Wydarzenia

SsangYong Korando – coraz bardziej europejski


Korando to bardzo rzadki widok na naszych drogach. Od 2011 r., kiedy auto zadebiutowało na rynku, w Polsce zarejestrowano około 500 egzemplarzy. Czemu?

SsangYong Korando

Być może jeszcze kilka lat temu był to efekt wyglądu samochodu. Trzeba jednak przyznać, że po zabiegach liftingujących auto jest już wyraźnie bardziej „europejskie”, czyli po prostu milsze dla oka. Po zmroku wrażenia wizualne poprawiają LED-owe światła z przodu i z tyłu auta. Mieszane uczucia mamy wobec wnętrza samochodu. Jest w nim wszystko, co potrzeba (a nawet w niektórych elementach przewyższa ono oczekiwania i rynkowe standardy – o czym później), ale z drugiej strony można przyczepić się do ergonomii i wyglądu. Lepiej można by na przykład zagospodarować dolną część konsoli centralnej. Znajduje się w niej gniazdo zapalniczki, gniazda USB i HDMI oraz schowek. Wygląda to średnio, a sam schowek jest mało praktyczny. Ale są i plusy. To chociażby nowa kierownica wielofunkcyjna oraz zachowane proporcje między liczbą funkcji sterowanych dotykowo i za pomocą przycisków. Plusem wnętrza są także wygodne, skórzane (w testowanej wersji Sapphire) fotele – zarówno z przodu, jak i z tyłu auta. Pozytywnie na komfort wpływa także ilość miejsca – odczuwalnie dużo większa niż średnio w SUV-ach z segmentu C. Zimą podróż może być jeszcze przyjemniejsza za sprawą podgrzewanych foteli – uwaga – także z tyłu. Wrażenia z jazdy może jedynie nieco psuć mało kulturalny silnik – testowany egzemplarz był wyposażony w 2,2-litrowego diesla o mocy 178 KM. Trzeba jednak przyznać, że zapewnia on bardzo dobre przyspieszenie i elastyczność, choć okupione dosyć wysokim spalaniem.

Cena testowanego Korando to niespełna 130 tys. zł. Cenę wersji z jednostką wysokoprężną mocno podwyższa jednak stawka akcyzy. Równie dobrze wyposażonego dwulitrowego benzyniaka o mocy 149 KM można kupić 20 tys. zł taniej. Nie są to ceny wysokie, ale z drugiej strony SsangYong nie „kupi” w ten sposób rynku. Mamy jednak nadzieję, że Koreańczycy wytrwają w wysiłkach i powalczą o Europę, w tym także Polskę. Już dawno nie pojawił się u nas nowy gracz, który potrafiłby mocno namieszać. I choć nie spodziewamy się, by kiedykolwiek SsangYong pojawił się w TOP10 polskiego rynku, to w dłuższej perspektywie czołowa „20” nie jest poza jego zasięgiem. Zdrowa konkurencja jeszcze nikomu nie zaszkodziła.