Wydarzenia

Dealer testuje


Opel Karl – wciąż z szansą na sukces

Kiedy pod koniec 2015 r. mieliśmy okazję testować Karla, pisaliśmy: to niezłe auto, zasługuje na wyższą sprzedaż. Jaka jest jego aktualna sytuacja? W ujęciu procentowym wynik mocno poszedł do góry – 2016 r. Karl zakończył na ponad 170 proc. plusie. Wolumen wyniósł jednak niespełna 850 samochodów. Wyjście poza niszę jest już zatem faktem, ale na awans do pierwszej ligi Karl musi jeszcze poczekać. I wcale nie będzie to zadanie łatwe, bo w segmencie A swoich reprezentantów ma niemal każda marka, ale na rynku – polskim i światowym – jest co najmniej kilka popularniejszych typów nadwozia.

Honda HR-V – nie wychodzi z formy

Druga generacja Hondy HR-V wkroczyła na rynek z przytupem. Powodów może być co najmniej kilka. Jeden z nich to wygląd zewnętrzny auta. Auto ma zgrabną, nowoczesną sylwetkę okraszoną dawką zadziorności. Honda nie rozpieszcza za to zainteresowanych zakupem HR-V dużym wyborem silników.

Peugeot Traveller – dwa w jednym

Już samą nazwę vana Peugeota odbieramy jako obietnicę komfortowej podróży. Czy tak jest w rzeczywistości? Sami byliśmy zaskoczeni, jak bardzo tak. Samochód, który zadebiutował na rynku w 2016 r., to połączenie gabarytów busa i funkcjonalności oraz komfortu samochodu osobowego.

Opel Mokka X – zmiana na plus

Mokka debiutowała na rynku pod koniec 2012 r. Niby nie tak dawno temu, ale w General Motors stwierdzono, że lepiej nie czekać na moment, aż konstrukcja zestarzeje się, a sprzedaż spadnie i w ubiegłym roku przeprowadzono lifting tego modelu.

BMW i3 – rewolucja za 1260 zł

Dosyć długo czekaliśmy na możliwość przetestowania BMW i3, czyli samochodu w pełni elektrycznego. Futurystyczny kształt, wysokie i stosunkowo wąskie nadwozie nie kojarzy nam się z marką BMW. Niecodzienne proporcje samochodu podkreślają dodatkowo jego opony – 19- lub 20-calowe, ale o szerokości zaledwie 15,5 centymetra. Nietypowa jest także konstrukcja samochodu – został on wykonany z aluminium i włókna węglowego, co umożliwiło między innymi rezygnację ze słupka B. Dzięki temu – a także za sprawą otwieranych przeciwstawnie tylnych drzwi – udało się wygospodarować zdecydowanie większy otwór włazowy.

Renault Kadjar – sprawny w miejskiej dżungli

Renault Kadjar to bliźniak Nissana Qashqaia. Jednak gdy osoba postronna zobaczy oba auta obok na ulicy, będzie miała problem ze wskazaniem stopnia pokrewieństwa między modelami. Kadjar ma własną sylwetkę, w której sporo jest krągłości. Dzięki nim, a także za sprawą czarnych elementów ochraniających nadwozie czy 19-calowych felg, w które wyposażono testowany przez nas egzemplarz, samochód sprawia wrażenie bardzo masywnego. Należy też zauważyć, że jest on ponad 10 centymetrów dłuższy niż w wspomniany Qashqai. Gabaryty wykorzystano jednak bardzo dobrze.

Opel Adam Rocks. Maluch, który rządzi

Małe, miejskie auto, które wyróżni się na ulicy, a właścicielowi dostarczy sporo frajdy z jazdy? Ktoś, kto będzie poszukiwał takiego pojazdu, z pewnością rozważy zakup Opla Adama w wersji Rocks – propozycję niemieckiej marki w segmencie minicrossoverów. Auto wyposażono w kilka „terenowych” dodatków. Jego prześwit – w stosunku do standardowej odmiany – został zwiększony o 15 mm. Wersję Rocks wyróżnia też oferowany w standardzie rozsuwany, brezentowy dach Swing Top.

Mercedes GLC Coupe – dla indywidualisty

Klienci salonów marek premium mają komfort nieporównywalnie większy z osobami, których budżet pozwala na zakup samochodu z nieco niższej półki cenowej. W gamie Mercedesa jest dziś już kilkadziesiąt różnych modeli, podczas gdy na rynku nie brakuje brandów, gdzie oferta modelowa ogranicza się do ledwie kilku propozycji. Jednym z młodszych aut w portfolio niemieckiej marki jest GLC Coupe, czyli hybryda SUV-a i sportowego coupe. Wydaje się, że w testowanym przez nas Mercedesie przeważał ten drugi pierwiastek. Z pewnością jednak jest to samochód dla indywidualisty, który ceni sobie jakość i zapewne sporo czasu spędza w trasie. W obu elementach GLC Coupe w wersji 250d, którą mieliśmy okazję testować, nie zawodzi.

Citroen C3 – poczuliśmy miętę

Śliczny – takie były pierwsze słowa damskiej części redakcji, gdy zobaczyła testowanego przez nas miętowego Citroena C3. Projektując nową generację miejskiego auta, Citroen nie zboczył z obranej jakiś czas temu ścieżki, która owocuje wypuszczaniem na rynek samochodów wyróżniających się na ulicy. Patrząc na nowe C3, w oczy szybko rzucają się skojarzenia z modelami C4 Cactus czy DS3, które jednym mogą się podobać bardziej, a drugim mniej, ale chyba wszyscy zgodzą się, że są to samochody oryginalne. Gdy żeńska część redakcji nieco pojeździła autem, usłyszeliśmy też, że auto „dobrze się prowadzi”. Gdy nieco podrążyliśmy temat, okazało się, że jadąc C3, nie czuć nierówności drogi, do skręcania kierownicy nie potrzeba wielkiej siły, do całkowitego zawrócenia samochodu wystarcza stosunkowo niewielka przestrzeń, a parkowanie samochodu to już w ogóle czysta przyjemność, co jest zasługą czujników i kamery. No i jesteśmy w domu!

Peugeot 308 – zasługuje na więcej

Sprzedaż francuskiego kompaktu na naszym rynku w ostatnich latach przypomina sinusoidę. Jednak co do zasady lepsze wyniki sprzedażowe osiągał Peugeot 308 pierwszej generacji, produkowany w latach 2007-2013. Druga odsłona modelu nie osiągnęła wolumenu na poziomie 3 tys. sztuk, co dość regularnie zdarzało się poprzedniczce. Trochę to jednak zaskakuje. W ostatnim czasie mieliśmy okazję testować kolejny egzemplarz Peugeota 308. Tym razem była to wersja „na wypasie” – w wersji wyposażenia Allure+, ze 130-konnym silnikiem benzynowym o pojemności 1,2-litra oraz automatyczną skrzynią EAT6.

Volvo V90 – pogromca mitów

Volvo to była marka, zanim przejęli ją Chińczycy” albo „dwulitrowy czterocylindrowiec to za mało jak na taki samochód” – takie komentarze mogliśmy usłyszeć od znajomych, kiedy pochwaliliśmy się, że będziemy testować Volvo V90. Kiedy jednak zabraliśmy jednego czy drugiego na przejażdżkę, krytyczne głosy szybko ucichły. I co tu dużo mówić: przewidywaliśmy to.

Towarzyski MINI Cooper S

Z miesiąca na miesiąc sprzedaż samochodów marek premium w Polsce rośnie, dlatego coraz większe znaczenie na rynku mają modele pokroju MINI Cooper S, w tym 5-drzwiowy hatchback. Chcąc wprowadzić taką odmianę na rynek, MINI musiało powiększyć bryłę auta. Bez zmian pozostała jedynie jego szerokość. Pojazd jest o ponad 10 cm dłuższy i minimalnie wyższy od wersji 3-drzwiowej. Zmiany nie pozostały bez wpływu na komfort podróżowania.

BMW X5 – bierzemy w ciemno

Testy – niemal największego w gamie bawarskiej marki – modelu X5 nie wywróciły do góry nogami naszych wyobrażeń na temat tego samochodu. Zgodnie z oczekiwaniami jest on potężny, przestronny i pewnie się prowadzi, co – dzięki tym wszystkim elementom – daje kierowcy duże poczucie bezpieczeństwa. Kilka elementów jednak nas zaskoczyło. Zacznijmy od silnika.

Volkswagen Scirocco. Niemiecka gwarancja frajdy

Volkswagen Scirocco to brat znanego wszystkim Golfa. Już na pierwszy rzut oka nie są to jednak bliźniacy. Scirocco jest minimalnie mniejszy, znacznie ciaśniejszy, ma mniej pakowany bagażnik, jest zdecydowanie mniej praktyczny, a do tego droższy. I… starszy, bo rozwiązania technologiczne nawiązują do Golfa szóstej generacji. Po co więc niemiecki koncern nadal posiada go w swojej ofercie? Odpowiedź jest prosta. Bo Scirocco wzbudza emocje, które są poza zasięgiem większości modeli dostępnych na rynku.

308, czyli samochód roku

Na początku marca dziennikarze motoryzacyjni z całego świata mogli wybrać, czy bardziej cenią Klasę S, czy może jednak Peugeota 308. Oba modele znalazły się w finale konkursu Car of the Year. W cuglach wygrał „francuz”. Zdobył 307 punktów, Mercedes – zaledwie 170. Oczywiście trzeba brać pod uwagę specyfikę podobnych konkursów. Niemniej jednak przekaz poszedł w świat, a my – przepełnieni oczekiwaniami – przystąpiliśmy do testów kompaktowego Peugeota. Nie zawiedliśmy się. Jasne wykończenie wnętrza czy minimalistyczna koncepcja kokpitu to jeszcze rzecz gustu. Ale już pewne prowadzenie – w tym miejscu pochwały należą się świetnie leżącej w dłoniach, niewielkiej kierownicy – niezła skrzynia biegów oraz sprawna jednostka napędowa – to zalety niezaprzeczalne. Testowany przez nas egzemplarz wyposażony był w silnik diesla e-HDI o mocy 115 KM. Zapewnia on bardzo dobrą dynamikę przy niewielkim spalaniu – w trasie osiągalny jest rezultat w okolicach 4 litrów. Szkoda jedynie, że aby cieszyć się zaletami tej jednostki, trzeba sporo dopłacić. 115-konny diesel jest droższy od 110-konnego „benzyniaka” aż o 13 tys. zł. Żeby ta różnica zwróciła się, trzeba pokonać ponad 200 tys. km. I to właśnie koszty mogą przeszkodzić 308 w osiągnięciu większej popularności. Testowana przez nas wersja kosztuje 89 900 zł. To o 3 tys. zł. więcej niż Citroen C4, ale też dobrze wyposażony Golf ze 105-konnym silnikiem TDI i aż o 8,5 tys. zł. więcej niż Astra. Jednak według prognoz firmy Info-Ekspert, kompaktowy Peugeot powinien nieźle trzymać wartość. Po 5 latach zachowa on 36,4 proc. wartości początkowej, Astra – 32,9 proc., a Citroen 25,9 proc. Wahającym się klientom, handlowcy mogą podpowiedzieć, że gdy będą chcieli sprzedać auto po 5 latach, ich 308 będzie warte o ponad 10 tys. zł. więcej niż Citroen i o 6 tys. więcej niż Opel, co pozwoli całkowicie lub chociaż w dużym stopniu zniwelować „straty” wynikające z wyższych kosztów zakupu.

Klasa S-ama w sobie

Kiedyś mówiono, że z Mercedesa Klasy S można przesiąść się jedynie do Citroena XM, który – ze względu na hydropneumatyczne zawieszenie – oferował porównywalny komfort jazdy. Dziś pomysł, że jakakolwiek francuska marka mogłaby włączyć się do walki o klienta w segmencie najbardziej prestiżowych limuzyn, wydaje się nierealny. Tu bezsprzecznie dominują Niemcy. Oprócz wspomnianej „eski” najbardziej wymagający klienci mogą skorzystać z oferty BMW (Seria 7) i Audi (A8). Oferty zresztą bardzo porównywalnej. Standardem u wszystkich producentów jest 3-litrowy silnik wysokoprężny o mocy 258 KM. Te auta – w podstawowych wersjach – kosztują od 350 do 366 tys. zł. Przy takich kwotach różnica nawet kilkunastu tysięcy złotych nie robi jednak większego wrażenia. Widać to po wyborach klientów, bo na większości rynków w ostatnim czasie króluje najdroższy Mercedes. Najbardziej prestiżowe wydaje się zwycięstwo na rynku niemieckim.

Gaz zapewni wzrosty?

„To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść” – z takiego założenia mogliby wyjść polscy dealerzy, którzy z końcem czerwca zakończyli sprzedaż aut marki Chevrolet. Ale pozostał im Opel, który – według centrali – zamierza przejąć klientów, którzy do tej pory wybierali raczej aut marki z amerykańskimi korzeniami. Wśród modeli, którymi w szczególności mogą być zainteresowani „chevroletowcy” najczęściej wymienia się Corsę, Merivę i Astrę. W skali całego rynku europejskiego póki co wzmożonego zainteresowania tymi modelami nie widać. Po 5 miesiącach 2014 r. Corsa i Meriva – w porównaniu z analogicznym okresem w 2013 r. – są co prawda na plusie, ale minimalnym. Z kolei Astra jest na 9-proc minusie. Mimo wszystko General Motors właściwie nie stracił na wycofaniu się z Chevroleta z Europy, bo – co prawda – sam Chevrolet stracił tu blisko 50 proc. klientów, ale jednocześnie sprzedaż Opla poszła 7 proc. w górę. Dlatego ostatecznie cały koncern – w porównaniu z pierwszymi miesiącami ubiegłego roku – stracił zaledwie 0,3 proc. Z kolei w Polsce w tym roku obie marki General Motors póki co 0,3 proc. zyskują, co udało się zrealizować głównie dzięki lepszym niż przed rokiem rezultatom wspomnianym Astry, Corsy i Merivy. Oczywiście ciężko będzie taki rezultat utrzymać do końca, ponieważ przez pierwsze miesiące Chevrolet jeszcze zapewniał nieco wolumenu. Z drugiej strony widać, że Oplowi zależy, by „sieroty” po Chevrolecie przygarniać. I być może polski importer nie jest w tych staraniach skazany na niepowodzenie.

Dobry kierunek Seata

Toledo wydaje się jednym z najbardziej statecznych aut w – mającej sporo sportowego zacięcia – gamie modelowej Seata. Potwierdza to zresztą najnowsza kampania telewizyjna, w której Toledo jest przedstawione jako auto dla ułożonego mężczyzny w wieku 30+ z żoną i jednym dzieckiem. Jednocześnie reklama pokazuje, że samochód z segmentu B+ jest w stanie bez problemu pomieścić 5 osób i ich bagaże. I jak się okazuje, w tym przypadku reklama nie kłamie. Toledo oferuje komfort, którego nie powstydziłoby się wiele „pełnoprawnych” uczestników segmentu C. Wersja, którą mieliśmy okazję testować, posiadała jeszcze inne zalety, znane z pozostałych aut Grupy Volkswagena: automatyczną skrzynię biegów DSG, system multimedialny oraz świetny 1,4-litrowy silnik benzynowy TSI o mocy 122 KM. Jednostka napędowa to zresztą temat na osobną dyskusję. Bo – z jednej strony – współgra ona z charakterem auta dla odpowiedzialnego 35-latka z nie aż tak znowu zasobnym portfelem – bez trudu pozwala bowiem osiągnąć spalanie na poziomie nieprzekraczającym 7 litrów. Z drugiej zaś, pozwala na zaspokajanie potrzeb mniej „rodzinnych”. Oferuje bowiem niezłe przyspieszenie i dużą elastyczność, co pozwala na dynamiczną jazdę.

Ładowanie