Wydarzenia

Suzuki Ignis – hybryda w wersji beta


Sporo czasu minęło, od kiedy ostatni raz mieliśmy okazję testować Suzuki. Gama modelowa japońskiej marki mocno się zmieniła, a portfolio uzupełniono m.in. o Ignisa – reklamowanego jako kompaktowego SUV-a.

Suzuki Ignis

Od początku testów Ignis skojarzył nam się z niewielką wojskową terenówką. Może to kwestia wydatnych nadkoli, dużego prześwitu, no i tych trzech wgłębień w tylnej części auta, przypominających barwy wojenne malowane na twarzach? Jeśli samochód sprawdziłby się w trakcie działań bojowych, z pewnością da radę także w przestrzeni miejskiej. Sam wygląd Ignisa nie powala na kolana (ale przecież gdy mowa o wojnie, walory estetyczne schodzą na dalszy plan, prawda?), ale wymiary czynią go samochodem bardzo funkcjonalnym. Ma on zaledwie 3,7 m długości i 1,66 m szerokości – czyli mniej więcej tyle, co auta z segmentu A. Jest jednak od nich dobrych kilkanaście centymetrów wyższy, dzięki czemu przestrzeni wewnątrz jest sporo. Co ciekawe tylne fotele są przesuwane i gdy tylko nie potrzebujemy za dużo przestrzeni bagażowej, podróżowanie Ignisem w cztery osoby jest bardzo komfortowe. Mniej przyjemniej dla osób siedzących w drugim rzędzie robi się tylko w momencie, gdy na drodze pojawiają się nierówności. Największym zaskoczeniem związanym z Ignisem było jednak to, że okazał się on samochodem o napędzie hybrydowym. Nieprzypadkowo w tytule piszemy jednak o hybrydzie w wersji beta. Litowo-jonowy akumulator o pojemności zaledwie 3Ah wspiera 1,2-litrową jednostkę o mocy 90 KM, ale jedynie podczas ruszania i przyspieszania. Bateria doładowywana jest dzięki energii generowanej podczas hamowania. Celem tej „miękkiej” hybrydy jest zmniejszenie spalania. I ten cel faktycznie udaje się osiągnąć. W jeździe miejskiej – bez zachowania zasad eco-drivingu – zapotrzebowanie na benzynę to około 6 litrów na 100 km. Niestety hybryda podwyższa – i tak niemałe – koszty zakupu Ignisa. Dość powiedzieć, że testowany przez nas egzemplarz wyceniono na ponad 74 tys. zł. I nawet uwzględniając to, że mamy do czynienia z najwyższą wersją wyposażenia Elegance, w której znajdziemy pełne światła LED, automatyczną klimatyzację, bogaty system multimedialny, podgrzewane siedzenia, kamerę cofania czy system ostrzegający przed kolizją (według nas często trochę niepotrzebnie próbujący się wykazać), to trudno oczekiwać, by klienci masowo zaczęli kupować hybrydowego Ignisa. Zdecydowanie większe szanse na wolumen daje odmiana benzynowa – co istotne, niepozbawiona największych zalet tego auta.