln samochodów AFV, co oznacza wzrost rok do roku na poziomie 3,6 proc. – podano w raporcie JATO Dynamics.

„Dziennik Gazeta Prawna”: Kolejne opóźnienie w podzielonej płatności

Split payment pierwotnie miał wystartować od 1 stycznia 2018 roku, potem mówiło się o kwietniu. Wygląda na to, że politycy przesuną termin wprowadzenia podzielonej płatności kolejny raz. – Chcemy wyjść naprzeciw oczekiwaniom banków, które twierdzą, że nie będą gotowe na wejście w życie split paymentu od kwietnia 2018 r. i prosiły o przesunięcie terminu na 1 stycznia 2019 r. Kompromisowym rozwiązaniem wydaje się być 1 lipca przyszłego roku i najprawdopodobniej taka właśnie poprawka do ustawy zostanie zgłoszona w Senacie. Ostateczna decyzja zapadnie w najbliższych dniach – twierdzi informator „DGP” z Ministerstwa Finansów. Dziennik wyjaśnia, że banki będą musiały założyć dla każdego przedsiębiorcy specjalny rachunek VAT. „Ma to się odbywać bez konieczności składania przez niego oddzielnego wniosku czy podpisywania dodatkowych umów. Na ten rachunek będą trafiały kwoty podatku od towarów i usług, jakie będą wpłacać kupujący towar (lub usługę) od przedsiębiorcy, i z tego rachunku będą płynąć płatności VAT z tytułu własnych zakupów. Banki muszą dodać nową funkcjonalność do swoich przelewów standardowych, która pozwoli na rozdzielenie płatności na kwotę netto (trafi na rachunek podstawowy sprzedawcy) i VAT (która trafi na rachunek VAT)” – czytamy.

więcej Dziennik Gazeta Prawna s. A3

„Dziennik Gazeta Prawna”: Idą problemy z restrukturyzacją spółek

Zdaniem ekspertów duża nowelizacja PIT, CIT i zryczałtowanego podatku dochodowego oznacza, że od 1 stycznia 2018 r. znacznie wzrośnie ryzyko podatkowe inwestycji związanych z przejmowaniem przedsiębiorstw i ich restrukturyzacją. „Transakcje łączenia i dzielenia spółek, podobnie jak dziś, będą musiały mieć uzasadnienie ekonomiczne. Jeśli fiskus uzna, że głównym celem była korzyść podatkowa, to firma przejmująca będzie musiała zapłacić karny podatek od przychodu, a nie jak dziś – od dochodu” – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Problem pierwszy – nie wiadomo, co dokładnie znaczy „uzasadnienie ekonomiczne”. – Czy racjonalizacja kosztów lub uproszczenie struktury może być wystarczającym argumentem? Oczekiwane zmniejszenie kosztów lub przyspieszenie przepływu zysków pomiędzy spółkami da się policzyć, ale uproszczenie struktury i np. uzyskanie szybszej ścieżki decyzyjnej już nie – wskazuje Joanna Wierzejska, doradca podatkowy i partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. Obecnie, nawet jeśli fiskus zakwestionuje transakcję, bo uzna, że nie ma ona uzasadnionych przyczyn ekonomicznych, to skutki są dla spółek mniej dotkliwe. Opodatkowany jest bowiem dochód. Od 1 stycznia 2018 r. sytuacja znacząco się zmieni. Od tego czasu spółka przeprowadzająca restrukturyzację oraz jej wspólnicy ryzykują, że zapłacą podatek przychodowy od całej wartości rynkowej przejmowanego majątku – czytamy w dzienniku. – Nie będzie bowiem możliwości pomniejszenia przychodu o koszty jego uzyskania, jeśli tylko fiskus uzna, że głównym celem transakcji była korzyść podatkowa, a nie uzasadnienie ekonomiczne – wyjaśnia Marek Kolibski, radca prawny, doradca podatkowy i partner w KNDP. Ekspert tłumaczy, że fiskus może zażądać podatku od spółki przejmującej inną firmę, a także od wspólników. – Nowa konstrukcja zakłada opodatkowanie wartości całego otrzymanego przez spółkę przejmującą i wydzielanego ze spółki dzielonej majątku, a także opodatkowanie wspólnika – dodaje Joanna Wierzejska.

Dziennik podsumowuje więc, że w sumie fiskus może zażądać zapłaty daniny trzykrotnie: dwa razy od spółki (przy przejęciu innej firmy oraz jej późniejszej sprzedaży) oraz od wspólników.

więcej Dziennik Gazeta Prawna s. B2

„Rzeczpospolita”: Grupa PSA chce zwrotu pieniędzy za Opla

„PSA chce domagać się od General Motors zwrotu około połowy z zapłaconych mu 1,3 mld euro po wykryciu rzeczywistych rozmiarów przekraczania przez auta Opla norm emisji spalin” – pisze „Rzeczpospolita”. Jak czytamy, PSA uważa, że GM przedstawił jej fałszywy obraz sprawy emisji spalin Opla podczas negocjacji i procedury due dilligence poprzedzających kupno. „Francuska grupa poinformowała GM, że ocenia na ponad 500 mln euro sumę jaką Amerykanie powinni jej zwrócić i zamierza wszcząć postępowanie prawne ubiegania się o te pieniądze, bo uważa, że została wprowadzona w błąd o rzeczywistej krzywej emisji CO2 przez samochody Opla” – podaje dziennik. Rzecznik PSA Bertrand Blaise i rzecznik GM David Caldwell odmówili agencji Reutera skomentowania tych informacji.

O problemie mówił też prezes Grupy PSA Carlos Tavares. – Kiedy kupowaliśmy Opla od GM, nie pokazano nam ukrytej strony księżyca – powiedział niemieckiej prasie. – Zdaliśmy sobie kilka tygodni później, po sfinalizowaniu transakcji, sprawę, że z tą firmą zmierzamy w stronę ściany w dziedzinie emisji CO2 – powiedział 9 listopada po przedstawieniu planu odrodzenia Opla. – Skierowaliśmy nasze ekipy do pracy, aby całkowicie odbudować strategię produktów i strategię technologiczną przedsiębiorstwa. Za niedotrzymanie unijnych norm ciężar grzywien może zagrozić istnieniu firmy – dodał.

Przed sprzedażą Opel nie dotrzymywał normy CO2 o 3,7 gramów– wynika z danych PA Consulting z listopada 2016. Dziennik podaje, że bez Ampery-e, których sprzedaż miała dojść do 20 tys. rocznie, to odstępstwo od normy zwiększało się do 6 gramów.

Francuzom może być trudno przekonać prawników GM – a następnie grupę arbitrażową – że nie mieli pełnego pojęcia o problemie CO2 w autach Opla, gdy podpisywali umowę kupna – wskazuje dziennik. „Prezes GM Mary Barra przedstawiając umowę wraz z Carlosem Tavaresem na 5 miesięcy przed jej sfinalizowaniem mówiła o „rosnących kosztach dotyczących przepisów i dostosowania do norm”, jako głównych powodach sprzedaży europejskiej filii” – czytamy.

Wirtualny Nowy Przemysł: Daimler odrzucił ofertę Geely

Wirtualny Nowy Przemysł przekazuje informacje agencji Reutera, zgodnie z którymi  Daimler odrzucił złożoną przez chiński holding Geely propozycję wykupu do 5 proc. udziałów w firmie w razie emisji dodatkowych akcji po obniżonych cenach. Jednocześnie Daimler zachęcił Geely do zakupu akcji na otwartym rynku. „Po obecnych cenach tego rodzaju transakcja byłaby warta 4,5 mld dolarów. Gdyby doszła do skutku, Geely stałoby się trzecim największym udziałowcem niemieckiego koncernu za Kuwait Investment Authority (6,8 proc. udziałów) i BlackRock (6 proc.). Byłaby to największa inwestycja holdingu od wykupienia Volvo za 1,8 mld dolarów w 2010 roku” – czytamy w serwisie. Reuter donosi też, że Geely chciałoby uzyskać dostęp do opracowanej przez Daimlera technologii akumulatorów pojazdów elektrycznych i powołać z niemieckim koncernem wspólne przedsięwzięcie w Wuhan.

Wartość rynkowa holdingu Geely jest szacowana na 32 mld dolarów. Według danych analityków Nomura Securities Geely kontroluje 5 proc. chińskiego rynku motoryzacyjnego.

Wirtualny Nowy Przemysł: „Elektryczna” siła Chin

Wirtualny Nowy Przemysł pisze też o szybko rosnącym potencjale produkcji i sprzedaży aut elektrycznych w Chinach. „Już dziś są one największym producentem, a także głównym rynkiem zbytu dla tego typu pojazdów, z wynikiem ok. 500 tys. sztuk od początku 2017 roku. Do 2025 roku w Chinach ma powstawać rocznie ok. 7 mln sztuk samochodów niskoemisyjnych (elektryczne i hybrydowe)” – informuje serwis. Wedle danych CAMM, w okresie styczeń-październik 2017 w Chinach sprzedano 430 tys. samochodów elektrycznych i 90 tys. samochodów hybrydowych. To jednak dopiero początek planowanego „boomu”. Do 2020 roku w Chinach ma być bowiem produkowane 2 mln aut niskoemisyjnych (elektrycznych i hybrydowych) rocznie. W 2025 roku mają uzyskać one 20 proc. udziału w całości produkcji lokalnego sektora.

Wirtualny Nowy Przemysł: Lynk & Co podpije Europę?

Na chiński rynek wszedł nowy SUV marki Lynk & Co, stworzonej wspólnie przez Volvo i Geely. Najpierw model będzie sprzedawany w Chinach. W przedsprzedaży udostępniono 6000 aut, które sprzedały się w 2 minuty i 17 sekund. WNP.pl informuje, że samochód jest napędzany dostarczoną przez Volvo hybrydą łączącą trzycylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1,5 l z silnikiem elektrycznym. Ceny zaczynają się od 85 tys. złotych. „W Europie, gdzie sprzedaż ma ruszyć w roku 2019, samochód będzie droższy. Rok później samochód pojawi się w USA, gdzie ma być także produkowany. W roku 2021 Lynk & Co chce sprzedać pół miliona aut – połowę w Chinach, a resztę w Europie i USA” – czytamy w artykule.