Wydarzenia

współpraca:

Dziennik Gazeta Prawna: Niewierny Tomasz uwierzył w VAT od paliwa

I jeszcze komentarz w sprawie VAT-u doradcy podatkowego Radosława Kowalskiego. „Przyznaję: nie wierzyłem! Jeszcze kilka miesięcy temu na każde pytanie dotyczące VAT od paliwa do osobówek odpowiadałem, że wprawdzie wyłączenie takiego prawa obowiązuje do końca czerwca 2015 r., ale na pewno coś wymyślą i przedłużą ten zakaz do końca 2016 r., a potem do 2018 r. Biję się w pierś – nie wymyślili, myliłem się, parlament nie przedłużył zakazu odliczania VAT (może przesadzam, ale mamy rok podwójnie wyborczy – przypadek?). Zachowałem się jak ten niewierny Tomasz i dopóki nie zobaczyłem, dopóty nie uwierzyłem” – pisze ekspert. Jednocześnie jednak obawia się tego, że ministerstwo finansów będzie zasadność 50-proc. odpisu VAT od paliwa drobiazgowo kontrolować. Na stronach ministerstwa już pojawił się komunikat, w którym resort przestrzega, że odliczymy VAT jedynie wówczas, gdy paliwo będzie wykorzystywane na potrzeby działalności gospodarczej: „Ministerstwo Finansów przypomina, że (…) warunkiem odliczenia podatku naliczonego od nabycia paliwa jest zgodność tego zakupu ze stanem rzeczywistym, tzn. zasadniczo ilość zakupionego paliwa powinna znaleźć swoje odzwierciedlenie w przebiegu pojazdu »firmowego«. Kwestia rzeczywistego wykorzystywania paliwa (…) będzie przedmiotem działań kontrolnych prowadzonych przez właściwe organy”. I tu ekspert pyta: „Czy przypadkiem przyjęcie tych 50 proc. nie miało załatwić problemu mieszanego wykorzystywania pojazdów samochodowych na potrzeby działalności i inne? Nie szukajcie w archiwach sejmowych, przypomnę: MIAŁO! Więc jaka analiza przebiegu firmowego?!”. No tak, ale aż tak dobrze być nie może. Na tapecie jest dziś 50 proc., o innych obietnicach jakoś cicho.

„Rzeczpospolita”: Kompakty i SUV-y najpopularniejsze wśród firm

„Rzeczpospolita” prezentuje firmowe oczekiwania w zakresie nowych samochodów. Najpopularniejszym segmentem w całym rynku pozostają auta segmentu C, których zarejestrowano w 2014 r. ponad 100 tys. (wzrost r/r o 18 proc.). Na drugim miejscu po raz pierwszy znalazły się małe i średnie SUV-y (69 tys. rejestracji i wzrost o 19 proc.), wyprzedzając tym samym mniejsze auta z segmentu B (niespełna 60 tys. szt. i spadek r/r o 3 proc.). Jeśli chodzi o preferencje silnikowe, rośnie popularność diesli: w 2014 r. liczba rejestracji samochodów z silnikiem wysokoprężnym wzrosła o 18 proc. (cały rynek urósł o 13 proc.), co przełożyło się na wzrost udziału diesla w rynku z 35,2 do 36.8 proc. (udział benzyniaków – mimo wzrostu rejestracji – zmalał w tym samym czasie do 60,5 proc.) Wśród modeli firmowi klienci najchętniej sięgali po Skodę Octavię (5,5 proc. rynku), zaś największą dynamiką wzrostu w tym segmencie nabywców może się pochwalić SEAT (wzrost o 219 proc.).

Onet.pl: Angliki w Polsce tylko w teorii

Zaskakujące informacje przynosi serwis Onet. „Wśród polskich kierowców poszła fama, że nowe rozporządzenie ministra infrastruktury pozwala zarejestrować samochód z kierownicą po prawej stronie. Niestety, rzeczywistość nie jest tak kolorowa – żaden „anglik” nie przejdzie przeglądu technicznego” – czytamy na portalu. Taką opinię przytacza w materiale wideo jeden z diagnostów SKP. Zaś przedstawiciel ministerstwa infrastruktury i rozwoju tłumaczy, że aby rejestracja „anglików” stała się bardziej realna, rząd musi zmienić jeszcze dwa rozporządzenia: właśnie o warunkach technicznych, jakie musi spełniać taki pojazd oraz o samych badaniach technicznych. Problem polega na tym, że na razie weszło w życie jedynie prawo dotyczące dokumentacji aut sprowadzanych z Anglii. Pozostałe dwa rozporządzenia muszą jeszcze na swój czas trochę poczekać. Czyli jak zawsze – pomieszanie z poplątaniem. Bałagan niby nikomu nie służy, choć akurat w sprawie „anglików” jakoś szczególnie płakać nie będziemy. Filmowy materiał do Onetu do obejrzenia w linku poniżej.

Motor: 50 trików handlarzy

Inny tekst w „Motorze” ma już bardziej sensacyjny charakter. Gazeta „demaskuje” metody działania nieuczciwych sprzedawców aut. „Przedstawiamy, w jaki sposób handlarze przygotowują auta do sprzedaży, by ukryć ich wady, zaniżony przebieg czy zatuszować naprawy”. Wśród konkretów m.in. lakierowanie tanim kosztem, a więc bardzo cienką warstwą lakieru, nieczytelne nalepki informujące o wymianie rozrządu, oleju czy przeglądzie klimatyzacji, wreszcie klasyki – a więc cofanie licznika, fałszowanie książki, wstawianie używanych części. Wśród 50 trików naszą uwagę zwrócił zwłaszcza jeden punkt, nr 41: unikanie sprawdzenia w ASO, czyli że handlarze ukrywający usterkę pojazdu jak ognia unikają wizyty w ASO czy na stacji diagnostycznej. I to w zasadzie klucz do całości: bo 90 proc. trików opisywanych w „Motorze”, w autoryzowanych salonach czy komisach raczej nie uświadczymy.