Wydarzenia

SsangYong Tivoli – lubię to


Czy próbowali państwo kiedyś przeczytać nazwę Tivoli od tyłu? No właśnie, I lov it, prawie I love it, czyli – kocham to. Czy tego sformułowania mogliśmy użyć po testach SsangYonga? Wyznania miłości może byłyby przesadzone, ale po przejechaniu około dwóch tysięcy kilometrów Tivoli w pełni zasłużył na naszego „lajka”.

Na początku mieliśmy nieco kłopotów, do jakiego segmentu zaklasyfikować samochód. W końcu uznaliśmy, że wysoka pozycja za kierownicą, duży prześwit i niezła zwrotność każe umiejscowić Tivoli wśród popularnych na rynku crossoverów. Sylwetka auta przyciąga wzrok, choć naszym zdaniem nie jest to najmocniejsza strona Tivoli. Ocenę podwyższa z pewnością pakiet Style, w który doposażono testowany przez nas egzemplarz. Dzięki nim Tivoli zyskał 18-calowe felgi, spoiler dachowy, relingi i przyciemniane szyby. Stylowe – tak można także określić wnętrze auta. Zwłaszcza, jeśli – jak w testowanej konfiguracji – uwzględniona zostanie czerwona, skórzana tapicerka. Czerwień obecna jest także w desce rozdzielczej, obiciach drzwi czy podłokietniku. Z pewnością ta barwa dominuje we wnętrzu. I tu akurat jesteśmy pewni, że taki wariant zyska swoich fanów. Mocną stroną Tivoli jest jego wyposażenie. Prócz wspomnianych dodatków znaleźliśmy tu napęd 4×4, podgrzewane lusterka, kierownicę oraz fotele. Dorzućmy do tego 7-calowy wyświetlacz z nawigacją i robi się naprawdę bogato. Przed testami obawialiśmy się, że 1,6-litrowy silnik diesla o mocy 115 KM okaże się zbyt słaby dla gabarytów auta. Jednak po przejechaniu wspomnianego na wstępie dystansu zmieniliśmy zdanie. Na podstawową konfigurację Tivoli trzeba zarezerwować budżet w wysokości około 60 tys. zł. Konfiguracja egzemplarza z parku prasowego była tą z wyższej półki – trzeba za nią zapłacić znacznie ponad 90 tys. zł. Gdyby Tivoli miało znaczek innego producenta, pewnie koszty zakupu nie byłyby znaczną przeszkodą i auto mogłoby liczyć na zdecydowanie wyższe wolumeny. Jednak SsangYong dopiero walczy o rynkowe udziały w Europie. Bez pewnych zachęt dla klientów – lub innych wyróżników – koreańskiej marce trudno będzie wyjść poza rynkową niszę. Mimo że Tivoli to samochód, który da się lubić

Ładowanie